Renata Grochal: Platforma leży na deskach po przywróceniu do komisji hazardowej posłów PiS Beaty Kempy i Zbigniewa Wassermanna. Sondaże dla rządu, premiera i PO poszły w dół. Szok po sprawie hazardowej trwa? Janusz Palikot: Wyszliśmy już z pierwszej traumy, ale wciąż nie jest wyznaczony kierunek.
Uważam jednak, że jeszcze nie tracimy w wyniku sprawy hazardowej. Mimo że sondaże trochę spadły, ciągle jesteśmy przed tym przełamaniem. Albo to będzie tak gniło, albo się odbijemy, przedstawiając plan polityczny na najbliższe miesiące i plan zmiany formuły działania hazardowej komisji śledczej.
Poza tym ten chaos jest też spowodowany brakiem ostatecznej decyzji Donalda Tuska o starcie w wyborach prezydenckich. Tusk powinien jak najszybciej ogłosić, czy będzie kandydował, najlepiej jeszcze w styczniu. Żebyśmy przeszli do ofensywy.
Część posłów obarcza winą za porażkę w sprawie Kempy i Wassermanna szefa klubu PO Grzegorza Schetynę. Będą konsekwencje? - Schetynie nie spadnie włos z głowy do końca roku, o ile komisja hazardowa nie znajdzie na niego nic nowego. A moim zdaniem nie znajdzie. Co będzie dalej, trudno prognozować. PO jest w stanie istnieć bez każdego z nas.
Macie pomysł na wybory prezydenckie i samorządowe? - Wszystko zależy od decyzji Tuska. Jeśli będzie kandydował, jego kampania będzie ucieczką do przodu. Jeśli nie, trzeba przygotować jakieś inne działania - np. rekonstrukcję rządu albo plan rządzenia na najbliższy rok, a potem na kolejne lata.
Ludzie muszą wiedzieć, po co PO chce wygrać wybory w 2010 i 2011 r. Powinniśmy przedstawić taki plan w marcu - razem z decyzją Tuska. Np. że nie kandyduje, bo chce zrobić w Polsce konkretne zmiany.
Ludzie to kupią, widząc, że przez dwa lata nie było - poza pomostówkami - wielkich reform?
- Rząd Tuska to pierwszy po 1989 r. nudny rząd. Wszystkie dotychczasowe rządy miały jakieś wielkie wizje. Teraz mamy rząd nieideologiczny, który chce normalności - lepszych dróg, boisk, stadionów, bogacenia się i wzrostu klasy średniej.
Drugi raz nie da się wygrać wyborów z hasłem uspokojenia nastrojów po PiS-owskim wzmożeniu moralnym... - Po PiS-owskim szaleństwie... Ale ten brak ideologizacji nałożył się na trend ogólnoeuropejski. Postideowa polityka, którą się zarzuca Platformie - że jest od Gowina do Palikota i wszystko się w niej zmieści - jest tendencją ogólnoeuropejską.
Mamy pierwszy raz rząd zachodni w Polsce. I w roku wyborów prezydenckich, samorządowych, a później parlamentarnych, musimy podtrzymać to, co z tego wynika.
Czyli co? Muszą paść konkretne obietnice, które potwierdziłyby się w 2010 r. przed wyborami prezydenckimi.
A więc, że • dokończymy projekty związane z infrastrukturą • stworzymy system przedszkoli we wszystkich gminach wiejskich, dzięki czemu obejmiemy edukacją te najbardziej zaniedbane obszary (dla gmin bardzo biednych, które nie stać na wkład własny na unijne fundusze, przedstawimy program finansowania konkretnych przedsięwzięć, np. „orlików”, przedszkoli. By ich mieszkańcy uwierzyli w lepszą przyszłość (dokończymy reformę emerytalną - np. wprowadzimy ruchomy wiek emerytalny, co proponowała minister pracy Jolanta Fedak. Po 60. roku życia Polacy sami wybierają wiek emerytalny i od tego zależy wysokość emerytury.
Wrócicie do sztandarowych postulatów, podatku liniowego, okręgów jednomandatowych, zmniejszenia liczby posłów, likwidacji Senatu? - Jeśli chodzi o zmiany ustrojowe, na pewno powinniśmy być wierni tym postulatom. Okręgów jednomandatowych nie uda się raczej przeprowadzić, ale być może uda się zmniejszyć liczbę posłów do średniej unijnej, czyli 330. Jeśli chodzi o likwidację Senatu, popieram pomysł
PSL, by stworzyć izbę samorządową, do której weszliby przedstawiciele samorządów terytorialnych, rektorzy uczelni.