Atrakcją tegorocznego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gnieźnie ma być licytacja popiersia Wodza Rewolucji Włodzimierza Iljicza Lenina.
Jedni mówią, że to hańba dla Gniezna, kościelnej stolicy Polski. Inni - że cel uświęca środki. Na dodatek tuż przed licytacją głowa zapadła się pod ziemię. Beż śledztwa ani rusz.
Szukaliśmy jej cały dzień.
Proszę o wydanie Lenina!
Kaczka, czyli citroen 2CV oblepiony naklejkami Orkiestry, sunie po Gnieźnie. Za kierownicą Kazimierz "Tinkers" Kubów w skórzanej czapce pilotce.
To on wystawił głowę Lenina na aukcję, jest w Gnieźnie szefem sztabu WOŚP: - Pomysł podsunął mi gnieźnieński dziennikarz. Była połowa grudnia, mieliśmy do zlicytowania trzy złote serduszka i biżuterię z lawy wulkanicznej, czyli trochę mało. Zapytałam go, co by tu jeszcze wystawić. A on na to: słuchaj, jest tu w Gnieźnie takie popiersie Lenina i jest też chętny, żeby to popiersie kupić. Da za głowę nawet 4 tysiące. Trzeba tylko wyjąć tego Lenina z magazynów ośrodka kultury.
"Tinkers" pojawił się w gabinecie szefa ośrodka kultury tuż przed Wigilią z oficjalnym pismem ("Gnieźnieński sztab WOŚP zwraca się z prośbą o wydanie na rzecz licytacji rzeźby głowy Lenina. Licytacja przedmiotu będzie miała charakter nie tylko symboliczny, ale też w znacznej mierze przyczyni się do ratowania życia dzieci z chorobami onkologicznymi").
W tym samym dniu szef miejskiego ośrodka kultury Paweł Kostusiak prewencyjnie zlecił poszukiwania popiersia. Personel przeczesał budynek z góry na dół.
Po poszukiwaniach Paweł Kostusiak odpisał: "Informuję, że nie mogę wydać na rzecz licytacji rzeźby głowy Lenina, ponieważ nie znajduje się w naszym posiadaniu".
Od tej pory Lenin będzie się Kostusiakowi śnił co noc. Do licytacji zostało już niewiele czasu.
Na fali Misia i Rysia
Ostatni trop pochodzi z 2004 roku, kiedy to w miejskim ośrodku kultury odbyła się wystawa "Czar Peerelu".
- Reminiscencje postkomunistyczne były wtedy w modzie. W Warszawie powstał bar Miś, Tym zrobił film "Ryś" - opowiada Paweł Kostusiak.
Mieszkańcy przynieśli z domu aluminiowe sztućce, syfony, szpulowy magnetofon ZK 125, starte gazety. - Jak na solidną postkomunistyczną imprezę przystało, nie mogło też zabraknąć popiersia Włodzimierza Iljicza - opowiada Kostusiak. - Zrobiliśmy wystawę, pośmialiśmy się. Raz i wystarczy.
Na archiwalnych zdjęciach popiersie Lenina stoi na pierwszym planie.
Kostusiak: - Pożyczyło nam go miasto. Ale po wystawie wrócił do urzędu. To akurat dobrze pamiętam, nie chciałem trzymać u siebie w magazynach głowy ludobójcy!
Protokołu zdawczo-odbiorczego Kostusiak nie ma.
Marian Kocoń, sekretarz miasta Gniezna, poprawia okulary: - Rzeczywiście, po wystawie na moment wrócił do nas. Ale ostatecznie przekazaliśmy go do ośrodka. Nie, my go już nie mamy.
Tuż po świętach informacja o licytacji Lenina poszła w świat. Mówią o tym wszystkie media w Gnieźnie. Do sztabu Orkiestry zgłasza się szef funduszu inwestycyjnego, który daje za głowę 5 tysięcy.
Szef sztabu WOŚP ogłasza: - Trzeba wszcząć śledztwo. Lenin musi się znaleźć!
Źródło: Gazeta Wyborcza