Skrzypaczki - zaproszonej specjalnie na wczorajszą sesję rady miejskiej Inowrocławia - radny Jacek Olech nie słyszał. Gdy grała radnym "Cichą noc", stał na ratuszowym korytarzu i prezentował prasie dowód wpłaty na konto ratusza.
Kwota: 4729 złotych 60 groszy. Tytuł: "Zwrot nienależnie pobranych diet".
Takich dowodów - na zdrowy rozum - powinno być 23, bo tylu radnych z Inowrocławia pobierało przez dwa lata za wysokie diety. Nic o tym nie wiedząc.
Chciwość ich zaślepiła
Dochodzi 11. Trwa przerwa w sesji rady. Bardzo ważnej. - Bo budżetowej - wyjaśnia radna Grażyna Dziubich. Elegancka, na oko po pięćdziesiątce, włos zrobiony sylwestrowo. - No przecież nie tylko dlatego - rzuca ironicznie ktoś za jej plecami.
To prawda. Sesja jest ważna, bo radni zdecydują, czy oddadzą po kilka, a niektórzy nawet kilkanaście tysięcy złotych - tak jak zrobił to Jacek Olech, sprawca zamieszania.
Radni podnieśli sobie diety dwa lata temu w czasie innej bardzo ważnej sesji tuż przed sylwestrem. W mieście zawrzało, bo co to, kurczę, wszystkim jest ciężko, a politycy sobie podnoszą.
Olech na łamach prasy ogłosił, że wespół z radnym Andrzejem Kierajem zawalczą o obniżkę diet. Żeby zgłosić projekt stosownej uchwały, potrzebowali jeszcze dwóch radnych. Znaleźli jednego - i pomysł padł.
- Jednak wciąż chodziło mi po głowie, że źle się stało z tymi podwyżkami - opowiada Olech. - Myślałem o tym i myślałem. Analizowałem uchwałę. Aż wreszcie - bingo!
Radni Inowrocławia, miasta liczącego poniżej 100 tys. mieszkańców, przez dwa lata pobierali tak wysokie diety, jakby mieszkali w mieście powyżej 100 tys. mieszkańców. Zaalarmowani przez Olecha kontrolerzy potwierdzili, że miasto wypłaciło radnym za dużo o ponad 120 tys. zł. - Chciwość ich zaślepiła! - emocjonuje się Olech, poprawiając wystudiowanym gestem bordowy krawat - pamiątkę z Paryża. - No i co teraz? Trzeba oddać pieniądze!
Chociaż Olech swoje już oddał, inni radni mają opory. We wtorek zebrali się, by głosować nad nową uchwałą, która przyklepie starą podwyżkę tak, żeby niczego nie musieli oddawać.
Godz. 11.05. Dzwonek wzywa radnych na obrady.
Popularność radnego Olecha
Jacek Olech to człowiek o burzliwej samorządowej przeszłości - dwukrotny wiceprezydent miasta, kilkakrotny radny i kandydat na prezydenta miasta.
W 2006 r. rozstał się z obecnym prezydentem Ryszardem Brejzą. Mówiąc wprost, został wyrzucony z pracy. - O nie, nie, sam odszedłem - odcina się Olech.
- Jako wiceprezydent wypowiedział mi posłuszeństwo. Organizował pokazowe konferencje prasowe, podważał moje decyzje - komentował wówczas Brejza. Olech do dziś jest pewien, że poszło o coś innego: - Moja popularność rosła i zagrażała panu prezydentowi.
Olech wrócił w następnej kadencji jako radny. Przez trzy lata było o nim cicho, aż jesienią tego roku znów o sobie przypomniał.
Czym się zajmuje? - Jestem radnym niezależnym - zapewnia, mimo że na stronie ratusza widnieje jako członek KW Inowrocławska Koalicja Wyborcza. I dodaje enigmatycznie: - Jestem prawnikiem, pełnomocnikiem zarządu spółki prawa handlowego.
Krótko mówiąc: miał z czego oddać.
Źródło: Gazeta Wyborcza