http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lotniska pod specjalnym nadzorem

Marcin Bosacki, Waszyngton
2010-01-05, ostatnia aktualizacja 2010-01-05 07:42

Wszyscy pasażerowie lotów do USA są od wczoraj dokładniej sprawdzani, a ci, którzy lecą przez kraje, gdzie silna jest Al-Kaida - poddawani kontroli osobistej

Zatłoczone międzynarodowe lotnisko w Newark koło Nowego Jorku w minioną niedzielę. Przed chwilą zamknięto tam jeden z terminali. Alarm wywołał pasażer, który ominął bramkę kontrolną
Fot. Rich Schultz AP
Zatłoczone międzynarodowe lotnisko w Newark koło Nowego Jorku w minioną...
To decyzje nadzoru bezpieczeństwa lotniczego Stanów Zjednoczonych (TSA) po próbie zamachu w samolocie Amsterdam - Detroit w Boże Narodzenie. Nie zakończył się on śmiercią 289 osób tylko dlatego, że bomba wszyta w majtki przez zamachowca nie wybuchła, lecz jedynie się tliła.

Wczorajsza decyzja to kolejna fala obostrzeń, która dotknie pasażerów samolotów na całym świecie. Pierwsza, tuż po zamachach 11 września 2001 r. na Nowy Jork i Waszyngton, wprowadziła obowiązek przechodzenia przez bramki wykrywania metali, zakaz wnoszenia na pokład samolotów nożyczek i - na wielu trasach - obowiązek zdejmowania butów podczas kontroli. Druga, w 2004 r., gdy Al-Kaida przygotowywała zamachy z użyciem mieszanki płynów wniesionych do samolotów, oznaczała zakaz posiadania w bagażu podręcznym większych butelek z płynami (z wyjątkiem specjalnie oznaczonych i opakowanych prezentów kupionych już na lotniskach).

Co teraz przyniesie trzecia? Nie jest to do końca jasne. Na pewno wprowadza obowiązek drobiazgowej kontroli podróżnych z 14 krajów, które USA uważają za sponsorów terroryzmu (Iran, Sudan, Syria, Kuba) lub gdzie Al-Kaida oraz inne radykalne grupy islamskie są szczególnie silne: Afganistan, Irak, Somalia, Jemen, Nigeria, Libia, Liban, Pakistan, Arabia Saudyjska i Algieria. Od wczoraj wprowadzono obowiązek kontroli osobistej oraz ręcznego przejrzenia bagażu podręcznego obywateli tych krajów, a także wszystkich, którzy lecą stamtąd do Stanów Zjednoczonych lub tylko podczas swej podróży przesiadali się w którymś z tych państw.

Co spotka podróżnych lecących do USA z innych krajów? Urząd bezpieczeństwa lotniczego USA mówi ogólnikowo o "zaostrzonych środkach ostrożności". Na pewno oznacza to przedłużenie wprowadzonego tuż po zamachu w Boże Narodzenie zalecenia, by podczas ostatniej godziny lotu pasażerowie pozostali na swoich miejscach i nie mieli na kolanach toreb czy koców. Zapewne częstsze będą też kontrole osobiste na lotniskach w Europie. USA będą też starały się wprowadzić na szerszą skalę najnowocześniejsze skanery całego ciała - bramki działające na fale milimetrowe. W ostatnich dniach Holandia i Wielka Brytania już zapowiedziały, że zwrócą się do UE o powszechne ich stosowanie. W Stanach Zjednoczonych takich superczułych bramek jest na razie 40, ale w najbliższych miesiącach ma być zainstalowanych 150, a do 2012 r. - kolejne 300.

Ich stosowanie wywołało protesty i w USA, i w Europie - na komputerze widać bowiem obraz praktycznie nagiego ciała. Amerykańska Izba Reprezentantów pół roku temu przegłosowała uchwałę, by tak dokładne skanery stosować jedynie jako dodatkowy środek - w razie uzasadnionych podejrzeń.

- Cena jest w tym wypadku zbyt wysoka - mówi Kate Hanni ze stowarzyszenia obrony praw pasażerów lotniczych FlyersRights.Org. - Te skanery niekoniecznie wyłapią przestępców, a na pewno narażą nas wszystkich na obrażające podglądactwo.

Urząd bezpieczeństwa lotów stara się zmniejszyć obawy obrońców prywatności. Stosowanie skanerów całego ciała ma ograniczenia - twarz i miejsce intymne są zamazane, a zdjęcie w komputerze niszczy się natychmiast po stwierdzeniu, że pasażer jest "czysty". W dodatku w USA osoba przeglądająca skany siedzi w osobnym zamkniętym pomieszczeniu, nie ogląda więc na żywo pasażera, którego nagi obrys ciała widzi w komputerze.

Obrońcy prywatności mają rację, że skanery całego ciała nie likwidują całkowicie zagrożenia wniesienia bomby na pokład samolotu. Nadal możliwe jest m.in. tak jak w wypadku narkotyków przemycenie na pokład materiału wybuchowego wewnątrz ciała i następnie zdetonowanie go elektronicznie, np. za pomocą telefonu komórkowego. Jednak skanery na fale milimetrowe są dużo dokładniejsze niż stosowane dotąd bramki wykrywania metali i np. w Boże Narodzenie Umar Farouk Abdulmutallab nie wniósłby w majtkach swej bomby do samolotu do Detroit.

Zdaniem ekspertów obawy obrońców prywatności i tym razem przegrają z wymogami bezpieczeństwa, a superczułe bramki wejdą do powszechnego użytku w USA oraz prawdopodobnie w Europie i Azji.

Po nieudanym zamachu w Boże Narodzenie atmosfera na lotniskach w Ameryce jest wciąż niezwykle nerwowa. W niedzielę wieczorem na lotnisku Newark pod Nowym Jorkiem nieznany mężczyzna, jak twierdzi ochrona, przeszedł do "czystej" strefy, omijając bramki bezpieczeństwa. Ochroniarze zaczęli go nerwowo szukać, tysiącom pasażerów powiedziano, by nie ruszali się ani nie sięgali do toreb. Intruza w końcu nie znaleziono, więc tysiącom ludzi kazano powtórnie przejść przez bramki. Trwało to bardzo długo i spowodowało na całym ogromnym terminalu C w Newark opóźnienia odlotów nawet o cztery godziny.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 29 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':