http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Elitarne francuskie szkoły nie chcą biedaków z przedmieść

Dominika Pszczółkowska
2010-01-07, ostatnia aktualizacja 2010-01-06 17:35

Paryż chce, by najbardziej elitarne szkoły wyższe przyjmowały 30 proc. biednych uczniów korzystających ze stypendiów. Dyrektorzy mówią nie, a Francja kipi z oburzenia

Studenci Sorbony
Fot. Michel Euler / AP
Studenci Sorbony
SERWISY
Chodzi o tzw. grandes ecoles (wielkie szkoły), czyli elitarne politechniki, szkoły handlowe, administracji, politologii. To tam trafiają najlepsi absolwenci liceów, zamiast iść na zatłoczone uniwersytety, gdzie poziom jest często niski, a co czwarty student nie kończy studiów.

W grandes ecoles, których jest ponad 200, kształci się 14 proc. wszystkich francuskich studentów. Z najlepszych spośród grandes ecoles, np. prestiżowej szkoły administracji ENA, wywodzi się prawie cała klasa rządząca (znaczącym wyjątkiem jest prezydent Nicolas Sarkozy) i wielu dyplomatów. Sześćdziesięciu ze stu szefów największych francuskich firm kończyło którąś z grandes ecoles.

Żeby dostać się do którejś z nich, trzeba wpierw pójść do specjalnej klasy przygotowującej, a następnie zdać wymagające egzaminy. Część pisemna sprawdza zwykle wiedzę książkową z danej dziedziny, część ustna - ogólną humanistyczną kulturę kandydata.

Zdaniem rządu w tym właśnie tkwi problem i przekonuje, że szkoły powinny w większym stopniu uwzględniać indywidualne osiągnięcia kandydatów, biorąc pod uwagę także ich punkt startu życiowego.

- Same pytania na egzaminach już mogą być dyskryminujące - tłumaczy minister edukacji Luc Chatel. Uważa, że system, który miał promować republikańską równość, w ciągu 30 lat, wynaturzył się tak, iż dziś prowadzi do powielania nierówności społecznych. Minister zlecił instytucji nadzorującej szkoły przyjrzenie się egzaminom i nie ukrywa, że chodzi o to, by 30 proc. przyjmowanych było stypendystami socjalnymi.

A ci stypendyści to przede wszystkim mieszkańcy przedmieść, często wywodzący się z imigracji. Dziś - dzięki niedawnemu obniżeniu progu stypendialnego - takich stypendystów jest w tych szkołach 23 proc., ale w najbardziej prestiżowych liczba przekracza nieznacznie 10 proc.

Szefowie grandes ecoles zareagowali gwałtownie i we wspólnym liście zaprotestowali przeciw zmianom, w szczególności z góry narzuconym kwotom biednych uczniów. Ich zdaniem w sposób nieunikniony doprowadziłoby to do obniżenia ogólnego poziomu.

To z kolei wywołało oburzenie wielu Francuzów. Rządowy komisarz ds. różnorodności etnicznej, muzułmański biznesmen Yazid Sabeg uznał za absolutny skandal zakładanie, że biedni automatycznie obniżą poziom. Inni wskazują na USA, gdzie pozytywna dyskryminacja nie odebrała amerykańskim uniwersytetom palmy najlepszych na świecie. Sabeg podkreśla, że grandes ecoles finansowane są przez państwo, którego celem jest dziś zmniejszenie nierówności społecznych.

Po stronie rządu stanął też jeden z szefów grande ecole, dziekan paryskiej szkoły nauk politycznych Sciences Po Richard Descoings. Sciences Po jest wyjątkiem i już od kilku lat ma specjalną ścieżkę rekrutacji dla dzieci z przedmieść. Zdaniem jej dziekana kwoty należy wprowadzić i to obowiązkowo dla każdej ze szkół, a nie wszystkich grandes ecoles razem. W przeciwnym razie do tych najlepszych znów trafi garstka biednych. Jak podkreślał Descoings, absolwenci tych szkół zajmują wszystkie odpowiedzialne stanowiska w naszym społeczeństwie, gospodarce, administracji, firmach. - Może i ta garść osób wywodząca się z garści szkół jest znakomita, ale jest coraz bardziej zamknięta na francuskie społeczeństwo, co jest niebezpieczne - ocenił.

Rząd Sarkozy'ego próbuje uspokoić nastroje, podkreślając że 30 proc. nie będzie narzuconym ustawowo wymogiem, lecz jedynie celem, który mają stawiać sobie szkoły. Kwestia coraz bardziej rozpala jednak emocje, zapewne dlatego, że dotyczy o wiele szerszego problemu pozornej równości szans we francuskim społeczeństwie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 84 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':