http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Słowacy polubili swoje euro

Leszek Baj, Patrycja Maciejewicz
2010-01-01, ostatnia aktualizacja 2010-01-01 21:14

Rok temu Słowacy zamienili swoją koronę na euro. Zrobili to w środku największej kryzysowej nawałnicy w naszym regionie, gdy kurs złotego czy forinta leciał na łeb na szyję. Jak na tym wyszli?

Dolary, euro, złote - od wybuchu kryzysu w 2008 roku rynek walutowy jest bardzo niespokojny.
Fot. AG
Dolary, euro, złote - od wybuchu kryzysu w 2008 roku rynek walutowy jest bardzo...
Stan słowackiej gospodarki
Stan słowackiej gospodarki


Słowacki premier Robert Fico nie ma najmniejszych wątpliwości, że jego kraj wprowadził euro w najlepszym możliwym momencie. - To historyczny sukces Słowacji - mówił w połowie grudnia na konferencji podsumowującej rok członkostwa w strefie euro.

Euro polubili też Słowacy. Z badania przeprowadzonego w listopadzie na zlecenie przedstawicielstwa Komisji Europejskiej na Słowacji wynika, że aż 78 proc. obywateli pozytywnie ocenia zmianę waluty. - To najwięcej w historii, rok temu poparcie wynosiło 58 proc., dwa lata temu 43 proc. Słowacy dostrzegają, że podróżowanie jest łatwiejsze i tańsze, kraj jest bardziej atrakcyjny dla inwestorów zagranicznych, cieszą się z większej roli Słowacji w Europie i są dumni ze słowackich symboli na monetach - wymienia Zdenko Štefanides, główny ekonomista VUB Banka.

Ale o swojej starej walucie jeszcze nie zapomnieli. Z tych samych badań wynika, że połowa Słowaków w czasie zakupów przelicza ceny i kalkuluje w koronach. Całkowicie na euro przestawiła się tylko jedna piąta społeczeństwa.

Inflacji nie ma, jest drożej

Słowaków nie ominęły jednak tradycyjne eurostrachy. Aż 57 proc. twierdzi, że ceny w ostatnim roku wzrosły. Tymczasem statystyki tego nie potwierdzają. Z wyliczeń Banku Słowacji wynika, że na początku roku wzrost cen z powodu euro był minimalny - styczniowa inflacja wyniosła 2,7 proc., z czego za 0,15 pkt proc. odpowiadała wymiana waluty. Ale w kolejnych miesiącach kryzys gospodarczy ograniczył wzrosty cen i obecnie na Słowacji inflacja wynosi zero procent.

- Słowacja stała się droższa dla przyjezdnych. Ale nie dlatego, że podnieśliśmy ceny, tylko dlatego, że waluty krajów Europy Środkowej, w tym Polski, gwałtownie osłabły - tłumaczy Jan Bošnovie, dyrektor narodowego Centrum Turystyki Słowackiej w Polsce.

Nic dziwnego, że już na początku tego roku Słowacy masowo zaczęli robić zakupy w polskich miastach. Historie Słowaków robiących u nas zakupy opisywaliśmy wielokrotnie m.in. na łamach lokalnych dodatków "Gazety".

- Kilogram za cztery euro! - nie mógł uwierzyć Słowak, patrząc na ceny łososia w sklepie Auchan w Bielsku-Białej. - U nas w sklepie taki sam łosoś był wczoraj po jedenaście euro - mówił do żony.

- Wydałem niewiele ponad 50 euro, a oprócz świeżego pieczywa nic nie będę musiał kupować do jedzenia przez kilkanaście dni - cieszył się z kolei Karol Horváth spod Namestova. - Kupiłem kilka butelek czeskiego pilsnera, bo nawet piwo jest teraz w Polsce tańsze niż u nas - dodał.

Sztywny kurs pogłębia recesję

Czy równie dobrze wyszła na wymianie waluty w samym apogeum kryzysu finansowego gospodarka Słowacji?

- Moim zdaniem w tym pierwszym roku z euro przeważyły minusy - mówi "Gazecie" Jan Toth, główny ekonomista UniCredit Bank Słowacja. - Elastyczny kurs pomógłby nam się przystosować do załamania w handlu światowym. Gdybyśmy mieli koronę, to jej kurs by osłabł, tak jak było to z walutami innych państw regionu i dzięki temu nasze towary mogłyby konkurować ceną za granicą - wyjaśnia.

Na dodatek Słowacja, wchodząc do strefy euro, kurs wymiany korony na euro wyznaczyła na bardzo silnym poziomie - 1 euro za 30,126 korony. To było kilka miesięcy przed kryzysem, wtedy wszystkie waluty regionu były silne.

- Słowacy mieli pecha z kursem walutowym, po którym przeliczyli korony na euro. Gdyby nie to, recesja na Słowacji byłaby płytsza - mówi Bartosz Pawłowski, strateg ds. rynków wschodzących w BNP Paribas w Londynie.

Według prognoz Banku Słowacji w tym roku gospodarka tego kraju skurczy się o 4,8 proc. W innych krajach, np. w Polsce, osłabienie złotego spowodowało, że eksport w ciężkich kryzysowych czasach stał się bardziej konkurencyjny. To był jeden z elementów, który zdecydował, że polska gospodarka jako jedyna w UE nie wpadła w recesję.

Na Słowacji ucierpieli nie tylko eksporterzy, od których uzależniona jest słowacka gospodarka, ale i ci, którzy sprzedają na rynku wewnętrznym, bo klienci "wyciekli" im za granicę. Do tego załamał się też sektor turystyczny, przyjazdy obcokrajowców w ubiegłym sezonie zimowym spadły o jedną czwartą.

Tańszy dług, więcej turystów

Gorzką europigułkę Słowacja już przełknęła, teraz czeka na jej działanie lecznicze. - Możliwości pożyczania pieniędzy, jakie ma teraz Słowacja, są znacznie lepsze i wygodniejsze niż w krajach, które euro nie wprowadziły - mówi słowacki minister finansów Ján Poeiatek.

Rzeczywiście, obecnie oprocentowanie 5-letnich słowackich obligacji sięga 3,25 proc., polskich - aż 5,9 proc. - To oznacza, że za każde pożyczone 100 mln Słowacja płaci 2-3 mln mniej odsetek - mówi Bartosz Pawłowski. Różnica staje się jeszcze bardziej wymowna, gdy spojrzymy na cały polski dług. - Obniżenie rentowności obligacji o 1 pkt proc. dałoby 6-7 mld zł oszczędności na obsłudze długu - oblicza były wiceminister finansów Stanisław Gomułka.

Inwestorzy zupełnie inaczej wyceniają też obecnie ryzyko niewypłacalności Słowacji. W połowie 2008 r. ubezpieczenie polskiego długu było tylko o 15 pkt bazowych droższe niż słowackiego, w szczycie kryzysu różnica była 10 razy większa.

- Kryzys się jeszcze nie skończył. Kraje w naszym regionie będą się borykać z rosnącym zadłużeniem. Dostęp do tańszego kredytu na Słowacji będzie w tym momencie przewagą - zwraca uwagę Pawłowski.

W podobny sposób zyskiwać będą też przedsiębiorstwa. Michal Musak, analityk banku Slovenská Sporiteloa, uważa, że właśnie wspólna waluta pomoże słowackim firmom w odbiciu się od głębokiego dna, w które wpadły w czasie kryzysu. - Mają niższe koszty transakcyjne (wymiana walut, koszt zabezpieczenia przed ryzykiem walutowym, pewne opłaty administracyjne) i bardziej przewidywalne warunki prowadzenia biznesu, bo nie muszą się martwić o wahania kursowe - wyjaśnia "Gazecie".

Patrząc w dłuższej perspektywie, ekonomiści są przekonani, że plusy przeważą nad minusami pozbycia się korony. - Handel z innymi krajami strefy euro zwiększy się istotnie, a inwestycje zagraniczne będą płynąć szerszym strumieniem. Euro będzie dodatkowo wyróżniać nas w oczach inwestorów spośród krajów regionu - uważa Zdenko Štefanides.

Jan Bošnovie z Centrum Turystyki Słowackiej jest zdania, że kryzys i wprowadzenie euro na dobre wyjdzie też branży turystycznej. - W połowie 2008 r. Słowacy narzekali na wyśrubowane ceny wypoczynku, ale w ośrodkach byli goście zagraniczni, więc nikt nie musiał obniżać cen - mówi Bošnovie. - Kryzys jednak udowodnił, że jest to możliwe. Ceny poszły w dół nawet o 30-40 proc. - dodaje.

Jego zdaniem dzięki euro turyści z krajów strefy euro mogą teraz dokładnie porównać ceny. - I zobaczyć, że jesteśmy atrakcyjni - obiad za 3-4 euro, piwo, lampka wina czy kawa po 1 euro - mówi Bošnovie. - Już widać efekty, pojawia się więcej gości, których wcześniej tu nie było, Holendrów, Niemców czy Francuzów - cieszy się.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 109 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    90 głosów

Policjanci chorują nam na potęgę

MSWiA przyznaje, że w okresie absencji chorobowej "podejmowana jest praca zarobkowa". Nikt tego jednak nie może sprawdzić