Łukaszenka podsumował wczoraj mijający rok trwającą ponad cztery godziny konferencją prasową. Wzięło w niej udział ponad 250 białoruskich dziennikarzy z centralnych i regionalnych mediów państwowych, ale zaproszono też kilku z niezależnych mediów.
Rządzący od 15 lat dyktator oświadczył, że nie boi się przyszłorocznych wyborów prezydenckich. - Najważniejsze to utrzymać dobry stan gospodarki. Jeżeli to się uda, naród zagłosuje za obecną władzą - powiedział Łukaszenka. - Nie doceniałem kryzysu. Tak chciałem, by go nie było - mówił ze skruchą. Pochwalił się jednak, że sytuacja Białorusi i tak jest lepsza niż w Rosji czy w krajach bałtyckich.
Łukaszenka skrytykował opozycję za to, że nie wspiera władzy zarówno na arenie międzynarodowej, jak i w rozwiązywaniu wewnętrznych problemów. - Opozycja jest sprzedajna, finansowana przez Litwę i Polskę. Ale my ten proces kontrolujemy - stwierdził.
Prezydent obiecał w 2010 r. zaprowadzić porządek w internecie. - Przecież to śmietnik. Tam strasznie jest wchodzić nie tylko dzieciom, ale i dorosłym - powiedział Łukaszenka. Dodał, że dane ludzi, którzy robią w sieci "brudy i piszą nieprawdę", będą upubliczniane i będą oni karani.
Źródło: Gazeta Wyborcza