Chodzi o 18,3 km autostrady A1 ze Świerklan do granicy z Czechami w Gorzyczkach. Trasa ma przebiegać m.in. przez gminy Godów, Mszanę i Gorzyce. To ok. 60 km od Katowic. Budowa tego jednego z sześciu odcinków A1 budowanych na Śląsku zaczęła się w roku 2007, a miała się zakończyć w połowie 2010. Ale tak się nie stanie. Ten kawałek A1 miał kosztować 272 mln euro.
Trzęsienie ziemi, czyli budowa start Wójt Godowa Mariusz Adamczyk o tym, że
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zerwała umowę z budującą autostradę austriacką firmą Alpine Bau, dowiedział się z telewizji przed Bożym Narodzeniem.
- Od razu pomyślałem: będą kłopoty. Wykonawcy nie ma, ale nikt nie pomyślał, że to uderzy w nas, którzy tu mieszkają - denerwuje się Adamczyk. I wylicza: - Na czas budowy zamknięto kilka ulic. Autobusy dowoziły tamtędy dzieci do szkół, więc gmina musiała znaleźć transport zastępczy. Płaciła za niego Alpine. Zresztą nie tylko za to. Firma zobowiązała się m.in. do remontu zniszczonych przez ciężki sprzęt dróg dojazdowych i usuwania na bieżąco wszystkich szkód w domach i gospodarstwach. - Jak ich wyrzucili, to zostaliśmy z tym sami - mówi wójt.
Dom Józefa i Stanisławy Tesarczyków ze wsi Krostoszowice (gmina Godów) stoi 150 m od budowanej autostrady. Z wykonawcą mieli na pieńku od początku. Jak zaczęli wyburzać sąsiednie budynki, u nich popękały ściany. - Pierwszego dnia myśleliśmy, że to trzęsienie ziemi. Pękł komin, a ja zatrułem się czadem. Dobrze, że mnie w szpitalu odratowali - mówi Tesarczyk.
Tesarczykowie zażądali od Alpine Bau usunięcia szkód. Udało im się "wyszarpać" nowy komin, ale znów mają pęknięcia na ścianach. - Jak przyjdzie nowy wykonawca, to powie: nie ja zawaliłem, nie ja będę naprawiał - martwi się pan Józef.
Od "autostradowców" oberwał też sąsiad z tej samej wsi Jarosław Mrozek. Gdy zamknięto drogę dojazdową, spadły mu obroty w sklepie wielobranżowym. - Nie robiłem tragedii, dopóki firma jakoś budowała. Myśleliśmy, że przecierpimy dwa lata i będzie dobrze. Ale teraz jesteśmy wściekli. To wszystko może trwać latami! Zaczną się odwołania, protesty i nowy wykonawca może w ogóle nie ruszyć z miejsca.
Zastanawia się, czy nie pozwać Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad za straty. Dodaje, że mimo niedogodności popierał budowę, bo codziennie dojeżdżał do Katowic: - Dwie godziny w jedną stronę! Już nie mogłem się doczekać, kiedy autostradą pomknę w 40 minut. To dodawało mi otuchy. Ale widzę, że władza ludzi nie szanuje.
Czesi też nie budują Dlaczego GDDKiA zerwała umowę na budowę tego odcinka A1? Jej przedstawiciele tłumaczą, że nie mieli innego wyjścia, bo Austriacy pracowali zbyt wolno. - Wszystkie zobowiązania przejmie na siebie nowy wykonawca, który zostanie wyłoniony w przetargu - zapewnia Dorota Marzyńska, rzeczniczka GDDKiA w Katowicach.
Według Generalnej Dyrekcji na tym odcinku autostrady prace powinny być zaawansowane w 85 proc., a są dopiero w blisko 50 proc.
Alpine Bau odpiera te zarzuty i obwinia GDDKiA. Twierdzi m.in., że wypowiedzenie kontraktu ma na celu zatuszowanie wskazanych przez konsorcjum błędów popełnionych przez GDDKiA na etapie projektowania autostrady. Jednocześnie Alpine Bau deklaruje, że jest gotowe do podjęcia rozmów i ukończenia autostrady najpóźniej 30 kwietnia 2011 r., czyli rok wcześniej niż przewidywała to GDDKiA - powiedział PAP dyrektor koordynator budowy Jarosław Duszewski z Alpine Bau.
Ale ludzie swoje wiedzą. Uważają, że drogowcom zabrakło pieniędzy na autostradę i znalazła byle pretekst, by rozwiązać umowę z Austriakami. W spiskową teorię wpisuje się też przestój po czeskiej stronie. Czesi mieli wybudować swój kawałek A1 i połączyć się w Gorzyczkach z naszym odcinkiem. Przez kryzys dali sobie spokój. - Nasi wykombinowali, że skoro tak, to i oni nie muszą się spieszyć - przekonują mieszkańcy Godowa.
Wójtowie okolicznych gmin tuż przed Wigilią napisali list do ministra infrastruktury i szefostwa GDDKiA. Zapytali, kto teraz zapłaci za zniszczone drogi i rozgrzebane inwestycje wokół A1.
- Jak przyjdzie wiosna, błoto wyleje się na ulice. Do kogo przyjdą ludzie? Nie do władz w Warszawie czy Katowicach, ale do mnie, do wójta. I co im powiem? - denerwuje się Piotr Oślizło, wójt Gorzyc. Został z rozkopaną ulicą, gdzie robotami zajmował się podwykonawca Alpine.
Ale nie tylko o zniszczone drogi chodzi. Wyrzucenie firmy spowodowało, że wiele osób straciło z dnia na dzień pracę. - Ci, co mają ciężki sprzęt, byli wynajmowani do budowy. Część wzięła nawet koparki czy auta ciężarowe na kredyt, bo mieli mieć pewną robotę przynajmniej przez dwa lata - mówi Mariusz Adamczyk, wójt Godowa, i dodaje, że takich pechowców może być nawet 800.
Austriak dobry był Stanisław Tatarczyk, emeryt górniczy i radny ze Skrzyszowa, niewielkiej wsi niedaleko Wodzisławia Śląskiego, uważa, że drogowcy z GDDKiA zlekceważyli mieszkańców. O wykonawcy złego słowa nie powie. Gdy dwa lata temu zaczął budowę, do Tatarczyka zaczęli przychodzić ludzie. - Staszek, zrób coś, bo rozjeżdżają drogę - skarżyli się. I radny Tatarczyk stał się łącznikiem między Alpine a mieszkańcami.
Na jubileusz miejscowej szkoły podwykonawca Alpine przywiózł nowe krzesła. A kiedy Tatarczyk spotkał austriackiego kierownika budowy, który zapytał, co Alpine mogłaby zrobić dla ludzi, radny długo się nie zastanawiał: - Nie mamy parkingu przed kościołem - powiedział.
Kilka dni później przed kościół zajechały ciężarówki z kostką brukową. Potem austriacy wylali jeszcze 600 m drogi do ośrodka kultury.
Radny Tatarczyk o GDDKiA: - Jakiś urzędnik mówił, że firma zrobiła tylko połowę zaplanowanej roboty. Jednak na innych odcinkach też są przecież opóźnienia, ale tam jakoś nikt kontraktów nie zrywa.
Przetarg na nowego wykonawcę ma być ogłoszony w kwietniu. Rozstrzygnięty zostanie w sierpniu, potem będzie czas na odwołania. Kiedy pojedziemy A1 do Czech? Nie wiadomo.