http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polskie studia: masowe i słabe

Aleksandra Pezda
2010-01-08, ostatnia aktualizacja 2010-08-11 17:43

Najwięcej polskich studentów kształci się na najsłabszych kierunkach - alarmują eksperci, którzy dla Ministerstwa Nauki pracują nad Strategią Rozwoju Szkolnictwa Wyższego do roku 2020.

Inauguracja roku akademickiego 2009/2010 na Uniwersytecie Warszawskim
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Inauguracja roku akademickiego 2009/2010 na Uniwersytecie Warszawskim
SERWISY

Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl



Strategię opracowują na zlecenie Ministerstwa Nauki eksperci z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową oraz firmy konsultingowej Ernst & Young. Będzie kosztowała prawie 2 mln zł, ma być gotowa do końca stycznia. Na razie eksperci przedstawili jej pierwszą część - diagnozę szkolnictwa wyższego. Wynika z niej, że jednym z największych zagrożeń jest niska jakość studiów wyższych w Polsce.

Bo aż ponad połowa wszystkich studentów uczelni publicznych i niepublicznych studiuje nauki społeczne, handel, prawo i kierunki pedagogiczne. Studentów z tej ostatniej grupy mamy (w porównaniu do liczby ludności) dwa razy więcej, niż przeciętna w krajach Unii Europejskiej!

- To wyklucza wysoką jakość kształcenia - mówił wczoraj, przedstawiając diagnozę, prof. Stefan Jackowski z Uniwersytetu Warszawskiego. I podał, że te kierunki często dostają negatywną ocenę Państwowej Komisji Akredytacyjnej.

Z czego wynika ta niska jakość na kierunkach masowych? Między innymi z obciążenia pracowników naukowych zbyt dużą liczbą studentów, którzy piszą u nich prace magisterskie. Według zestawień prezentowanych przez ekspertów, na kierunkach pedagogicznych aż 500 studentów przypada średnio na jednego doktora habilitowanego, 250 - na prawie, a w naukach technicznych, przemysłowych - mniej niż stu. I tylko ta ostatnia grupa nie odbiega od europejskiej średniej.

- Niebezpieczne jest również to, że w sytuacji, kiedy nasze społeczeństwo się starzeje, najmniej popularne są u nas kierunki związane ze zdrowiem i opieką społeczną - mówił prof. Krzysztof Rybiński z Ernst & Young.

Dodatkowo na złą jakość polskich studiów wpływa wieloetatowość naukowców.

- Oto przykład: uczelnie niepubliczne zatrudniają nauczycieli na 18 tys. etatów dydaktycznych. Ale tylko dla 900 osób są to etaty pierwsze, w dodatku wśród nich jest 350 rektorów, dla których jest to warunek konieczny - mówił prof. Jackowski.

Eksperci alarmowali też, że: bezpłatność studiów w Polsce jest fikcją: prawie 60 proc. studentów na uczelniach publicznych i niepublicznych płaci za studia; nasze uczelnie zajmują zbyt dalekie miejsca w międzynarodowych rankingach; zły jest podział finansów publicznych na szkolnictwo wyższe: jedna piąta uczelni konsumuje ponad 80 proc. środków na badania i ok. 70 proc. nakładów na szkolnictwo wyższe oraz kształci 44 proc. studentów i zatrudnia prawie połowę nauczycieli akademickich; uczelni jest za dużo, ale są regiony (ściana zachodnia kraju), w których dostępność do studiów jest słaba; badania naukowe na poziomie międzynarodowym są prowadzone w niewielu uczelniach; system wynagrodzeń pracowników naukowych jest mało motywacyjny.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    77 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':