http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lustracja Grynberga w Trybunale

Jacek Harłukowicz
2009-12-29, ostatnia aktualizacja 2009-12-29 07:59

Przepisy ustawy o IPN odmawiające posądzanym o współpracę z bezpieką wglądu do materiałów zgromadzonych na ich temat są niezgodne z konstytucją - uważa pisarz Henryk Grynberg.

Henryk Grynberg
Fot. Lukasz Giza / AG
Henryk Grynberg
Grynberg to autor książek m.in. "Dziedzictwo", "Drohobycz, Drohobycz" czy "Uchodźcy". W twórczości porusza wątki Holocaustu i losów polskich Żydów.

1 grudnia 2006 roku w oparciu o materiały z IPN "Życie Warszawy" oskarżyło go o współpracę z wywiadem PRL. Według przytoczonych dokumentów miał zostać zwerbowany jako 20-letni student dziennikarstwa 11 października 1956 r. i współpracować przez kolejne 13 lat. W aktach nie było śladu, że donosił na kolegów z Teatru Żydowskiego, z którym związał się po studiach.

Po tej publikacji pisarz przyznał, że podpisał zobowiązanie do współpracy. Prostował jednak, że było to zobowiązanie do współpracy z UB, a nie SB, a do jego podpisania został zmuszony szantażem i zrobił to, by pomóc rodzinie w wyjeździe do Izraela.

- Moje kontakty trwały nie dłużej niż pół roku i były pozorowaniem współpracy. Gdy dalsze pozorowanie stało się niemożliwe, przestałem stawiać się na spotkania i nie miałem więcej żadnego tego rodzaju kontaktu z wywiadem UB czy SB - wyjaśniał trzy lata temu Henryk Grynberg.

Od tego czasu toczy walkę o wgląd w zgromadzone przez IPN dokumenty na swój temat. Bezskutecznie.

Najpierw ich udostępnienia odmówił mu IPN. Powołał się na przepis pozwalający odmówić pokazania materiałów, "z których treści wynika, że wnioskodawca był traktowany przez organy bezpieczeństwa jako tajny informator lub pomocnik przy operacyjnym zdobywaniu informacji".

Identycznie brzmiący przepis w 2007 r. Trybunał Konstytucyjny uznał za sprzeczny z konstytucją. Przez swoją niejasność i wprowadzenie kryterium subiektywnej oceny pozwalał IPN-owi na dowolną ocenę, kogo PRL-owskie służby bezpieczeństwa "traktowały" jak tajnego współpracownika, chociaż tak go nie zarejestrowały.

Ten sam przepis występował w ustawie o IPN w dwóch miejscach, ale Trybunał usunął go tylko z jednego. Dlatego IPN dalej mógł go stosować - i tak robił. A wojewódzki sąd administracyjny, do którego odwoływali się ludzie dotknięci niekonstytucyjnym przepisem, przyznawał IPN-owi rację: ma prawo stosować przepis, który obowiązuje.

Jednym z pokrzywdzonych jest właśnie Grynberg. W kwietniu br. pełnomocnik pisarza mec. Stanisław Pelczar złożył skargę konstytucyjną do Trybunału. Pod koniec listopada Trybunał wprowadził sprawę Grynberga do porządku obrad, ale nie ustalił jeszcze daty rozprawy.

- W wyniku ustawy o IPN w Polsce istnieje cała grupa ludzi traktowana jak obywatele drugiej kategorii, do której zaliczono i mnie. Nie chcę się na to godzić - argumentuje Grynberg.

Przepis uważa za sprzeczny z konstytucyjnym prawem do sprawiedliwego sądu i dostępu do informacji gromadzonych o obywatelu przez władze.

Do Trybunału skarży też artykuł 31 ustawy o IPN, który mówi, że Instytut może nie uzasadniać decyzji o odmowie dostępu do materiałów, jeśli mogłoby to utrudnić ewentualną lustrację wnioskodawcy. W takich sytuacjach IPN często korzysta z tego przepisu, opierając się na założeniu, że każdy może w przyszłości pełnić jakąś funkcję publiczną objętą lustracją. Nie powinien więc wiedzieć, co jest w jego teczce, by ewentualnie dało się go przyłapać na kłamstwie w oświadczeniu lustracyjnym.

Grynberg zaskarżył również art. 32, według którego skargę na odmowę udostępnienia akt IPN sąd administracyjny rozpatruje na posiedzeniu niejawnym i nie uzasadnia wyroku, jeśli skargę oddali.

Mec. Pelczar: - Zaskarżone przepisy przypominają sąd kapturowy. Nawet w najbardziej drastycznych sprawach karnych, które toczą się przy drzwiach zamkniętych, ogłoszenie wyroku następuje jawnie, a strony mają możliwość zapoznania się z argumentacją sądu w pisemnym uzasadnieniu.

Od lata br. w Trybunale Konstytucyjnym czeka na rozpatrzenie pytanie prawne Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w sprawie przepisu o nieudostępnianiu dokumentów, "z których treści wynika", że pytający "był traktowany" przez służby specjalne PRL jako tajny współpracownik.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    45 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':