Pozostaję przy swoim stanowisku, iż oba pańskie materiały były wyraźnie wymierzone w akcję szczepień przeciw HPV. - To nie jest szczepionka przeciw rakowi szyjki, tylko przeciw wirusowi HPV - mówił pan z ekranu. Ale że to wirus jest głównym sprawcą nowotworu, już pan nie dodał. Nie podał pan też informacji, że ta szczepionka jest oficjalnie w Polsce zalecana, bo nie pasowała ona do obu materiałów, przytoczył ją pan dopiero w liście.
Żąda pan niezbitych dowodów, że szczepionka chroni przed rakiem. Otóż - powtarzam - dowodów tych nie ma i być dziś nie może, gdyż szczepionkę wprowadzono niedawno. Ponadto prowadzenie badań, w których czekano by, aż rak się pojawi bądź nie, jest niemożliwe ze względów etycznych. "Żaden odpowiedzialny lekarz nie będzie bowiem czekał i spokojnie obserwował pacjentek do czasu rozwinięcia tak zaawansowanych zmian, poza tym proces rozwoju raka jest bardzo długi (kilkanaście do kilkudziesięciu lat)" - pisze w grudniowej "Medycynie Praktycznej" dr hab. med. Teresa Jackowska. Gdyby przed audycją zapoznał się pan z tym artykułem, wiedziałby pan m.in., że jedna ze szczepionek w ciągu około trzech lat zmniejszyła ryzyko stanu przedrakowego o 30 proc., a efekt ochronny był dwa-trzy razy większy u kobiet, które nie były zakażone HPV przed szczepieniem (stąd postulowane szczepienia nastolatek).
Agencja Oceny Technologii Medycznych rzeczywiście wypowiedziała się negatywnie na temat finansowania szczepień z pieniędzy publicznych, ale chodziło wyłącznie o środki Ministerstwa i
NFZ. Polska jest po prostu za biedna na te szczepienia. Dlatego całe szczęście, że ich ciężar biorą na siebie samorządy i rodzice. Podważając tę inicjatywę postępuje pan nieetycznie i nieprzyzwoicie. A przygotowując "Fakty", warto wcześniej fakty sprawdzić.