Zajrzyjmy do sondaży. Obserwacja pierwsza: to prawda, że Polacy coraz gorzej myślą o rządzie i premierze. Zmiany są namacalne, potwierdzane w badaniach różnych ośrodków, trend spadkowy widać od paru miesięcy i nie da się go sprowadzić do błędu pomiaru.
Weźmy dane CBOS, który od lat co miesiąc bada ocenę pracy premiera, rządu i zaufanie do polityków. Od września: - w sondażu o pracy premiera
Donald Tusk stracił 10 pkt proc., - zwolenników rządu ubyło o 8 pkt proc., - Tusk w sondażu zaufania do polityków zgubił 7 pkt proc.
Zmiana jeszcze bardziej bije po oczach, gdy prześledzimy dane z ostatnich dwóch lat. Dość powiedzieć, że w styczniu 2008 r. Tuskowi ufało aż 72 proc. Polaków. Obecnie - 48 proc.
Do tych spadków przyczynił się kryzys hazardowy, źle przyjęta propozycja reformy konstytucji, zapewne też powszechne przekonanie, że rząd nie rządzi tak, jak Polacy chcieli.
Obserwacja druga: zdanie "Platformie nie spada" jest fałszywe . Trzymajmy się danych CBOS: od września Platforma schudła o 5 pkt proc., z 41 do 36 proc.
Podeprzyjmy się sondażami PBS DGA dla "Gazety". Tu PO też traci - od połowy września 6 pkt proc.
Prawdziwsze są więc zdania "Platformie spada wolniej niż rządowi". Dodajmy jednak, że we wszystkich sondażach partyjnych Platforma wciąż deklasuje konkurencję, a Tusk jest niezagrożony w sondażach prezydenckich.
Na pytanie, czemu tak się dzieje, komentatorzy odpowiadają - i słusznie - że opozycja jest marna. Ale to niecała prawda.
Tusk i jego rząd spadają, czy raczej powoli się zsuwają, z bardzo wysokiego konia. Na przełomie 2007 i 2008 r. Polacy po
PiS-owskim dwuleciu wiązali z nową ekipą ogromne nadzieje, największe od pierwszego rządu Waldemara Pawlaka, czyli, przypomnijmy, 1993 r. (sondaż CBOS).
Najlepszy rząd przy najlepszej koniunkturze - a to nie jest przypadek Tuska - nie sprostałby tym oczekiwaniom.
W tej sytuacji to, że wciąż prawie połowa Polaków ufa premierowi, można uznać za spore osiągnięcie. Zwłaszcza że Tusk jest w rankingu zaufania drugi (po Radosławie Sikorskim) i wyprzedza wszystkich polityków opozycji.
Obserwacja trzecia: można się zastanawiać, jakim cudem rząd w sondażu CBOS ma 31 proc. zwolenników, a PO i
PSL łącznie 40 proc., ale to tylko pozorny paradoks. Bywa, że 31 proc. to więcej niż 40 proc.
Przecież gdy temu sondażowi przyjrzymy się bliżej, zobaczymy, że to rząd ma mocniejsze umocowanie niż Platforma! Rząd popiera bowiem 31 proc. całego społeczeństwa, a PO i PSL - 40 proc. spośród tych, którzy chcą głosować - czyli około 20 proc. Polaków.
Za rządem Tuska stoją nie tylko wyborcy PO (84 proc. z nich), ale także aż 40 proc. sympatyków
SLD, 23 proc. PSL i 12 proc. zwolenników PiS, a także część niezdecydowanych lub niegłosujących.
Dość bezpieczne jest założenie, że w pierwszej kolejności od rządu będą odpadali zwolennicy innych niż PO partii. Wniosek z tego taki, że jeszcze kilkupunktowy spadek popularności rządu nie przełoży się na kryzys Platformy. Chyba że zdarzy się cud i w nowym 2010 r. Polacy z jakichś powodów pokochają Jarosława Kaczyńskiego lub Grzegorza Napieralskiego.
I jeszcze jedna obserwacja. Sondaży namnożyło się ostatnio tyle, że da się nimi uzasadnić tezę dowolną. Liczby są cierpliwe. Zniosły nawet manipulację "Wiadomości"
TVP, które rozpaczliwie szukając pocieszenia dla Lecha Kaczyńskiego w pojedynku z Tuskiem, zamiast do sondaży prezydenckich sięgnęły po sondaż zaufania do polityków. Prezydent i tam przegrywał z premierem, mniej jednak dotkliwie dla siebie i redaktorów telewizji publicznej.