150 mln zł - tyle, jak wynika z raportu
NIK, nieprawidłowo wydano w
TVP od stycznia 2007 do sierpnia 2009 r. m.in. na nagrody, pensje dla zawieszonych prezesów, kontrakty dla dyrektorów przyjmowanych przez nowych prezesów, a potem na odprawy, wynagrodzenia dla doradców oraz koszty procesów z mediami.
28 mln zł - tyle postanowiono odebrać TVP Kultura z budżetu na 2010 r., co oznacza, że jedyny kanał realizujący tzw. misję telewizji publicznej stać będzie tylko na emisję archiwaliów. Z prostego rachunku wynika, że za nieprawidłowo wydane przez TVP 150 mln zł można by utrzymać TVP Kulturę przez kolejne pięć lat.
Abonament, o który tak głośno upominają się na Woronicza, to rodzaj umowy, na mocy której płatnik powinien otrzymać określone świadczenie. Rok 2009 potwierdził, że TVP nie pełni już żadnej misji, a proponowany przez nią substytut można znaleźć (często w lepszym wydaniu) w telewizjach komercyjnych. TVP zapomniała, że powinna wyznaczać standardy dziennikarstwa telewizyjnego, inwestować w rozrywkę na najwyższym poziomie, programy dla dzieci i młodzieży, promować kulturę wysoką, tolerancję, prowadzić debatę publiczną z udziałem autorytetów od prawa do lewa. Jej anteną rządzi prawo kampanii wyborczej zamiast ustawy o radiofonii i telewizji. Politycy i stworzone na ich użytek programy publicystyczne zamiast dialogu promują jedynie słuszną wizję w interesie ekipy aktualnie obsadzającej prezesa.
Rok 2009 pokazał dobitnie, że telewizja publiczna w Polsce nie należy już do obywateli, ale do polityków. Co zrobił rzecznik praw obywatelskich, aby zatrzymać ten proces? Czy widząc raport NIK, zapytał, dlaczego w TVP drastycznie oszczędza się na kulturze i audycjach dla dzieci, a nigdy na programach, w których lansują się politycy? Czy upomniał się o realizowanie przez TVP misji wynikającej z ustawy, za co obywatele płacą abonament? Albo czy zadał w imieniu obywateli pytanie, na co konkretnie ta ich danina zostaje przeznaczona? Panie rzeczniku praw obywatelskich, czy polska telewizja publiczna służy jeszcze obywatelom i czy mają oni do niej jakieś prawa?
Krzykiem rozpaczy w 2009 r. był protest radiowej "Dwójki", która przez 24 lipcowe godziny emitowała jedynie świergot ptaków i komunikat o katastrofalnej sytuacji finansowej, czego - w ogniu dyskusji o TVP - media wcześniej nie dostrzegły. Z finansową pomocą - dla "Dwójki" i TVP Kultura - wyszedł wprawdzie minister Zdrojewski, ale nie zatarł tym wrażenia, że to jednak rządy niezainteresowanego TVP Donalda Tuska doprowadziły do ruiny publiczne radio i telewizję. W mijającym roku pan premier nie potrafił przeforsować projektu ustawy medialnej napisanej przez ekspertów pod kierunkiem prof. Tadeusza Kowalskiego (nie najgorszej, dopóki nie dobrali się do niej politycy). Podobno niedawno zapoznał się z nowym projektem ustawy medialnej przygotowywanym przez twórców. Może nawet podjął noworoczne "medialne postanowienia" - zwłaszcza że zbliża się kampania prezydencka, w której TVP opanowana wspólnie i w porozumieniu przez
PiS oraz
SLD raczej nie będzie mu sprzyjać.