http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ideolog doskonały

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2009-12-31, ostatnia aktualizacja 2009-12-30 13:31

Wielu Rosjan wierzy w swoje imperium, w to, że musi ono bronić się przed inwazją wrażego Zachodu, może i powinno wrócić w swe niedawne granice. A gwarantem tego jest Władimir Putin

Lubi grać twardego człowieka. Tu podczas polowania 15 sierpnia 2007 r. w syberyjskiej Republice Tuwy
Fot. DMITRY ASTAKHOV AFP
Lubi grać twardego człowieka. Tu podczas polowania 15 sierpnia 2007 r. w...
Wam, za granicą, wydaje się, że nasze państwo jest takie mocne, pancerne, uzbrojone i scentralizowane. A to tylko pozory. Cara mamy jednego, ale małych carków mnóstwo i każdy sam stanowi sobie prawo - mówiła mi Anna Politkowska, zastrzelona w 2006 r. reporterka "Nowej Gaziety" w samolocie z kaukaskiego Nalczyka do Moskwy.

Zanim wystartowaliśmy, był skandal. Kiedy na lotnisku ogłosili, że mamy przechodzić do samolotu, podeszło do mnie dwóch uzbrojonych żołnierzy sił specjalnych. Kazali mi przejść z nimi na posterunek.

- Dokumenty mam w porządku. Nie myślcie, że dam wam pieniądze - nakrzyczałem na nich przy innych pasażerach. Zaskoczeni oporem, a może i zawstydzeni, grzecznie poprosili o paszport i nawet go nie oglądając, orzekli, że mogę z innymi iść do samolotu.

Już na pokładzie tłumaczyłem Politkowskiej, że przez te kilka dni, które byłem na Kaukazie, co rusz zatrzymywali mnie specnazowcy, OMON-owcy, SOBR-owcy, zwykli żołnierze. Bo niby w regionie operacja antyterrorystyczna i łowią bandytów.

To tylko parawan

Ale nie łowili, tylko zarabiali, bezczelnie domagali się pieniędzy. W sumie niewielkich - każdy patrol po 50 rubli (ok. 5 zł). Płaciłem, bo inaczej nigdzie bym nie zdążył. Ci na lotnisku pewnie chcieliby znacznie więcej, bo mogli mnie przycisnąć. Przytrzymaliby mnie na tyle długo, że samolot odleciałby beze mnie i musiałbym kupić nowy bilet.

- W Nalczyku rzeczywiście jest gorąco. W mieście, w górach zbrojne podziemie, strzelają, porywają ludzi. Władza sobie z tym nie radzi, bo jej przedstawiciele na każdym szczeblu - od posterunkowego do ministra - są za łapówki gotowi bandytom wyświadczyć każdą usługę. Terroryści, którzy napadli na teatr na moskiewskiej Dubrowce, przyjechali do stolicy z prawdziwymi paszportami, które zamówili i kupili w biurze paszportowym w Samarze. Do Biesłanu po zęby uzbrojona banda przyjechała eskortowana przez milicyjny radiowóz - wyliczała Politkowska, dodając: - Nasza propaganda chwali Putina, że zbudował "twardy pion władzy", sprawnie działający państwowy aparat. A to tylko parawan, za którym funkcjonariusze tego aparatu zbudowali sobie "karmuszki" [mniej lub bardziej legalne źródło dodatkowych dochodów]. Nie ma u nas żadnego "pionu władzy", porządku. Jest zamęt. W głowach przede wszystkim.

Groch z kapustą

W Rosji dużo mówi się o poszukiwaniu "idei narodowej", która pokazałaby, dokąd i dlaczego dąży kraj, społeczeństwo. I nic dziwnego. Jeszcze 20 lat temu wszystko było jasne. Imperium miało misję uszczęśliwienia ludzkości budową najbardziej postępowego ze wszystkich porządków społecznych. Wielu jego obywateli wierzyło, że tak właśnie jest. Teraz - po, jak to się tu mówi, "szalonej dekadzie lat 90." - kraj na nowo szuka swojej drogi.

Sam Putin też szuka. Co roku obchodzi Wigilię prawosławną na pielgrzymce do któregoś z ważnych starych monastyrów. Bardzo poważny, rozmawia o czymś z mnichami. Przychodzi na wieczorne nabożeństwo. W te pielgrzymki zawsze wyrusza sam.

Trochę to dziwne, bo akurat w Wigilię jego żona obchodzi urodziny. Nawet wtedy, kiedy Ludmiła kończyła 50 lat, Putin pojechał do średniowiecznych sanktuariów na Północy. Do źródeł.

Kilka lat temu sięgał głębiej w przeszłość. Skupiony zwiedzał miejsca, gdzie archeolodzy odkryli ślady praplemion, które pierwsze zasiedliły Ruś.

Sensu ruskiego bytu w najstarszej, przedchrześcijańskiej tradycji szuka nie tylko on. Wśród oficerów służb specjalnych popularna jest mistyczna teoria "martwej wody", fundamentalnych tajemnic ludzkości, których od zarania dziejów strzeże walczący ze światowym złem naród ruski. Zgodnie z tą "nauką" czystą prawdę znaleźć można tylko u prehistorycznych źródeł nieskażonych przez obce wpływy, w tym i chrześcijaństwo.

Na Kremlu w czasach Putina wprowadzono ceremoniał z czasów carskich: mundury, musztra. Dworacy tak zręczni, jak reżyser filmowy Nikita Michałkow zwracali się do niego: "Wasza Wysokość".

Sam Putin mówi, że ten, kto nie żałuje Związku Radzieckiego, "nie ma serca", a upadek imperium komunistycznego nazwał "największą tragedią stulecia". A kiedy w dzień pamięci ofiar represji politycznych przyjechał na moskiewski poligon Butowo, był bardzo poruszony opowieściami o losie dziesiątek tysięcy niewinnych ludzi rozstrzelanych tu przez NKWD w latach czystek stalinowskich. Cicho, raczej do siebie niż do rozmówców, powtarzał: - Dlaczego? Za co ich tak?

Znaleźć odpowiedzi na te pytania w Rosji nie jest łatwo. Tu w telewizji często pokazują radzieckie filmy, w których źli biali występują przeciw dobrym bolszewikom pod trójkolorowym sztandarem, dzisiejszą oficjalną flagą państwową. Stalin bywa w tych telewizjach mądrym, efektywnym menedżerem. Jednocześnie bliska Kremlowi cerkiew wynosi tysiące jego ofiar na ołtarze. W księgarniach jedne półki uginają się pod książkami opiewającymi porządki bolszewickie, a inne - pod demaskującymi zbrodnie stalinowskie.

Taka jest dzisiejsza rosyjska ideologia elit, która mieści w sobie wszystko: tradycje arystokratyczne i bolszewickie, ateizm i religię, bolszewików i ich ofiary.

- Mieszanina wszystkiego. Wy, Polacy, mówicie na coś takiego "groch z kapustą", a my "smuta", czyli zamęt - tłumaczy pisarz Wiktor Szenderowicz.

Imperium liberalne

Wspólny mianownik dla Stalina i jego ofiar uznanych przez Cerkiew za Nowych Męczenników, państwa pod trójkolorową flagą białych i armii tego samego państwa maszerującej za bolszewickim czerwonym sztandarem z sierpem i młotem, przywróconego przy Putinie stalinowskiego hymnu, a w nim chroniącego "nasze święte państwo" Boga, który zastąpił opiewanych wcześniej pod tę samą melodię Lenina i Stalina, mógł być tylko jeden - imperium. Bo przecież imperium budowali i carowie, i ich kaci, i cerkiew.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':