Komisja poprosiła Marszałka Senatu, by zwrócił się do Piesiewicza o uściślenie swojej zgody na uchylenie immunitetu. Ani osobistej, ani listownej odpowiedzi do wczoraj nie było. - Zaczekamy do jutra, jeśli pismo nie nadejdzie na 3 lutego zwołam posiedzenie komisji, na którym zaopiniujemy wniosek prokuratury. Bo zgoda na uchylenie immunitetu uznana zostanie za nieaktualną - mówi przewodniczący Szaleniec.
O uchylenie immunitetu Piesiewicza 27 listopada wystąpił prokurator generalny. Prokuratura na warszawskiej Pradze chce senatorowi postawić sześć zarzutów z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii: posiadania, nakłaniania do zażywania i udzielania kokainy innym osobom. Te "osoby" to m.in. ludzie, którzy szantażowali senatora upublicznieniem potajemnie nagranych filmów. Jeden z filmów - według prokuratury - potwierdza, że senator zażywał kokainę i częstował narkotykiem. Piesiewicz temu zaprzecza.
Gdy w połowie grudnia "Super Express" ujawnił film, a marszałek Senatu poinformował o wniosku o uchylenie immunitetu, senator natychmiast wyraził na to zgodę.
W ubiegłym tygodniu komisją chciała wysłuchać Piesiewicza, ale senator nie przyszedł. Poinformował, że jeszcze przez kilka tygodni będzie w szpitalu. Przysłał list z którego wynika m.in., że jego oświadczenie o zrzeczeniu się immunitetu podjęte zostało pod wpływem impulsu, bez
lektury uzasadnienia wniosku prokuratora generalnego. Piesiewicz zwraca też uwagę, że to szantażystom, a nie jemu prokuratura dała wiarę. Senatorowie mieli wątpliwości, czy zgoda była ważna. Uważali też, że prokuratura z wnioskiem o uchylenie immunitetu się pospieszyła. Powinna najpierw skończyć śledztwo przeciw szantażystom, a dopiero potem rozpatrywać wątek narkotykowy.
Z tych powodów poprosili by Piesiewicz uściślił swoją zgody na uchylenie immunitetu. - Oceniam, że pan senator postanowił pozostawić decyzję co do jego immunitetu całemu Senatowi - mówi nam Szaleniec. Zgodnie z ustawą 3 lutego komisja tylko zaopiniuje wniosek prokuratury, głosować nad nim będzie cała izba wyższa.