Kilka godzin wcześniej potentat internetowy ogłosił, że rozważa zakończenie działalności w Chinach. Powodem są cyberataki na serwery firmy w połowie grudnia 2009 r.
- W połowie ubiegłego miesiąca pracownicy
Google wykryli, że infrastruktura firmy padła celem wyrafinowanego cyberataku - pisze w firmowym blogu David Drummond , szef departamentu prawnego Google.
Drummond informuje, że w wypadku ataku na Google podstawowym celem napastników było uzyskanie dostępu do kont pocztowych
Gmail, należących do chińskich obrońców praw człowieka. Wszystko wskazuje jednak na to, że włamywaczom ta sztuka się nie powiodła - weszli oni w posiadanie informacji tylko o dwóch kontach, a i tak były one ograniczone do mniej istotnych danych (np. data założenia konta).
Choć Google nie powiedział wprost, że stoi za nimi chiński rząd, jednak ton informacji nie pozostawia wątpliwości, że tak właśnie było. Wewnętrzne śledztwo firmy potwierdziło, że konta gmailowe chińskich aktywistów i obrońców praw człowieka w Chinach, Europie i
USA były monitorowane przez osoby trzecie.
Celem cyberataku padł nie tylko Google'a. Okazało się, że z podobnymi incydentami miało do czynienia co najmniej 20 spółek z różnych sektorów rynku (np. mediów, przemysłu chemicznego, itp). Podjęły one wspólną akcję, którą poparła administracja amerykańska.
Kilka dni temu Hillary Clinton spotkała się z szefami najważniejszych firm sektora IT, m.in.
Microsoft, Twitter, Cisco Systems i Google. Może to sugerować, że administracja prezydenta Baracka Obamy ma zamiar wywrzeć większą presję na Chiny w sprawach cenzury i bezpieczeństwa sieci.
We wtorek wieczór Clinton potwierdziła, że amerykański rząd dostał od Google'a list w tej sprawie i dodała, że Amerykanie oczekują od Chińczyków wyjaśnień i odpowiedzi na szereg pytań. Szefowa amerykańskiej dyplomacji podkreśliła, że możliwość nieskrępowanego posługiwania się Internetem jest fundamentem współczesnej ekonomii i nowoczesnych społeczeństw. Google już przystąpiła do działania: we wtorek ogłosiła, że kończy filtrowanie wyników wyszukiwania na stronie google.cn. Zgodziła się na nią gdy w 2006 r wchodził na rynek chiński. Taki warunek musi spełnić każdy operator zachodni w Chinach podpisując zobowiązania do przestrzegania chińskiego prawa a tym samym do stosowania się do zasad chińskiej cenzury internetowej. Swym krytykom Google odpowiadał do tej pory, że szerszy i łatwiejszy dostęp do informacji zrównoważy niedogodności związane z ocenzurowaniem treści..
- Możliwość pracowania z ufnością w cyberprzestrzeni ma zasadnicze znaczenie we współczesnym społeczeństwie i gospodarce - podkreśliła pani Clinton. Reuters podał, że szefowa amerykańskiej dyplomacji ogłosi 21 stycznia nową inicjatywę polityczną: "Wolność internetu".