http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

My, pierwsza armia

Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski
2010-01-10, ostatnia aktualizacja 2010-01-06 14:21

Ochroniarz może być: licencjonowany, napakowany, wąsaty, chudy. Osobna kategoria to pan Zdzisław

Ochroniarz III - przy ul. Żelaznej 
w Warszawie
Fot. Zorka Project
Ochroniarz III - przy ul. Żelaznej w Warszawie
Ochroniarz II - Empik przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie
Fot. Zorka Project
Ochroniarz II - Empik przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie
Ochroniarz I - Złote Tarasy przy ul. Złotej w Warszawie
Fot. Zorka Project
Ochroniarz I - Złote Tarasy przy ul. Złotej w Warszawie
ZOBACZ TAKŻE
Najsłynniejszym w świecie polskim ochroniarzem jest Marek Sieroszewski z Białej Podlaskiej. Pracuje w Warszawie, ale nie ma tam mieszkania, bo go nie potrzebuje. Ochrania trzy miejsca jednocześnie - dwa apartamentowce i jedną budowę. W każdym z punktów ma 12-godzinną zmianę. Gdy kończy się jedna, na Mokotowie, wsiada w autobus i jedzie zaczynać drugą - na Ursynowie. Potem zmiana numer trzy - Targówek - i natychmiastowy powrót do pierwszego miejsca pracy. Tak w kółko, przez dwa albo trzy tygodnie.

- Nazywam to maratonem. A wyjazd do domu - przepustką.

- Gdzie pan sypia w trakcie maratonu?

- Na danym obiekcie. Jest nas kilku na zmianie i tak sobie obiekt układamy, żeby jeden mógł się zdrzemnąć bez obniżenia standardu ochrony. Siada się na krześle w pomieszczeniu gospodarczym i już.

- A mycie?

- Musi wystarczyć umywalka. Sprzęt kosmetyczny wożę ze sobą.

- Jedzenie?

- Zupki z proszku, kanapki robimy sobie sami. Spożywamy w nocy.

- Koledzy też robią maratony?

- Bardzo wielu.

"Maratończyk" zarabia ok. 4,5 tys. brutto. Przeciętny polski ochroniarz żyjący z jednej pensji - nie więcej niż 1200 zł. Zwykle jest to najniższy etat plus zlecenie. Wielu - także tych ochraniających urzędy państwowe - pracuje na czarno. Płacą im firmy, które wygrały przetargi na ochronę ministerstw, urzędów marszałkowskich, szpitali. Wygrały, oferując najniższe stawki. Teraz muszą się w nich zmieścić. Najniższa płaca w polskiej ochronie to dziś 550 zł na rękę.

Ochroniarze protestują.

W ubiegłym roku pikietowali pod kancelarią premiera, w tym - stanęli pod sklepami sieci Ikea. Ale nie w Polsce, tylko w Australii i USA. Protest kolegów po drugiej stronie globu miał skłonić polską odnogę Ikei do lepszego opłacania rodzimej ochrony. Protestować w Polsce nie ma sensu - żaden z pilnujących naszych Ikei ochroniarzy nie jest pracownikiem koncernu. Mają własnego pracodawcę: Solid Security. Ten, żeby nie było wątpliwości, jeszcze przed amerykańsko-australijskim protestem polecił wszystkim podpisać oświadczenia dystansujące się od akcji: jesteśmy bardzo zadowoleni z pracy, niczego nam nie brakuje, nie rozumiemy sensu pikietowania.

Maratończyk jest zmęczony

Pikietę sklepów Nowego Jorku, Los Angeles, Chicago, Sydney i Adelajdy zorganizowała UNI Global Union - federacja związków zrzeszająca 20 milionów pracowników ze 140 krajów. W czasie protestu klienci Ikei odbierali z rąk działaczy UNI kolorowe broszury ilustrujące wyzysk ochroniarzy. To stąd wzięła się światowa sława Marka Sieroszewskiego - UNI zaliczyła go do trójki najobrzydliwiej wykorzystywanych pracowników na świecie.

Pierwsza z trojga: Rakchanok z Tajlandii. Piękna młoda dziewczyna zatrudniona w Sydney jako sprzątaczka. Pracodawca płaci grosze, a do tego co jakiś czas organizuje jej - i innym Azjatkom - miesięczne "szkolenie" podczas którego dziewczęta czyszczą i sprzątają tak samo jak zwykle - tyle że za darmo.

Kolejna ofiara pracodawców - Ranjeet Kumar - to 40-letni Hindus z wielkimi wąsami i karabinem na ramieniu. Przez 12 godzin dziennie, siedem dni w tygodniu, ochrania hotele i apartamentowce. Szefowie nie pozwalają mu w tym czasie na najmniejszą przerwę - nie ma jak wypić herbaty, zjeść czegokolwiek ani skorzystać z toalety.

Trzeci jest Marek. Jak głosi podpis pod jego zdjęciem, Polak robi coraz większe maratony, by utrzymać żonę i dwoje dzieci. Najdłuższy "dzień pracy" miał tysiąc godzin.

- Jak pan to wytrzymuje?

- Staram się myśleć o rodzinie, o tym, jak ją obarczyć miłością, kiedy wreszcie pojadę do domu. Wysyłam i odbieram SMS-y od żony. Dużo się też męczę. Osoba niedospana - za tym idzie niska funkcjonalność fizyczna. Odcięcie od świata - jak uwięzienie. Na obiekcie, gdzie teraz chronię, obserwuję tylko drzwi, przy których stoję, mur i kawałek terenu z trawą. Słońce do mnie nie dociera. Nie ma radia, telewizji, nie ma możliwości zapoznania się z gazetami. Życie kraju przemija, a na nieruchomości nie dzieje się nic.

Źródło: Duży Format
  • 40 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    76 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':