Kłopoty niektórych krajów z reformą służby zdrowia mówią więcej o wrogości do rządowych regulacji niż o tej służbie jako takiej. Jednak amerykańska debata uzmysławia nam problem, z którym w 2010 r. i następnych zetkną się niemal wszystkie kraje rozwinięte - problem kosztów opieki zdrowotnej.
Na opiekę zdrowotną przeznacza się teraz jednego na sześć wydawanych w
USA dolarów prywatnych i publicznych. Kwota ta ma się podwoić do 2035 r. Jest to znacznie więcej niż gdziekolwiek w świecie, ale rosnące koszty medyczne są też problemem krajów wydających na to znacznie mniej.
W wielu miejscach możliwe są oszczędności. Można ograniczyć koszty opieki zdrowotnej, zachęcając do ćwiczeń fizycznych, niepalenia, umiarkowanego picia i ograniczenia spożycia czerwonego mięsa. Jednak wskutek starzenia się populacji krajów rozwiniętych wzrosną nieuchronnie koszty opieki nad ludźmi starymi. Musimy więc zaoszczędzić na czym innym.
Tak dochodzimy do sedna sprawy. Terapia umierających pacjentów, którzy nie chcą dalej żyć, jest marnotrawstwem, jednak niewiele krajów zezwala lekarzom na udzielenie aktywnej pomocy w odejściu tym, którzy sobie tego życzą. W USA około 27 proc. środków z rządowego programu Medicare idzie na opiekę w ostatnim roku życia. Część tej kwoty wydaje się w nadziei, że pacjent pożyje jeszcze długie lata, jednak szpitale przeznaczają często dziesiątki tysięcy dolarów na leczenie pacjentów, którzy nie mają szans przeżyć dłużej niż tydzień, dwa - często ledwie świadomych pod działaniem środków uspokajających.
Jedną z przesłanek takiej decyzji jest strach lekarzy i szpitali przed oskarżeniem przez rodzinę o dopuszczenie do śmierci ukochanej osoby. Reanimują więc wbrew własnej opinii bliskich śmierci pacjentów, bo nie złożyli oni oświadczenia, że nie życzą sobie tego w określonych warunkach.
Innym czynnikiem zwiększającym koszty leczenia bez pożytku dla pacjentów jest system opłacania lekarzy i szpitali. Kiedy sieć szpitali w Utah i Idaho, Intermountain Healthcare, poprawiła opiekę nad wcześniakami, skrócił się ich pobyt na oddziale intensywnej opieki, co obniżyło koszty. Jednak szpitale opłacane są od świadczonej usługi, a lepsza opieka sprawiła, że noworodki wymagały mniej usług. Wskutek tego sieć traciła 329 tys. dolarów rocznie.
Ale nawet gdybyśmy zlikwidowali ten absurdalny system bodźców, pozostaną inne, trudniejsze problemy związane z cięciem kosztów. Jeden z nich to cena leków. Koszty wdrażania leków na poziomie 800 mln dolarów nie są niczym nadzwyczajnym, a możemy oczekiwać jeszcze wyższych w przypadku leków nowego typu - biofarmaceutyków produkowanych z żywych komórek.
Koszty wdrażania leku odbijają się na jego cenie, która może okazać się szczególnie wysoka w przypadku preparatów potrzebnych niewielu pacjentom. Przykładowo, choroba Gauchera jest rzadkim schorzeniem genetycznym, które w ostrej formie zwykle zabijało w dzieciństwie. Obecnie cierpiący na nią mogą prowadzić prawie normalne życie dzięki lekowi pod nazwą Cerezyme, ale koszt rocznego leczenia sięga 175 tys. dolarów.
Równie trudne problemy wynikają z zastosowania nowych technologii. Urządzenie wspomagające czynność lewej komory (LVAD) służyło podtrzymaniu życia pacjentów w oczekiwaniu na przeszczep serca. Jednak brak organów do przeszczepu sprawia, że w USA używa się dziś LVAD do długoterminowej terapii - jak urządzenie do dializy zastępujące nerki.
Według Manoj Jain z Uniwersytetu Emory corocznie można by przy pomocy LVAD trochę przedłużyć życie 200 tys. amerykańskich pacjentów za cenę 200 tys. od osoby, ogółem 40 mld dolarów. Czy to sensowne wykorzystanie zasobów kraju, gdzie wg oficjalnych danych 39 mln ludzi żyje poniżej progu nędzy, co dla czteroosobowej rodziny wynosi 22 tys. dolarów rocznie?
W krajach zapewniających swoim obywatelom darmową opiekę zdrowotną urzędnikom bardzo trudno jest powiedzieć komuś, że państwo nie zapłaci za lek czy terapię mogące ocalić życie jemu lub jego dziecku. Lecz w pewnym momencie takie rzeczy muszą być w końcu powiedziane.
Nikt nie chce wyceniać w dolarach ludzkiego życia, ale w rzeczywistości już to robimy, pośrednio, odmawiając dostatecznego wsparcia organizacjom pracującym w krajach rozwijających się. GiveWell.net opiniująca organizacje walczące o ocalenie życia ludzi biednych na świecie wskazała wiele takich, które osiągają to za mniej niż tysiąc dolarów.
Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że jej programy szczepień w krajach rozwijających się kosztują około 300 dolarów za jedno uratowane życie - ludzkie istnienie ocalone nie na rok, tylko na resztę życia. Z ogłoszonego przez Bank Światowy Raportu o Priorytetach Zwalczania Chorób wynika, że wspierany przez Stop TB Partnership program zwalczania gruźlicy w krajach rozwijających się zapewnia średnio dodatkowy rok życia za 5-50 dolarów.
W porównaniu z tym wydatek 200 tys. dolarów na stosunkowo nieznaczne przedłużenie życia w bogatym kraju wydaje się wątpliwy nie tylko finansowo. Także moralnie.
Przełożył Sergiusz Kowalski
* Peter Singer wykłada bioetykę na Uniwersytecie Princeton. Jego najnowsza książka nosi tytuł "The Life You Can Save: Acting Now to End World Poverty" ("Życie, które możesz ocalić. Jak już teraz położyć kres światowej nędzy").
Copyright: Project Syndicate, 2009.www.project-syndicate.org