Dlaczego nie etat? Spytałam 40 przedsiębiorców do trzydziestki, dlaczego pogardzili etatami i założyli firmę.
Bo chcieli dowiedzieć się, ile są warci.
- Bo żeby iść na etat, to trzeba mieć jaja: pobudki o szóstej rano, harowanie dla kogoś i nadzieja, że na starość utrzyma cię
ZUS. Wolne żarty!
Bo już w przedszkolu nie mówili: będę strażakiem, ale: będę biznesmenem.
Bo nie cierpią, gdy się nimi dyryguje.
Bo pracują, kiedy chcą (czyli prawie non stop).
- Bo na etacie tracisz czas: żeby być kimś, musisz się zasiedzieć na kilka lat i dopiero jak masz staż, masz głos.
Bo własna działalność to niezależność i większe pieniądze.
Bo sami chcą decydować, czym się zajmą, a które zlecenia odrzucą.
Bo na etacie czuli, że potrafią więcej niż ich szef.
Własna firma to przygoda, a etat - stateczność.
Bo chcą, by za usługę klient dziękował im, nie ich przełożonym.
Bo tak młodym ludziom nikt na etacie nie zapłaci przyzwoicie.
- Bo uwielbiam dawać pracę!!! Szukać takich, co wsiądą do łódki i popłyną razem ze mną.
Bo przyszedł kryzys i ich CV nikt nawet nie czytał.
Ostatnie miesiące to prawdziwa eksplozja przedsiębiorczości. Badania Eurobarometru pokazują, że blisko połowa młodych Polaków chce mieć własną firmę.
Panna Lu: Na etacie się zmęczyłam Lu jest fotografką. Ma 24 lata. I rzeczywiście jest panną. Mieszka w Szczecinie. Używa pseudonimu, od kiedy wrzuciła pierwsze zdjęcie do sieci. We wrześniu nazwała nim swoją firmę. Ale do dziś nie szarżuje z nazwiskiem. Bo zbyt banalne. Promuje się więc jako Lu, przedstawia jako Lu, tylko gdy podpisuje umowę i ściska klientowi dłoń, cicho bąknie, że tak w ogóle to Bąk Karolina jest.
Tuż po studiach (Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu) dostała etat w sklepie internetowym. Wytrzymała chwilę. - Zmęczyłam się. Tyle pracy, tyle zleceń, wolnych sobót coraz mniej. Nie starczało czasu na robienie zdjęć. Rozdrabniałam się. I jeszcze ciągłe pretensje, że niechlujem jestem. Wyjście było jedno: własny biznes.