To wspólna akcja Kościoła katolickiego i władz regionu, które z niepokojem notują, że opolan drastycznie ubywa, co wkrótce odbije się na rozwoju regionu.
Biskup Andrzej Czaja, ordynariusz opolski, ubolewa nad rozkładem śląskiej rodziny. I porównuje ojców pracujących na emigracji do Świętych Mikołajów, "którzy przywieźli prezenty na święta, ale na Trzech Króli rodzina nie ma już z nimi o czym rozmawiać".
- Sam prosiłem księdza biskupa o zainteresowanie się problemem wyjazdów naszych mieszkańców za granicę. Biskup zaproponował, że włączy się w akcję i w czasie odwiedzin duszpasterskich w okresie poświątecznym księża rozdadzą ulotki parafianom - mówi wicemarszałek województwa Józef Kotyś.
Urząd marszałkowski wydrukował 100 tys. ulotek. Bp Czaja wypowiada w nich swą ostrą tezę, a urząd kieruje do bazy internetowej, w której można znaleźć dokładne dane wszystkich instytucji, gdzie można szukać pracy, założyć firmę lub uzyskać pomoc w rozkręceniu działalności gospodarczej.
Szacuje się, że 150-200 tys. opolan pracuje na stałe lub czasowo za granicą. Efektem są tysiące rozbitych rodzin i tzw. eurosierot, czyli dzieci pozbawionych opieki jednego lub dwójki rodziców. W ubiegłym roku
GUS naliczył na Opolszczyźnie 9,7 tys. eurosierot. Opiekują się nimi dziadkowie, starsze rodzeństwo albo krewni.
Nikt nie zachęca wszystkich do powrotu, obiecując gruszki na wierzbie. - Trzeba ludziom mówić prawdę. Nie mamy dla nich 30 tys. miejsc pracy, chcemy jednak pokazać, co jesteśmy w stanie im zaoferować. Niech sprawdzą, czy nie znajdą u nas pracy - mniej płatnej, ale za to będą z rodziną. Może ktoś zdecyduje się skorzystać z pieniędzy unijnych i założy własny interes - mówi wicemarszałek Kotyś.
W ulotkach można też znaleźć adres bazy, umieszczono także informacje o działkach budowlanych: - Część ludzi, którzy wyjechali z Opolszczyzny przed laty, ma już niemiecką emeryturę. Chcemy, by zastanowili się, czy nie wrócić na starość do Polski - mówi Kotyś.
Czy uda się zmienić myślenie setek tysięcy ludzi, skoro wyjazdy za chlebem stały się już w Opolskiem tradycją i stylem życia? - Niech to będzie początek, taka zadra w duszy, nasz wyrzut sumienia - mówi psycholog społeczny Tomasz Grzyb. I podziwia, że biskup postanowił mówić o problemie emigracji w trakcie świąt, kiedy ma być miło i wesoło.
Rozmowa z ks. biskupem Andrzejem Czają
Arkadiusz Kuglarz: Dlaczego ulotka będzie rozdawana akurat w czasie kolędy? Bp. Andrzej Czaja: To dobry sposób dotarcia do wielu domów. Okres Bożego Narodzenia nastraja nas ciepło, zbliża i każe nam też bardziej dogłębnie porozmawiać na temat rodziny.
Kto ma być adresatem ulotki? - Rozłąka dotyka nie tylko tych, co emigrują zarobkowo. Nieraz ojciec, mama i dzieci są na co dzień pod jednym dachem, ale właściwie tylko ten dach i stół są dla nich wspólne. Tu rozłąką jest też życie bez komunikacji w rodzinie. Życie, w którym nie ma czasu jeden dla drugiego, gdzie trudno okazać miłość.
Ludzie i tak będą wyjeżdżać, jeśli na Opolszczyźnie nie będzie pracy. - Co powstrzymuje tego ojca, by wrócić? Przede wszystkim zaburzone relacje, czasami ten ojciec ma status - w cudzysłowie - św. Mikołaja. Przywozi pieniążki i prezenty. Czasami w drugi dzień świąt nie wiadomo już, co z nim zrobić. Wielu naszych chłopów doznaje trwogi egzystencjalnej - tam jest obcy, ale gdy to trwa dłużej, tu też staje się obcy, nie potrafi się odnaleźć. Tak samo jest pogubiona żona.
Jednak ludzie chcą żyć dostatnio. - W pogoni za tym co zewnętrzne zapominamy o rodzinie. Nasze dzieci, mimo że mają ojca, matkę, mają objawy choroby sierocej.