Jurek Szczerbakow, 39 lat, szef i prezenter RadiaJAZZ.FM: Wielu myśli, że nas już nie ma. A my jesteśmy, tylko że w internecie.
Ola Nowosad, 30 lat, szefowa i prezenterka RadiaJAZZ.FM: RadioJAZZ.FM istnieje już rok.
Jurek: My to dawne JazzRadio, które w 12. rocznicę swojego powstania znikło z eteru, gdy ostatni właściciel - Radio Kolor - sprzedał nasze częstotliwości wraz z koncesją Eurozetowi. 6 grudnia 2008 roku na częstotliwości JazzRadia zaczęło grać Chilli ZET.
Ola: Ja to do końca wypierałam. Myślałam: "Kto im tak zmieni koncesję? Kto im pozwoli, żeby nie było jazzu? Jak oni to chilli nagną do jazzu?".
Jurek: Trzy razy próbowałem tego chilli posłuchać i trzy razy się odbiłem. Ale ja nie jestem neutralny. Ja jestem skoncentrowany na jazzie.
Nie damy się zamknąć
Ola: Plotki zaczęły się już kilka miesięcy przed zamknięciem. Padła nazwa Eurozet. Mówiło się, że nas wszystkich wyrzucą, a radio skasują.
Jurek: Właścicielka JazzRadia nie potwierdzała i nie zaprzeczała. O tym, że ostatecznie nas sprzedała, dowiedzieliśmy się z internetu chyba pod koniec października 2008.
Ola: Studio zamknięto 12 listopada. Do 6 grudnia grała już tylko muzyka "z puszki".
Jurek: Ale fani JazzRadia nie dali się złapać na chilli. Dobijali się do nas na prywatne maile, przekonywali, żeby założyć radio w internecie. Jeden z nich podarował nam nawet na zachętę maca. Postanowiliśmy z Olą, że nie damy się tak po prostu zamknąć.
Oczywiście za darmo
Darek Błahuta, 25 lat, szef techniki i prezenter RadiaJAZZ.FM, wcześniej JazzRadia: Zadzwonił Jurek. Powiedział, że on i Ola reaktywują radio w internecie i potrzebują kogoś, kto ma jakiekolwiek pojęcie o komputerach. Zapytał, czy w to wchodzę, oczywiście za darmo. Nie zastanawiałem się ani chwili.
Paweł Bronikowski, 30 lat, były fan JazzRadia, teraz fundraiser RadiaJAZZ.FM : Pewnego dnia, już po zniknięciu z eteru JazzRadia, szukałem w internecie jakiejś jazzowej stacji z zagranicy. Przez przypadek trafiłem na znajome mi z eteru głosy Szczerbakowa i Nowosad. Usłyszałem, że mają stronę internetową. Poradziłem im, że łatwiej będzie cokolwiek zdziałać, jak założą fundację, że ja się trochę na tym znam i chętnie pomogę. Oczywiście za darmo. Zarabiam w innym miejscu. Jestem etatowym fundraiserem w fundacji Itaka.
Ola: A ja szefem muzycznym Radia Warszawa. To mi zajmuje czas do wczesnego popołudnia. Potem biegnę do tramwaju, żeby zdążyć tu na piętnastą, na moje pasmo "Popołudniowy swing". Tylko Jurek jest skupiony całkowicie na RadiuJAZZ.
Skręciłam w jazz
Paweł: W starym JazzRadiu miałem swoje ulubione audycje. Siadałem wtedy wygodnie w fotelu, z nikim nie rozmawiałem, niczego nie czytałem, tylko słuchałem. Jak radio znikło, poczułem pustkę. Robię to po to, żeby radio istniało.
Darek: JazzRadia zacząłem słuchać w drugiej klasie liceum. Marzyłem, że kiedyś będę tam pracować. Podobał mi się ten klimat, luz, nie mówiąc już o muzyce. Na dziennikarstwo, do Wyższej Szkoły Humanistycznej w Warszawie, poszedłem tylko po to, żeby pracować w JazzRadiu.
Ola: A ja jestem z Wyszkowa. Skończyłam tam technikum drzewne. Do Warszawy przyjechałam studiować dziennikarstwo na UW. Teoretycznie wiem, jak zrobić mebel, ale moją pasją od zawsze jest muzyka. Zaczynałam od heavy metalu. Ale jak się słucha wiele lat tej muzyki, to się dochodzi do ściany. Okazuje się, że już nic więcej od niej nie można dostać, i się skręca. Ja skręciłam w jazz.
Jurek: Jako nastolatek buntowałem się: punk, reggae, alternatywa. Potem złagodniałem w stronę rocka. Gdy miałem dwadzieścia kilka lat, kolega namówił mnie na kupno jazzowej płyty wszech czasów - "Kind of Blue" Milesa. Na początku nic z niej nie rozumiałem. Tak jak z płyt Metheny'ego.
Paweł: Studiowałem pedagogikę na uniwerku. Współpracowałem z różnymi organizacjami pozarządowymi. Najpierw jako pedagog: grupy wsparcia, zajęcia terapeutyczne dla dzieci itp. Ale poczułem, że bardziej od pracy z dziećmi pociąga mnie samo wymyślanie dla nich zajęć, pisanie wniosków o dotacje, organizowanie pracy innym. Mój pierwszy sukces to 2 tysiące złotych wywalczone od Fundacji Batorego dla Stowarzyszenia Inicjatyw Lokalnych Białobrzeska. To mała organizacja na warszawskiej Ochocie zajmująca się animacją kulturalną w osiedlu, gdzie mieszkałem. Zrobiliśmy za to stronę internetową. To było dziesięć lat temu. Ostatni sukces: kampania jednoprocentowa dla Itaki, którą wymyśliłem i nadzorowałem - 565 tysięcy!
Źródło: Gazeta Wyborcza