Do północy Marszałek Senatu czekał na uściślenie zgody Piesiewicza na uchylenie immunitetu. Nie doczekał się. - Ale może wysłane zostało ono pocztą. Zaczekamy do najbliższej środy, jeśli pismo nie nadejdzie 2 lutego zwołam posiedzenie komisji, na którym zaopiniujemy wniosek prokuratury. Bo zgoda na uchylenie immunitetu uznana zostanie za nieaktualną - mówi przewodniczący Szaleniec.
O uchylenie immunitetu Piesiewicza 27 listopada wystąpił prokurator generalny. Chce mu postawić sześć zarzutów z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii: posiadania, nakłaniania do zażywania i udzielania kokainy innym osobom. Te "osoby" to m.in. ludzie, którzy szantażowali senatora upublicznieniem potajemnie nagranych filmów. Jeden z filmów - według prokuratury - potwierdza, że senator zażywał i częstował narkotykiem. Piesiewicz temu zaprzecza.
Gdy w połowie grudnia "Super Express" ujawnił film, a marszałek Senatu poinformował o wniosku o uchylenie immunitetu, senator natychmiast wyraził na to zgodę.
W ubiegłym tygodniu komisją chciała wysłuchać Piesiewicza, ale senator nie przyszedł. Przysłał list z którego wynika m.in., że jego oświadczenie o zrzeczeniu się immunitetu podjęte zostało pod wpływem impulsu, bez
lektury uzasadnienia wniosku prokuratora generalnego. Piesiewicz zwraca też uwagę, że to szantażystom, a nie jemu prokuratura dała wiarę. Senatorowie uważają, że prokuratura z wnioskiem o uchylenie immunitetu się pospieszyła. Powinna najpierw skończyć śledztwo przeciw szantażystom, a dopiero potem rozpatrywać wątek narkotykowy. Z tych właśnie powodów poprosili Piesiewicza o uściślenie swojej zgody na uchylenie immunitetu.