Bombę przymocowaną do skutera odpalono zdalnie, w momencie kiedy Mohammadi wychodził z domu do pracy. 50-letni naukowiec nie był zaangażowany w działalność polityczną, choć jego nazwisko jest na liście 240 profesorów uniwersytetu w Teheranie, którzy w wyborach prezydenckich 12 czerwca poparli kandydata reformatorów Mirhosejna Musawiego.
Od tamtej pory, choć co kilka tygodni zwolennicy Musawiego protestują przeciw sfałszowanym ich zdaniem wyborom prezydenckim, profesor Mohammadi nie zrobił nic: nie występował na żadnej demonstracji, nie podpisał żadnego listu protestacyjnego.
Rządowe media pisały o nim wczoraj pozytywnie, podkreślając, że był "naukowcem oddanym sprawie rewolucji". - Z wstępnych wyników śledztwa wynika, że za zamachem stoi zbrodniczy trójkąt zła, czyli reżim syjonistyczny, Amerykanie i ich najemnicy w Iranie - ogłosiło wczoraj
MSZ. Rzekomym celem zabójców miało być osłabienie irańskiej nauki i opóźnienie programu atomowego. Waszyngton ocenił te zarzuty jako "absurd".
W ostatnich latach Iran stracił już dwóch fizyków jądrowych w podejrzanych okolicznościach. W 2007 r. dr Ardeshir Hosseinpour zatruł się gazem, ale ogłoszono to z tygodniowym opóźnieniem, co wywołało spekulacje, że śmierć nie była przypadkiem. Z kolei w zeszłym roku Szahram Amiri zaginął podczas pielgrzymki do Mekki i już się nie odnalazł. Władze Iranu oskarżyły
USA i
Izrael o jego porwanie. Możliwe jednak, że naukowiec sam podjął współpracę z zachodnimi wywiadami i korzystając z okazji, uciekł.
Nawet jeśli przyjąć, że Mossad faktycznie zabija i porywa irańskich naukowców, to nie widać powodu, dlaczego miałby wydać wyrok na profesora Mohammadiego. Wprawdzie jako pierwszy Irańczyk zrobił on doktorat z fizyki jądrowej, ale - jak ogłosiła wczoraj Irańska Agencja Atomowa - nie uczestniczył w państwowym programie wzbogacania uranu, który wzbudza takie obawy Izraelczyków. Ostatnio zajmował się teoretycznymi rozważaniami na temat odległych galaktyk.
Oczywiście możliwe jest, że Agencja kłamie i profesor był jakoś zaangażowany w program atomowy, ale wtedy podejrzane o jego zabójstwo są nie tylko izraelskie, ale i rodzime służby specjalne. Śmierć naukowca, który popierając Musawiego, stał się osobą niepewną, jest przestrogą dla opozycji (nawet jej szeregowi zwolennicy nie mogą czuć się bezpieczni). A dodatkowo rząd w Teheranie, który od pół roku oskarża Zachód o potajemne wspieranie opozycji, może teraz ogłosić - oto dowód na to, że wrogie wywiady mieszają w naszym kraju.