http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Krzyż mam w sercu, nie na ścianie

Anna Stańczyk, Ewa Furtak, Katowice
2010-01-13, ostatnia aktualizacja 2010-01-13 09:49

O co chodzi z tym wieszaniem krzyży w klasach? Że trzeba się modlić do krzyża? Proszę mi wierzyć nie trzeba.


Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta
SERWISY
Danuta Kozyra 21 lat temu została dyrektorką Liceum Ogólnokształcącego im. Pawła Stalmacha w Wiśle. Wtedy to zapytała uczniów i rodziców o krzyże. Nie chcieli, żeby wisiały w klasach, więc ich nie powiesiła. I od tamtej pory w szkole nie było tego tematu. - Chociaż nie, był taki jeden ksiądz katolicki... - przypomina sobie dyrektorka.

Przyszedł do niej i powiedział, że mu krzyża w szkole brakuje. Trochę trwało, zanim mu wytłumaczyła, że krzyż w klasach tylko by dzielił, że uczeń (albo nauczyciel) mógłby wtedy odmówić przyjścia na lekcję. I miałby do tego prawo. Ksiądz siedział, słuchał i zerkał na wisiorek z krzyżykiem na szyi dyrektorki. - Krzyż nosi się w sercu - rzuciła i opowiedziała księdzu o Wiśle. Bo to szczególne miejsce.

Jestem mniejszość zupełna

W prawie 12-tysięcznym mieście żyją w zgodzie przedstawiciele wielu wyznań. Połowa to ewangelicy, 30 proc. stanowią katolicy. Mieszkają tutaj m.in. baptyści, świadkowie Jehowy, zielonoświątkowcy, Adwentyści Dnia Siódmego i wyznawcy ruchu stanowczych chrześcijan, w sumie aż 12 kościołów i związków wyznaniowych. Dlatego nikogo nie dziwi, że w "Stalmachu" dyrektorka to ewangeliczka, a jej zastępczyni jest wyznania prawosławnego. Kiedyś była jeszcze tzw. zastępca społeczny - katoliczka.

- Ja to już jestem mniejszość zupełna - śmieje się Maria Paszek, wicedyrektorka. - Uważam, że ten temat krzyży jest wydumany. Kiedyś zapytałam nauczycieli z innych szkół, czy wiszą u nich krzyże. I nie umieli mi odpowiedzieć, po prostu nie zwracają na to uwagi.

Mimo że jest wyznania prawosławnego, krzyż w klasie by jej nie przeszkadzał. Jej ikony nie przeszkadzają mężowi oraz 11-letniemu synowi, którzy są katolikami. Czy rodzice dwóch różnych wyznań mogą być dla dziecka problemem?

- Tak, no bo dlaczego on musi iść do kościoła, kiedy mama może oglądać telewizję. Ale podwójne święta już nie są żadnym problemem. Jak był mały, to pytał, czy ja na pewno wierzę w Boga. I czy tego samego co on. Dzieci, które mają kontakt z różnymi religiami, są bardziej otwarte i więcej rozumieją - uśmiecha się Paszek.

Kiedy w Polsce rozgorzała ostatnio dyskusja o krzyżach w szkołach, jej mąż zapytał, dlaczego właściwie w jej ogólniaku nie wisi krzyż.

- Bo uczniowie są różnych wyznań i trzeba to uszanować - odpowiedziała.

- Wyrośliśmy wśród tych wyznań. Tu nikt nie patrzy, czy jesteś ewangelikiem czy katolikiem. U nas czuje się atmosferę życzliwości - dodaje Kozyra. - Zresztą wiecie, jak to jest w klasach: nauczyciel krzyknie, uczeń przeklnie. Przy krzyżu to nie przystoi.

Krzyż to nie kwiatek

Dyrektorkę denerwuje ta cała awantura wokół krzyży. Bo krzyż to nie symbol narodowy. Jak mantrę powtarza, że powinien łączyć, a nie dzielić. Boi się, że urzędnicy każą jej powiesić krzyże w klasach. I co jeśli wtedy uczeń albo nauczyciel rzeczywiście nie będą chcieli wejść na lekcję? Nie, na pewno krzyży nie powiesi. No, chyba że przyjdą do niej uczniowie z taka prośbą.

Ale na to się w szkole nie zanosi. Bo uczniów bardziej interesuje zbliżająca się studniówka. Bez końca mogliby rozmawiać o orkiestrze z Trójwsi, menu, próbach poloneza. Dziewczyny oczywiście o kreacjach. Ela Gluza, tegoroczna maturzystka, wolałaby rozprawiać o swojej długiej czarnej sukni z gorsetem, którą założy. I myli się ten kto myśli, że kiecka jest dla niej ważniejsza od krzyża.

- Proszę mi wierzyć, że młodzież nie zwraca uwagi na to, czy krzyż wisi w klasie, czy nie. Wiarę nosi się w sercu, a nie wiesza na ścianie - tłumaczy Ela.

- Mówi się, że klasa to nie miejsce na krzyż, bo uczniowie nie zawsze potrafią się zachować, a to przeklną, a to ściągają na klasówce... - dopytujemy.

Dawid Zioła z III klasy nie wytrzymuje: - A jakie to ma znaczenie? Jezus Chrystus umierał na krzyżu - to jest ważne, a nie jak ktoś się przy krzyżu zachowuje. Jego powieszenie w klasie nie wniosłoby nic nowego, ludzie by się nie zmienili na lepsze. Krzyż stałby się częścią klasy jak kwiatek. O co tu chodzi? Że trzeba się modlić do krzyża? Proszę mi wierzyć, że nie trzeba.

Dawid wie, co mówi, bo chodzi na szkolne poddasze, żeby się pomodlić. Razem z Michałem Cichym jeszcze w pierwszej klasie założyli kółko biblijne. Spotykają się trzy razy w tygodniu na długiej przerwie w jednej z sal na poddaszu. Nie ma tu krzyża, bo mogą tu przychodzić uczniowie różnych wyznań. Zawsze jest wspólna modlitwa, za każdym razem ktoś przygotowuje krótki referat. Kto chodzi na kółko biblijne?

- Ludzie, którzy chcą spędzić czas w towarzystwie osób, dla których Bóg też jest ważny. Jest ich już 20. I nigdy nie pojawiła się kwestia powieszenia krzyża - mówi Michał. Nikomu nigdy nie przyszło też do głowy nabijać się z uczniów z kółka biblijnego. Wręcz przeciwnie. Ela nauczyła się od kolegów ewangelików i protestantów, że modlitwa może być rozmową z Bogiem. - I wypracowałam własny styl tej rozmowy. Bez krzyża wiszącego w klasie - tłumaczy dziewczyna.

Porozmawiajmy o matematyce

Przemek Procner mówi wprost: - Bezsensowny jest ten temat. Komuś się chyba nudziło i wymyślił te krzyże.

Właściwie inni uczniowie są podobnego zdania. Woleliby toczyć publiczną dyskusję o obowiązkowej maturze z matematyki, która w tym roku wraca do szkół. Bo licealiści strasznie boją się matury z matematyki. - No chyba nikt nie ma wątpliwości, że jest ważniejsza niż dyskusja o krzyżach. Nikt nie wie, pod jaką jesteśmy presją. Tylko te arkusze i arkusze rozwiązujemy - Ela blednie na samą myśl o egzaminie dojrzałości z matematyki.

Małgorzata Kiereś, etnograf i szefowa Muzeum Beskidzkiego w Wiśle (i absolwentka liceum Stalmacha), doskonale rozumie uczniów. Zgadza się z nimi, że chrześcijanin powinien rozumieć sens tego, co stało się na krzyżu, nosić go w sercu i codziennie swoim życiem pokazywać, że jest on dla niego ważny.

- Ale człowiek musi pamiętać także o tym, że Bóg przykazał miłować bliźniego swego jak siebie samego. Bez względu na to, jakiego jest wyznania. Miłość to także szacunek dla drugiego człowieka, dla sposobu, w jaki czci Boga, bez względu na to, czy krzyż tak jak dla chrześcijan jest dla niego najważniejszym symbolem. Stąd właśnie brak krzyży na ścianach w klasach w wiślańskich szkołach. W wielowyznaniowej Wiśle taka sytuacja jest uzasadniona - uważa.

Zresztą tak jest nie tylko w szkołach. Kaplica na wiślańskim cmentarzu też służy ludziom różnych wyznań. Gdy umiera człowiek, na jego pogrzeb przychodzi przecież nie tylko rodzina i członkowie kościelnej wspólnoty, ale także znajomi i sąsiedzi, ludzie bardzo różnych wyznań. I nikt się nie dziwi, że jeśli jest to pogrzeb np. świadka Jehowy, krzyż w cmentarnej kaplicy jest zasłonięty. W Wiśle co do jednego ludzie są zgodni: każdy po swojemu czci Boga, a wiara to sfera sacrum niepodlegająca dyskusji.

Spór o krzyże w szkołach
W listopadzie Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że wieszanie krzyży we włoskich szkołach ogranicza prawa rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami i ogranicza wolność religijną uczniów.
Orzeczenie wywołało burzliwą dyskusję w całej Europie, w tym w Polsce. W grudniu Sejm przyjął nawet uchwałę w obronie krzyża w miejscach publicznych. Z drugiej strony kilka tysięcy osób podpisało się pod apelem do prezydenta o poszanowanie decyzji Trybunału.
Głośny był spór o krzyże we wrocławskim liceum. Troje uczniów w petycji do dyrekcji zażądało usunięcia krzyży ze szkoły. Napisali: "Umieszczanie symboli religijnych w publicznej instytucji odbieramy jako przejaw faworyzowania przez szkołę konkretnego światopoglądu". W odpowiedzi dyrektor najpierw zaproponował, że od nowego roku krzyże wisieć będą tylko w klasach, w których odbywają się lekcje religii. Pomysłowi przyklasnęli uczący w szkole księża, jednak po nagłośnieniu sprawy przez media dyrektor wycofał się ze swoich deklaracji. Tłumaczył, że obowiązuje go rozporządzenie ministra edukacji w sprawie nauki religii w szkołach z 1992 r., w którym widnieje zapis, że "w pomieszczeniach szkolnych może być umieszczony krzyż".



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 154 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    125 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':