Tak właśnie stanowi uchwalona przez parlament i podpisana przez prezydenta Hugo Cháveza ustawa o ochronie fauny domowej. Weterynarze i obrońcy praw zwierząt nie kryją oburzenia, choć Wenezuelczycy przyzwyczaili się już do taśmowego produkowania przez ich "rewolucyjny" parlament i populistycznego prezydenta bubli prawnych.
Nowa ustawa o "ochronie" nie ma prawdopodobnie precedensu w skali międzynarodowej, zezwala bowiem m.in. na wiwisekcje zwierząt, składanie ich w rytualnej ofierze, np. poprzez poderżnięcie gardła, w trakcie popularnych w Wenezueli obrzędów czarnej magii oraz na konsumpcję. Wprowadza też obowiązek rejestrowania w lokalnych urzędach każdego domowego zwierzęcia - obojętnie, czy jest to rottweiler, kot, kanarek, chomik, kura w zagrodzie czy rybki w akwarium.
Najbardziej szokuje los zgotowany "psom typu pitbull", czyli - zgodnie z tekstem ustawy - pitbullom, amstaffom, a nawet niewielkim staffordshire bull terrierom oraz wszelkim związanym z nimi mieszankom. Nie dość, że wszystkie muszą przestać istnieć do 31 grudnia 2014 r., to już w tej chwili nie mogą się rozmnażać, zmieniać właścicieli ani być wyprowadzane na spacer. Co więcej, muszą przebywać "w nieprzerwanym uwięzieniu", czyli w klatce.
Mieszkający w Caracas Carlos, ojciec 11-letniej Mayoiry, nie wie, co zrobi ze swoim amstaffem, który przez wiele lat pomagał w terapii dziewczynki mającej poważne kłopoty w rozwoju. Mayoira bardzo późno zaczęła mówić, była agresywna wobec rówieśników, zamknięta w sobie, lekarze podejrzewali jakąś formę autyzmu. Z pomocą przyszła zooterapia - dziewczynka w kontakcie z końmi i psami zrobiła ogromne postępy.
To właśnie dogoterapeuci zalecili rodzicom wybór amstaffa - psa, ich zdaniem, wyjątkowo cierpliwego wobec dzieci i bardzo się do nich się przywiązującego. - Mieli rację, ten pies jest wyjątkowo czuły i zupełnie pozbawiony agresji. Oczywiście, można go wyszkolić na bandytę, ale jakiego psa nie można? Ja się najbardziej boję małego sznaucera mojej sąsiadki, który ujada i chce gryźć każdego - tłumaczy Carlos. Zapewnia, że w klatce psa trzymać nie będzie. - Policja jeszcze pewnie nie wie, jak wyglądają skazane na śmierć rasy, ale szybko się nauczy i będzie żądać łapówek za przymykanie oka - przewiduje Carlos.
Zdaniem Wenezuelskiego Stowarzyszenia Weterynarzy najwięcej problemów w tym kraju sprawiają rottweilery i bardzo tu popularne, choć z natury agresywne, chow-chow. Ich ustawa nie zakazuje.
W zeszłym roku w Wenezueli zamordowano blisko 15 tys. osób. Zdecydowana większość zginęła od broni palnej. Psy nie zabiły nikogo.
Źródło: Gazeta Wyborcza