Rozmowa z Alim, dziennikarzem z Teheranu (prosił o niepodawanie nazwiska, bo boi się represji)
Ludwika Włodek-Biernat: W niedzielę 27 grudnia w Iranie zginęło od ośmiu do 15 osób. To pierwsze od letnich protestów po wyborach tak brutalne starcie sił porządkowych z demonstrantami.
- Rząd traci kontrolę nad sytuacją. Ucieka się do przemocy, bo to ostatnia rzecz, jaka mu została. Ale ludzie już się nie boją. Przez ostatni tydzień, od śmierci ajatollaha Montazeriego [duchowy autorytet opozycji umarł w wieku 87 lat], demonstracje trwały dzień w dzień. I to nie tylko w Teheranie, ale także w innych miastach Iranu, nawet w uchodzących za bastiony konserwatyzmu Kum i Maszhadzie.
Wczoraj byłem w szpitalach, widziałem setki rannych. O desperacji rządzących świadczy, że strzelali do ludzi w szyickie święto Aszury. To niebywałe. Nigdy dotąd żaden rząd muzułmańskiego kraju nie odważył się użyć przemocy tego dnia. Nawet reżim szacha, który nie przywiązywał wagi do religii. W święto Aszury zabijała dotąd tylko sunnicka Al-Kaida w Iraku. Jeden zabity w święto Aszury to jak tysiąc zabitych w zwykły dzień. Polegli w ten dzień automatycznie stają się męczennikami.
Wśród zabitych jest Said Ali Musawi, bratanek przywódcy opozycji. Czy to możliwe, że był przypadkową ofiarą?
- Ależ skąd. To było zabójstwo na zlecenie. Snajper wytropił go w tłumie. Dziś ze szpitala zginęło jego ciało. Ludzie związani z reżimem wykradli je, bo nie chcieli, by pogrzeb stał się kolejną okazją do manifestacji.
Dziś też jest niespokojnie w Teheranie?
- Trwa fala aresztowań. Zamknięto bardzo ważne dla opozycyjnego ruchu postacie, jak Ibrahim Jazdi, przywódca Irańskiego Ruchu Wolności, czy obrońca praw człowieka Emad Baghi. Już w niedzielę aresztowano około 300 osób.
Co będzie dalej?
- Antagonizm pomiędzy opozycją a rządzącymi jest już tak poważny, że nic nie zatrzyma konfrontacji. Ta władza trzyma się jedynie siłą. Nie jestem aż tak naiwny, by myśleć, że nie starczy jej lojalnych współpracowników gotowych zabijać Irańczyków. Tacy ludzie zawsze się znajdą. Rząd może też sprowadzić do pomocy bojowników z libańskiego Hezbollahu.
Podejrzewam, że dojdzie w końcu do aresztowania przywódców opozycji, czyli Mir Hosejna Musawiego i Mehdiego Karubiego. Zabici mogą iść nie w dziesiątki, jak to było do tej pory, ale w setki, a nawet tysiące. W niedzielę demonstranci po raz pierwszy nie poprzestali na biernym oporze wobec rozganiających ich służb. Zajęli i podpalili posterunek milicji. Przemoc po obu stronach będzie narastać, bo ludzie są zdesperowani, a rząd nie ma już żadnych innych kart w ręku poza przemocą. Nadchodzi kolejna rocznica rewolucji, myślę, że na przełomie stycznia i lutego Iran znów zawrze.
Źródło: Gazeta Wyborcza