http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przypadki pułkownika Ocieczka

Wojciech Czuchnowski
2010-01-14, ostatnia aktualizacja 2010-01-14 08:22

Sprawa Barbary Blidy. - Nie było żadnej sprawy Barbary Blidy. Była sprawa nadużyć w handlu węglem - mówił wczoraj przed sejmową komisją badającą śmierć byłej posłanki SLD Grzegorz Ocieczek, wiceszef ABW w czasach rządów PiS. Dowodził, że jego związki ze sprawą to tylko ciąg przypadków.

Grzegorz Ocieczek
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Grzegorz Ocieczek
ZOBACZ TAKŻE
- Nikt na nikogo nie polował ani nie szukał haków. Nie działałem niezgodnie z prawem ani na polityczne zamówienie - zaczął Ocieczek swoje wystąpienie. Były wiceszef ABW, dzisiaj prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej, oświadczył, że chce sprostować "kłamliwe" publikacje na swój temat.

Ekspresowy awans

Ocieczek przedstawił się komisji jako reformator Agencji, w której w 2006 r. zastał brak komputerów, telefonów komórkowych, rozpadające się samochody. Mówił, że podniósł zarobki funkcjonariuszy i poprawił jakość ich pracy. Przekonywał też, że jako wiceszef ABW nie miał żadnego wpływu na działania agencji i prokuratury w sprawie Blidy.

Tadeusz Sławecki (PSL) i Danuta Pietraszewska (PO) przypomnieli sprawę błyskawicznego awansu oficerskiego Ocieczka. Po wyborach wygranych przez PiS ze stanowiska szefa Prokuratury Rejonowej w Katowicach przeszedł (z rekomendacji polityka PiS Zbigniewa Wassermanna) do ABW. Do Agencji przyszedł jako szeregowiec. Przed wyborami 2007 r. opuścił ją w stopniu pułkownika. - Na stopień porucznika czeka się w ABW trzy lata, na kapitana trzy lata, na majora i pułkownika po cztery lata. Pan został pułkownikiem w niespełna dwa lata. Taki tryb awansu naruszał prawo konstytucyjne, dlaczego pan to akceptował, czy było to zgodne z pana poczuciem honoru? - pytała Ocieczka Pietraszewska. - Nie zabiegałem o awanse. Wnioskowali o to moi przełożeni - mówił zirytowany Ocieczek.

Kurs na pierwszy stopień oficerski odbył w trybie przyspieszonym (dwa miesiące), i to zaocznie.

- Pytamy o sprawę szybkiego awansu pana Ocieczka w ABW, bo taki sposób awansowania był karygodny i łamał etos tej służby - mówił przewodniczący komisji Ryszard Kalisz (SLD), odpierając zarzuty Wojciecha Szaramy (PiS), że takie pytania nie mają związku z tematem prac komisji.

Czyj to był pogrzeb?

Kalisz przypomniał Ocieczkowi, że w styczniu 2006 r. jako prokurator w Katowicach napisał, że nie ma podstaw do stawiania zarzutów Blidzie. Ocieczek tego nie pamiętał. - To dlaczego ABW kontynuowała sprawę ? - To była decyzja prokuratury. Jeżeli postępowanie jest umorzone, to może też być podjęte - mówił Ocieczek. Zapewniał, że nic nie wiedział o działaniach operacyjnych funkcjonariuszy z Katowic wobec aresztowanej Barbary K., bizneswoman i przyjaciółki Blidy.

Kalisz pytał, jak to możliwe, że pięć dni po wyjściu z aresztu Barbara K. złożyła zeznania obciążające Blidę. - Czy pomiędzy ABW a Barbarą K. była umowa: pomożemy ci wyjść z aresztu, a ty obciążysz tych, których chcemy - pytał Kalisz?

- To nieprawdopodobne pytanie. Aż zaniemówiłem. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.

Swoje związki ze sprawą Blidy (której jego zdaniem nie było) Ocieczek opisywał jako przypadkowe. Przypadkiem była więc wizyta w centrali ABW prowadzącego śledztwo przeciwko Blidzie prokuratora Tomasza Balasa w styczniu 2007 r. Rozmawiał z Ocieczkiem i szefem ABW Bogdanem Święczkowskim. Ocieczek mówił, że była to wizyta kurtuazyjna i koleżeńska, bo wszyscy wywodzili się z katowickiej prokuratury.

- Nie pamiętam, o czym rozmawialiśmy - twierdził Ocieczek.

Inne przypadki to intensywne wizyty kierownictwa Agencji w Katowicach tuż przed planowanym zatrzymaniem Blidy. 23 kwietnia był tam Święczkowski. Ocieczek mówił, że nie wie, po co. - A pana wyjazd do Katowic w dniach 20-22 kwietnia? - pytała Pietraszewska o delegację, której druk znajduje się w ABW. - Nie pamiętam takiej delegacji - odparł Ocieczek.

A dlaczego 25 kwietnia 2007 r., gdy funkcjonariusze Agencji weszli do domu Barbary Blidy w Siemianowicach, Ocieczek był w Katowicach? Przez przypadek. 24 kwietnia przyjechał na południe Polski na pogrzeb policjanta. 25 rano miał wsiadać do pociągu z Katowic do Warszawy, gdy dostał telefon z informacją o śmierci Blidy. Postanowił pojechać na miejsce tragedii.

A nazwisko zmarłego? Ocieczek nie pamiętał. Ani miejscowości, w której odbyła się uroczystość: - To był funkcjonariusz Komendy Głównej, pogrzeb był około 30 km od Krakowa - relacjonował.

- Doświadczenie życiowe mówi mi, że chodzimy na pogrzeby ludzi, których znamy - komentował Kalisz.

Ocieczek: - Wtedy wiedziałem, teraz nie pamiętam.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':