Leczenie 73-letniego Berlusconiego, który wskutek uderzenia metalowym suwenirem przez niezrównoważonego uczestnika wiecu w Mediolanie m.in. stracił ząb, trwało znacznie dłużej, niż początkowo zapowiadali lekarze. - Czuję się już lepiej. Zaczynamy reformy podatkowe! - dziarsko zapewniał w sobotę reportera centrolewicowego dziennika "La Repubblica".
Wywiad dla "La Repubbliki" stał się we Włoszech wielkim wydarzeniem, bo dziennik i premier od roku prowadzili polityczną wojnę. Gazeta wyciągała Berlusconiemu skandale obyczajowe (uczty z prostytutkami w rezydencji), opisywała jego burzliwy rozwód, zeznania mafiosów, które miały sugerować dawne powiązania premiera z Cosa Nostra, i ostro atakowała próby wywinięcia się przez niego z procesów korupcyjnych za pomocą ustaw o immunitecie premiera.
Berlusconi odwdzięczał się dziennikowi pozwami sądowymi, oskarżeniami o próbę "zamachu stanu" oraz apelami do wielkiego biznesu, by nie wykupywał reklam w "La Repubblice". Dlatego międzynarodowe organizacje dziennikarskie oskarżały go o próby tłumienia wolności słowa. Po ataku szaleńca na Berlusconiego naczelny dziennika publicznie solidaryzował się z premierem, ale zapowiadał, że nie zrezygnuje z wypełniania obowiązków wolnej prasy, czyli patrzenia rządowi na ręce. Pomocnicy Berlusconiego odpowiedzieli zarzutami, że napaść była efektem nienawiści podsycanej przez wrogą prasę.
Decyzja o udzieleniu wywiadu "La Repubblice" jest odbierana we Włoszech jako gest rozejmu, czyli obopólnej zgody na obniżenie temperatury sporów. Berlusconi chce bowiem przekonać do reform gospodarczych centrolewicową opozycję, co byłoby niemożliwe, gdyby jednocześnie wojował z niezależnymi mediami.
Źródło: Gazeta Wyborcza