W poniedziałkowej "Polsce" ukazał się wywiad z marszałkiem sejmu Bronisławem Komorowskim, w którym powiedział m.in.: "Niech się w sprawie in vitro skrajna lewica tłucze na maczugi ze skrajną prawicą, aż się razem skompromitują. Rolą Platformy powinno być wyjście w odpowiednim momencie z umiarkowanym projektem, który stanowiłby kompromis zdolny przetrwać dłużej niż do następnych wyborów".
We wrześniu w Sejmie było pięć projektów dotyczących spraw bioetycznych, przede wszystkim in vitro. Od radykalnego (zakazującego zapłodnienia in vitro i czyniącego z niego przestępstwo) po liberalny (wedle niego jedynymi ograniczeniami in vitro byłyby względy medyczne). Jednak do tej pory marszałek Sejmu nie nadał im numerów druków sejmowych, a wiec formalnie do Sejmu nie wpłynęły. Przez ten czas zamówił kilka ekspertyz, m.in. co do zgodności projektów z prawem Unii Europejskiej (zwykle takie opinie zamawia się, kiedy projekty trafiają już do pracy w sejmowych komisjach). To wszystko uniemożliwia rozpoczęcie nad nimi prac.
W "Gazecie" na początku
Jarosław Gowin i Małgorzata Kidawa -Błońska, autorzy dwóch alternatywnych projektów Platformy, krytykowali za to marszałka Komorowskiego. Gowin mówił, że to tchórzostwo klasy politycznej.
W poniedziałkowej wypowiedzi dla PAP Kidawa-Błońska uznała jednak, że debatę nad projektami należy zacząć po wyborach prezydenckich i samorządowych. - Szybką i gwałtowną decyzją, przyjęciem byle jakiej ustawy, możemy więcej ludzi skrzywdzić i unieszczęśliwić, a przecież chodzi o to, żeby prawo robić dla ludzi, żeby to było dobre prawo - mówiła.
Odłożenie debaty na czas po wyborach prezydenckich oznacza de facto, że Sejm obecnej kadencji nie zajmie się projektami bioetycznymi.