http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kubańscy lekarze zatrudnieni w Wenezueli uciekają do USA

Maciej Stasiński
2010-01-08, ostatnia aktualizacja 2010-01-07 20:42

Siedmioro kubańskich lekarzy wysłanych przez komunistyczny reżim braci Castro do pracy w Wenezueli uciekło we wtorek do USA. Wolność kupili tak jak setki swoich poprzedników - płacąc łapówki na lotnisku w Caracas

Kubańska lekarka Vivian Iglesias bada dzieci w slumsach Caracas, na ścianie prezydent Chavez
Fot. FERNANDO LLANO AP
Kubańska lekarka Vivian Iglesias bada dzieci w slumsach Caracas, na ścianie...
Raul Castro i Hugo Chavez
Fot. AP
Raul Castro i Hugo Chavez
Jesus Peralta, Lorenzo Toriza, Yessenia Mart~nez i Jes s Badillo i troje innych, którzy wolą pozostać anonimowi, od kilku miesięcy mieszkało w Wenezueli, podobnie jak 20 tys. innych lekarzy z Kuby. Są podarkiem od braci Fidela i Raula Castro dla ich pupila, wenezuelskiego prezydenta Hugo Chaveza, który odwdzięcza się komunistycznej Kubie ropą naftową dostarczaną po zaniżonych cenach.

Kubańscy lekarze pracują wśród biedoty. Program darmowej opieki medycznej dla biednych zwany Barrio Adentro jest chlubą braci Castro i Chaveza, sztandarem internacjonalizmu, wreszcie dowodem moralnej wyższości wenezuelskiej rewolucji i tzw. socjalizmu XXI wieku nad kapitalizmem.

Ideologicznego ferworu swoich przywódców nie podzielają sami lekarze. Pracują w fatalnych warunkach, za głodowe pensje 25 dol. miesięcznie, pilnowani przez agentów bezpieki. Ostatnio jednak zgłaszają się na misje w Wenezueli coraz częściej, ponieważ odkryli jej wielką zaletę. Otóż z Caracas znacznie łatwiej niż z Hawany można uciec do USA.

Łatwiej nie znaczy jednak bez żadnych problemów. Kiedy Peralta i jego koledzy stawili się w poniedziałek o świcie na lotnisku w Caracas z paszportami, zamiast na lot American Airlines do Miami na Florydzie trafili do lotniskowego aresztu, gdzie zostali przemaglowani przez agentów kubańskich oddelegowanych do pracy przez ambasadę Kuby. Straszono ich odesłaniem na Kubę i sądem za zdradę ojczyzny (20 lat więzienia lub więcej), po czym wypuszczono po 15 godzinach.

Nie pomogło. Wszyscy wrócili na lotnisko następnego dnia. Znowu odebrano im paszporty i zatrzymano, ale tym razem wszczęto pertraktacje. Kubańczycy zrobili zrzutkę i za 5200 dol., do podziału między kubańską bezpiekę i wenezuelską straż graniczną, dostali paszporty z powrotem, przybito im pieczątki i wpuszczono do samolotu.

Teraz czekają w Miami na legalizację pobytu. Od trzech lat Departament Stanu USA przyznaje prawo azylu wszystkim lekarzom i innym specjalistom kubańskim pracującym na misjach zagranicznych. Muszą tylko się zgłosić do ambasad USA w tych krajach i udowodnić swoją tożsamość. Jednak Kubańczycy pracujący w Wenezueli wolą nie szturmować strzeżonej przez policje i bezpiekę ambasady USA w Caracas, bo nawet gdy wedrą się do środka i wybiorą wolność, trudno im będzie się wydostać potem na lotnisko. Wolą kupić sobie wolność wprost u funkcjonariuszy kubańskich i wenezuelskich o skruszałym ideologicznym kośccu i wystygłym rewolucyjnym zapale.

Według działającej od pięciu lat na Florydzie kubańskiej organizacji samopomocy Solidarność bez Granic cena za wolność na lotniskach wenezuelskich waha się od 300 do 2000 dolarów w zależności od popytu i podaży oraz rangi uciekiniera. Julio Cesar Alfonso, szef Solidarności, pomógł już uciec do USA setkom kubańskich lekarzy. Tylko w ciągu ostatniego roku wprost z lotniska w Caracas przyjechało ich dwustu, wszyscy opłacili się strażnikom i bezpiece. - Dotąd wiadomo było, że biorą Wenezuelczycy - mówi Alfonso dziennikowi "Miami Herald". - Przypadek Peralty i sześciorga pokazuje po raz pierwszy, że biorą też bezpieczniacy kubańscy. A to znaczy, że za interesem stoi ambasada Kuby w Caracas.

Czasem ucieczka bywa trudniejsza. Otto Sanchez, pracujący dziś w Solidarności lekarz, pracował w Wenezueli w 2003 roku w mieście Maracay w stanie Aragua. Kiedy pospolici bandyci zabili jednego z jego kubańskich kolegów, rząd postanowił wykorzystać zabójstwo i oskarżyć opozycję, która od dawna krytykowała misje kubańskie na Kubie m.in. za to, że odbierają pracę lekarzom wenezuelskim. Otto Sanchez odmówił podpisania stosownego donosu. Zamknięto go w hotelu w oczekiwaniu na odesłanie na Kubę. Zdesperowanemu Kubańczykowi pomogli zaprzyjaźnieni Wenezuelczycy. Sanchez uciekł z hotelu i przez zieloną granicę przedostał się do sąsiedniej Kolumbii. Stamtąd pół roku później poleciał do USA. I założył Solidarność bez Granic.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':