http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Irańska obława na matki

Mariusz Zawadzki
2010-01-11, ostatnia aktualizacja 2010-01-10 16:57

W parku w Teheranie siły bezpieczeństwa urządziły w sobotę obławę na matki Irańczyków, którzy w ostatnim półroczu zginęli podczas antyrządowych demonstracji.

Mehdi Karubi jeszcze jako przewodniczący parlamentu w 2004 r.
Fot. HASAN SARBAKHSHIAN AP
Mehdi Karubi jeszcze jako przewodniczący parlamentu w 2004 r.
Matki w Żałobie, jak same nazwały swoje nieformalne stowarzyszenie, spotykają od lata 2009 r., kiedy na ulicach Teheranu padli pierwsi zabici. Opozycja od wyborów 12 czerwca protestuje przeciw wynikom głosowania, które uznaje za sfałszowane na korzyść prezydenta Mahmuda Ahmadineżada.

Władze twierdzą, że zabitych było wówczas tylko 36 osób. Ale Matek w Żałobie jest znacznie więcej, co przeczy oficjalnym statystykom, nawet jeśli wziąć pod uwagę, że co tydzień do parku Laleh przychodzą również kobiety, które straciły synów i córki w poprzednich latach. W sobotę wieczorem przyszło ich około 70.

Czekało na nie ponad stu policjantów i basidżich, czyli ochotników pomagających policji. - Zajęli park i nie pozwalali nikomu siadać na ławkach - opowiada naoczny świadek wydarzeń. - Kiedy matki zaczęły się schodzić, tamci ganiali je po całym parku, szarpiąc i obrzucając je wyzwiskami. Szamotali się z nimi i wciągali do policyjnych furgonetek. Jedna z matek, 75-letnia starowinka, została odwieziona do szpitala.

Pozostałe z 30 schwytanych kobiet (reszcie udało się uciec) przewieziono do teherańskiego aresztu Wozara.

- W żadnej kulturze na świecie nie ma akceptacji dla użycia przemocy wobec matek, a co dopiero matek pogrążonych w żałobie! Jak władze naszego kraju, które twierdzą, że mają moralne i dane im przez Boga prawo do rządzenia, mogą tak traktować te kobiety? - pytał Hadi Ghaemi, rzecznik Międzynarodowej Kampanii na rzecz Praw Człowieka w Iranie. Ghaemi domaga się, żeby ukarać urzędników, którzy nakazali zorganizowanie obławy.

Rodziny zatrzymanych kobiet skrzyknęły się wczoraj pod aresztem Wozara. Strażnicy dali im listę nazwisk 30 aresztantek. Krewni zapowiadają, że będą wiecować tam codziennie, dopóki kobiety nie zostaną uwolnione.

Obława na Matki w Żałobie jest kolejnym w ostatnich dniach znakiem, że irańskie władze tracą zimną krew i zdrowy rozsądek. W zeszłym tygodniu telewizja ogłosiła, że najsłynniejsza spośród ofiar zamieszek, 26-letnia dziewczyna Neda Soltan, była agentką obcych wywiadów, która upozorowała i odegrała swoją śmierć przed kamerą (pisaliśmy o tym w sobotę - jej agonię ktoś nagrał telefonem komórkowym i wrzucił filmik na internetowy serwis YouTube).

Publiczna telewizja ogłosiła, że Neda, rzekomo konająca i leżąca na ziemi, miała w ręce małą buteleczkę ze sztuczną krwią, którą polewała się w momentach, kiedy ktoś zasłaniał obraz kamery. Po nagraniu podstępna agentka Neda została zlikwidowana przez własnych wspólników, którzy nagranie i jej śmierć (tym razem prawdziwą) wykorzystali do oskarżenia o zabójstwo niewinnych policjantów.

Władze Iranu zachowały jednak resztki przytomności umysłu, o czym może świadczyć piątkowy zamach na przywódcę opozycji Mehdiego Karubiego (razem z byłym premierem Mirhosejnem Musawim startował w czerwcowych wyborach prezydenckich). Nieznani sprawcy ostrzelali jego auto w Kazwinie 100 km od Teheranu. Samochód był wtedy otoczony przez tłum kilkuset wrogich Karubiemu zwolenników rządu.

Choć nie można wykluczyć, że strzelali jacyś żarliwi basidżi, którzy dali się ponieść emocjom, to jest to jednak mało prawdopodobne. Iran ma bardzo niskie wskaźniki pospolitej przestępczości, co jest wynikiem brutalnego aparatu represji i drakońskich kar wynikających z prawa koranicznego. "Nieznanym sprawcom" trudno byłoby zdobyć broń nielegalnie, musieli ją dostać od sił bezpieczeństwa.

Te same siły bezpieczeństwa jednocześnie chronią Karubiego - i to realnie, a nie nominalnie. W ostatnim półroczu zdarzało się, że policja broniła jego lub Musawiego przed linczem. Nie wynika to bynajmniej z rycerskiej postawy władz wobec opozycji, ale z chłodnej kalkulacji. Rząd zdaje sobie sprawę, że śmierć przywódców opozycji mogłaby wywołać zamieszki jeszcze groźniejsze niż dotychczasowe, więc przydzielił im ochronę, która przy okazji ich oczywiście pilnuje.

Dlatego siły bezpieczeństwa, jeśli rzeczywiście zorganizowały piątkowy zamach na Karubiego, postarały się, żeby był to zamach nieudany. "Nieznani sprawcy" poczekali, aż polityk znajdzie się w pancernym aucie. Jedna kula trafiła przednią, druga tylną szybę, ale żadna nie miała szans ich przebić. Tym razem nie miały zabić, tylko zastraszyć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':