Koreańczycy nie ujawnili póki co tożsamości zatrzymanego, podali jedynie, że mężczyzna posługujący się paszportem
USA wtargnął 24 grudnia na terytorium Korei Północnej i jest przesłuchiwany przez odpowiednie służby.
Ale członkowie Kościoła Wspólnota Życia w Chrystusie w Tucson w stanie Arizona nie mają wątpliwości, że to ich pastor Robert Park. Od pewnego czasu szykował się do męczeńskiej według jednych, a według innych samobójczej misji w Korei Północnej. Przewodnicy doprowadzili go do brzegu rzeki Tumen dzielącej
Chiny i Koreę Północną i sfilmowali, jak ją przekracza. Nie jest to trudne, bo w paru miejscach rzeka zamienia się w strumień, a w dodatku nie widać na niej żadnych drutów czy straży granicznej. Co roku rzekę przekracza tysiące ludzi szukających w Chinach pożywienia i pracy. Nikt nie udaje się jednak do Korei Północnej, gdzie panuje głód i morderczy reżim.
Według otoczenia pastora Parka ukazał mu się Bóg i powiedział, że ma on przynieść wolność i odkupienie Korei Północnej. Pastor zabrał list do dyktatora Kim Dzong Ila, w którym domaga się zamknięcia obozów, uwolnienia więźniów politycznych i przestrzegania praw człowieka.
- Jestem obywatelem amerykańskim - wołał Park, przekraczając granicę. - Niosę wam miłość Boga. Jego towarzysze usłyszeli na chińskim brzegu po jakimś czasie głosy, prawdopodobnie północnokoreańskich pograniczników.
Park jest trzecim obywatelem USA zatrzymanym w tym roku za przekroczenie granicy. W sierpniu byłemu prezydentowi Billowi Clintonowi udało się wywieźć z Pjongjangu po interwencji u Kim Dzong Ila dwie dziennikarki Laurę Ling i Eune Lee zatrzymane w kwietniu na granicy Chin i Korei Północnej.