Brat prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich został uniewinniony, choć na filmie widać, że bestialsko torturował człowieka. Sędzia tłumaczył, że książę był pod wpływem leków zwiększających poziom agresji
Szejk przypalał papierosami, raził prądem, zgwałcił i przejechał autem...
Film z 2004 r., na którym szejk Isa ibn Zaid an Nahjan na swoim pustynnym ranczu pod Abu Zabi z lubością torturuje bezbronnego człowieka, spokojnie mógłby posłużyć za scenariusz do horroru. Razem z grupką sześciu mężczyzn, w tym jednym policjantem, odziany w tradycyjną arabską białą szatę, książę dwoi się i troi, żeby sprawić swojej ofierze jak największy ból.
Najpierw wpycha związanemu, wyrywającemu się i krzyczącemu wniebogłosy mężczyźnie do ust piasek, potem, wrzeszcząc: "Ty psie!", z zapamiętaniem tłucze go najeżoną gwoździami deską. - Dajcie mi soli! - krzyczy, po czym precyzyjnie wsypuje ją do ran nieszczęśnika. Chwilę później leżący mężczyzna zostaje zgwałcony metalową pałką, a na końcu szejk osobiście przejeżdża po nim swoim terenowym mercedesem.
Wszystko to działo się nie w jakiejś zapadłej dziurze, ale zaledwie 150km od lśniących drapaczy chmur Dubaju, największego centrum biznesowego i rozrywkowego Bliskiego Wschodu. Okrutny książę, wyraźnie widoczny na filmie, to w Zjednoczonych Emiratach Arabskich naprawdę gruba ryba.
Chociaż sam nie pełni żadnej państwowej funkcji, jest rodzonym bratem Chalify ibn Zaida an Nahjana, obecnego prezydenta opływającej w petrodolary federacji i władcy największego emiratu - Abu Zabi. To jego imię nosi otwarty w zeszłym tygodniu z wielką pompą w Dubaju największy budynek świata Burdż Chalifa.
Mężczyzna, który cudem przeżył tortury, ale na długie miesiące trafił do szpitala, to Muhammad Szahpur, afgański handlarz zbożem, który nieopatrznie spóźnił się ze zwrotem bezwzględnemu księciu 5 tys. dol.
Ponieważ książę szybko uciszył ofiarę pieniędzmi (oficjalnie Afgańczyk dostał 2 tys. dol. odszkodowania), świat pewnie nigdy nie dowiedziałby się, przez jaki koszmar przeszedł mężczyzna, gdyby nie dwaj bracia amerykańsko-libańskiego pochodzenia.
Bassam i Gassan Nablusi, którzy swego czasu sami wplątali się w interesy z Isą, opowiadają, że okrutny książę nieraz zlecał im rejestrowanie tortur, by potem rozkoszować się nagraniami w zaciszu swego pałacu. Bracia cieszyli się tak dużym zaufaniem szejka, że prosił ich o przechowanie niektórych taśm.
Jednak kiedy wspólny biznes nie wypalił, a Amerykanie chcieli zbierać się do domu, jeden trafił za kratki, gdzie - jak twierdzi - był torturowany, żeby oddał taśmy. Nie ugiął się, po trzech miesiącach wyszedł na wolność, a film wywiózł do USA i czym prędzej przekazał telewizji ABC, która wyemitowała go wiosną ubiegłego roku.
Królewska rodzina rządząca krajem, który uparcie prezentuje się na Zachodzie jako cywilizowany i prozachodni, ani przez chwilę nie straciła zimnej krwi. Kiedy obrońcy praw człowieka zażądali ukarania winnych, usłyszeli, że książę i jego ofiara "prywatnie" rozwiązali już tę sprawę, a ABC dostała list z informacją, że "policja postąpiła zgodnie z procedurami".
To wtedy w Ameryce pojawiły się głosy, że w tej sytuacji prezydent Barack Obama nie powinien ratyfikować podpisanej jeszcze przez swojego poprzednika George'a Busha umowy o współpracy nuklearnej z Emiratami. Pewnie właśnie zagrożenie losów miliardowej umowy skłoniło władców Abu Zabi do odegrania komedii, w której udali surowe potraktowanie okrutnego krewniaka. W maju ruszyło śledztwo w sprawie księcia, a obrońcy praw człowieka cieszyli się, że to precedens w konserwatywnej federacji, gdzie rodziny panujące są nietykalne.
Jeszcze w tym samym miesiącu Obama zatwierdził umowę i przekazał ją do ratyfikacji w Kongresie. Ostatecznie weszła ona wżycie niecały miesiąc temu.
W poniedziałek, na króciutkiej sesji, sąd w Al Ajn oczyścił księcia z wszelkich zarzutów. - Owszem, na filmie widać, jak bierze udział w torturach, ale nie można mieć mu tego za złe, bo był pod wpływem silnych leków zwiększających poziom agresji - tłumaczył sędzia Mubarak al Awad Hassan. Jeszcze w grudniu lekarz sądowy ocenił, że leki zażyte przez Isę "mogły spowodować gniew, agresję i utratę pamięci".
Przy okazji sąd uniewinnił policjanta, który brał udział w torturach, bo ofiara nie była w stanie go zidentyfikować. Pozostali widoczni na filmie mężczyźni dostali od roku do trzech lat więzienia. Jednak najsurowszy wyrok zapadł w sprawie braci Nablusi, którzy ujawnili bestialstwo księcia. Zostali zaocznie skazani na pięć lat więzienia i grzywnę.
Wyroku nie może się nachwalić adwokat księcia Habib al Mulla. - Świat wreszcie dowiedział się, że szejk Isa padł ofiarą nikczemnego spisku - mówił po rozprawie. - A to, że książę stanął przed sądem, dowodzi ponad wszelką wątpliwość, że w naszym kraju wszyscy są równi i sprawiedliwie traktowani.