Erika Steinbach pokazała swoją prawdziwą twarz. Nijak nie pasuje do pielęgnowanego przez nią i jej Związek Wypędzonych wizerunku gotowej do pojednania i patrzącej w przyszłość działaczki zawieszonej między historią a polityką. Steinbach i jej związek rozdrapują zabliźnione już rany i wykorzystują kluczowy rozdział europejskiej historii dla swoich własnych interesów. Narzucają niemieckiej polityce jednostronnie interpretowany temat, polaryzują naród i wymuszają na nim debatę, która szkodzi prowadzonej przez lata w Europie polityce pojednania.
Związek Wypędzonych nie zadał sobie nawet trudu, by ukryć swoje prawdziwe zamiary. Jeśli zgodnie z jego ostatnim żądaniem rada "widocznego znaku" miałaby zostać na nowo obsadzona, a rząd i Niemieckie Muzeum Historyczne oddałyby nad "znakiem" kontrolę, wówczas dałoby się pokierować sprawą wypędzonych w odpowiednią stronę. W stronę narodowo-konserwatywnej polityki, w stronę rewanżyzmu i domagania się odszkodowań.