Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl
>
Strategię opracowują na zlecenie Ministerstwa Nauki eksperci z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową oraz firmy konsultingowej Ernst & Young. Będzie kosztowała prawie 2 mln zł, ma być gotowa do końca stycznia. Na razie eksperci przedstawili jej pierwszą część - diagnozę szkolnictwa wyższego. Wynika z niej, że jednym z największych zagrożeń jest niska jakość studiów wyższych w Polsce.
Bo aż ponad połowa wszystkich studentów uczelni publicznych i niepublicznych studiuje nauki społeczne, handel, prawo i kierunki pedagogiczne. Studentów z tej ostatniej grupy mamy (w porównaniu do liczby ludności) dwa razy więcej, niż przeciętna w krajach Unii Europejskiej!
- To wyklucza wysoką jakość kształcenia - mówił wczoraj, przedstawiając diagnozę, prof. Stefan Jackowski z Uniwersytetu Warszawskiego. I podał, że te kierunki często dostają negatywną ocenę Państwowej Komisji Akredytacyjnej.
Z czego wynika ta niska jakość na kierunkach masowych? Między innymi z obciążenia pracowników naukowych zbyt dużą liczbą studentów, którzy piszą u nich prace magisterskie. Według zestawień prezentowanych przez ekspertów, na kierunkach pedagogicznych aż 500 studentów przypada średnio na jednego doktora habilitowanego, 250 - na prawie, a w naukach technicznych, przemysłowych - mniej niż stu. I tylko ta ostatnia grupa nie odbiega od europejskiej średniej.
- Niebezpieczne jest również to, że w sytuacji, kiedy nasze społeczeństwo się starzeje, najmniej popularne są u nas kierunki związane ze zdrowiem i opieką społeczną - mówił prof. Krzysztof Rybiński z Ernst & Young.
Dodatkowo na złą jakość polskich studiów wpływa wieloetatowość naukowców.
- Oto przykład: uczelnie niepubliczne zatrudniają nauczycieli na 18 tys. etatów dydaktycznych. Ale tylko dla 900 osób są to etaty pierwsze, w dodatku wśród nich jest 350 rektorów, dla których jest to warunek konieczny - mówił prof. Jackowski.
Eksperci alarmowali też, że: bezpłatność studiów w Polsce jest fikcją: prawie 60 proc. studentów na uczelniach publicznych i niepublicznych płaci za
studia; nasze uczelnie zajmują zbyt dalekie miejsca w międzynarodowych rankingach; zły jest podział finansów publicznych na szkolnictwo wyższe: jedna piąta uczelni konsumuje ponad 80 proc. środków na badania i ok. 70 proc. nakładów na szkolnictwo wyższe oraz kształci 44 proc. studentów i zatrudnia prawie połowę nauczycieli akademickich; uczelni jest za dużo, ale są regiony (ściana zachodnia kraju), w których dostępność do studiów jest słaba; badania naukowe na poziomie międzynarodowym są prowadzone w niewielu uczelniach; system wynagrodzeń pracowników naukowych jest mało motywacyjny.