Podjechał pod kościół traktorem. Najwyraźniej prosto z pola - bo umorusany, we flanelowej koszuli, z zakasanymi rękawami. Traktor bez przyczepy, tylko dwa kubły za siedzeniem kierowcy. Jeden z narzędziami, drugi - z papierowymi rulonami.
Jest pochmurne popołudnie 18 maja 1989 roku. Toczy się kampania wyborcza. Do Pacyny w Płockiem przybyli kandydaci "S". Właśnie wyszli z kościoła, ze spotkania z mieszkańcami.
Rolnik schodzi z traktora, podchodzi do kandydata "S" na senatora. Nieśmiało i z respektem, bo kandydat jest znanym opozycjonistą z Warszawy. To Andrzej Celiński, niegdyś sekretarz samego Wałęsy. Rolnik cicho się przedstawia. Tłumaczy, że jest stąd i też kandyduje - ale z listy ZSL.
- Czy nie będzie panu przeszkadzało, jak porozwieszam tu na drzewach plakaty?
- Pan chyba żartuje! Przecież to pańska wieś, czemu pan mnie pyta?
Wyjmuje z kubła kiepsko odbite plakaty i rozkleja je na drzewach okalających gotycki kościół. Napisane, że nazywa się Waldemar Pawlak, ma 30 lat, jest przewodniczącym gminnej rady narodowej, gospodaruje na 17 hektarach.
Hasło ZSL na tamte wybory: "By nie było po staremu, dajmy szansę i młodemu".
Pawlak wejdzie do Sejmu w drugiej turze, dzięki rekomendacji "S". Tak postanowił Celiński.
- Po jakimś czasie dowiedziałem się, że on mnie nie znosi - wspomina Andrzej Celiński. - Powinienem się wkurzyć, bo potraktowałem go życzliwie. Ale mnie jego kompleksy śmieszyły.
Jacek Żakowski nazwał kiedyś tamtego Pawlaka, posługując się informatyczną terminologią, Pawlakiem 1.0.
Uległy czy przebiegły Pawlak 2.0 już się pozbył kompleksów. I w ogóle bardzo się zmienił, stał się politykiem przewidywalnym. Czasem bywa dla premiera Tuska problemem, ale to normalne rozgrywki koalicyjne, pozbawione klasowego napięcia jak w latach 90.
Na posiedzeniach rządu odzywa się tylko zapytany. Jakby dawał do zrozumienia: wy tu rządzicie. Ja tylko uprawiam swoje poletko i dajcie mi spokój. Poletkiem jest
Ministerstwo Gospodarki - resort rozległy, choć drugorzędny.
- Jest w Pawlaku coś w rodzaju atawistycznej uległości wobec przywódcy. Nigdy Tuskowi otwarcie się nie postawił. Jedynie daje do zrozumienia, na czym mu zależy, i zazwyczaj to dostaje - ocenia współpracownik premiera.
- Waldek jest uparty i przebiegły - można też usłyszeć. - Zapowiada, że coś zrobi, a potem sprawa tygodniami czeka. Przeciąga ją z premedytacją, tak zaznacza swoją pozycję.
Rok temu szalał globalny kryzys i Pawlak podjął próbę zmiany swej pozycji. Zażądał unieważnienia opcji walutowych, co było pomysłem ekstrawaganckim. Usłyszał twarde weto ze strony Tuska. I tak jest zawsze, gdy wicepremier próbuje się rozepchnąć. W sprawach gospodarczych Tusk ufa opiniom Jacka Rostowskiego i Michała Boniego. Pawlak nie ma szans z nimi konkurować.
Współpracownik Tuska: - Jednak Donald lubi Pawlaka słuchać. Uważa, że bije od niego chłopska racjonalność.
Znają się od lat, choć nigdy nie byli bliskimi znajomymi. Są z tego samego pokolenia (szef PO jest o dwa lata starszy). Na początku lat 90. Tusk podkreślał, że gdy odejdą wielcy liderzy urodzeni w latach 30. i 40., nadejdzie czas jego i Pawlaka.
Ich kariery układały się w podobną sinusoidę: mocne wejście na scenę na początku lat 90., pod koniec dekady głębokie wycofanie się, wreszcie nieoczekiwany powrót na szczyt.