Przesłuchania w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa będą trwały trzy dni. Kolejność alfabetyczna. Zaczęto od Anny Adamiak, prokuratorki Prokuratury Krajowej w Biurze Obrotu Prawnego z Zagranicą. Powiedziała, że nie stoi za nią żadna partia, ale wiedza i doświadczenie. Wcześniej przedstawiająca jej sylwetkę sędzia Irena Piotrowska (członkini KRS) zwróciła uwagę, że na naczelniczkę wydziału w Prokuraturze Krajowej mianował ją w 2000 r. minister sprawiedliwości
Lech Kaczyński, po roku odwołał nowy minister Stanisław Iwanicki, ponownie powołał
Zbigniew Ziobro, a odwołał
Zbigniew Ćwiąkalski.
Adamiak podkreśliła, że w 1989 r. zaangażowała się w budowę niezależnej prokuratury (jako pierwsza szefowa Związku Pracowników Prokuratury) i już wtedy ostrzegała, że połączenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego może tej niezależności zagrozić. Niezależność prokuratorów - to zresztą najczęściej padające słowa z ust wszystkich kandydatów. Pokrywały się też ich diagnozy mankamentów prokuratury: zagrażające niezależności przyzwyczajenie prokuratorów do posłuchu wobec przełożonych, monstrualnie rozbudowany system nadzoru, przewlekłość postępowań.
Adamiak podobnie jak inni mówiła, że należy zacząć dyskusję nad proporcjonalnością stosowania prawa, przez co rozumiała poszerzanie wyjątków od zasady legalizmu, czyli bezwzględnego obowiązku ścigania za każde przestępstwo, nawet jeśli jest to wbrew interesowi publicznemu.
Kandydata Jerzego Engelkinga potraktowano bardzo oględnie. Nie było pytań o to, jak ocenia siebie jako zastępcę prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry ani o słynną prezentację spotkania w hotelu Marriott, w trakcie której ujawnił materiały operacyjne, ani o zachowanie jako świadka przed tzw. naciskową komisją śledczą, gdzie miesiącami wstrzymywał się z podpisaniem protokołu przesłuchania, blokując możliwość konfrontacji świadków. Engelking zadeklarował, że był przeciwnikiem rozdziału funkcji ministra i prokuratora generalnego. Ale mimo to gotów jest stanąć na czele prokuratury i tworzyć ją niezależną, sprawną i fachową.
Nowelizację ustawy o prokuraturze krytykowała też Małgorzata Bańkowska, sędzia Sądu Okręgowego dla Warszawy-Pragi. Ale za to, że zawiera uznaniowe kryteria odwołania prokuratora generalnego (odrzucenie rocznego sprawozdania i "sprzeniewierzenie się" obowiązkom). - Jeśli jakaś partia będzie miała w Sejmie większość, odwoła prokuratora bez problemu - mówiła. Zadeklarowała, że przy obsadzie stanowisk szefów prokuratur nie będzie narzucać kandydatów wbrew zgromadzeniom prokuratorów. Mówiła dużo o tym, że jest niezależna, co udowodniła swoją pracą (nie podawała przykładów).
Najwięcej i z największą charyzmą o niezależności mówił jednak "liniowy" prokurator z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim Andrzej Biernaczyk, wieloletni działacz Stowarzyszenia Prokuratorów RP.
- Niezależność to postawa, którą przełożeni - jak w moim przypadku - w opiniach kwitują: "trudny w kontaktach". Bo w prokuraturze najlepiej sprawdza się dziś model
BMW (bierny, mierny, ale wierny) - mówił. Przedstawił też podobny do innych plan uzdrowienia prokuratury: zlikwidować większość szczebli nadzoru, prokuratorów z nadzoru przerzucić do pracy liniowej, a tych z mało obciążonych prokuratur do bardziej obciążonych, nagradzać za wyniki, nie za posłuszeństwo. Wpisać prokuraturę do konstytucji i uchwalić nową ustawę o prokuraturze.
Podobne recepty przedstawiał też Andrzej Janecki, szef Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Choć nie malował czarnego obrazu prokuratury. Przedstawił ponad 500 listów poparcia od pracowników warszawskich prokuratur. Członkowie KRS pytali go, czy to wypada, by przedstawiał takie jednobrzmiące listy podpisane przez osoby jakoś od niego zależne. - Nie ja je zainicjowałem. Przedstawiłem je, bo byłem to winien ludziom, którzy po odwołaniu mnie z funkcji pisali w mojej obronie listy do ministra sprawiedliwości - odpowiedział (był odwołany z funkcji szefa Prokuratury Rejonowej dla Warszawy-Śródmieścia w czasach
SLD, w 2003 r., gdy nie zgodził się na umorzenie śledztwa w sprawie likwidatora majątku b. SdRP).
- Jestem osobą rozważną - przedstawił się szef Sądu Apelacyjnego w Szczecinie Tadeusz Haczkiewicz. Diagnozę i recepty na sanację przedstawił podobne jak inni kandydaci, ale na pytania odpowiadał rzeczywiście "rozważnie", za każdym razem podkreślając, że sprawa wymaga głębokiego przemyślenia.
Jutro kolejny dzień przesłuchań, m.in. b. prokuratora krajowego Kazimierza Olejnika.