W przerwie przesłuchania Wassermanna, posła
PiS, prezydium komisji hazardowej ujawniło opinię Biura Analiz Sejmowych. To odpowiedź na pytanie, czy poseł będący świadkiem komisji może być jednocześnie jej członkiem.
Z opinii wynika, że nie: "Osoba występująca przed komisją w roli świadka traci zdolność do bycia członkiem komisji". Dokument dalej stwierdza, że po złożeniu zeznań poseł nie może być wybrany do komisji.
Co teraz zrobi PiS? Opinia jest bardziej jednoznaczna niż ta, na podstawie której 4 grudnia z komisji wykluczono Wassermanna i jego partyjną koleżankę Beatę Kempę.
Ich przesłuchania miały wykazać, czy mogą zasiadać w komisji, czy też jako członkowie rządu, którzy brali udział w pracach nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych (komisja bada nieprawidłowości przy nowelizacji w latach 2003-09), są w tej sprawie stronniczy.
Przed świętami zapowiadano, że po zeznaniach mogą zostać do komisji ponownie wybrani. Kempa z Wassermannem domagali się jak najszybszego przesłuchania, a PiS zapowiadał, że zgłosi ich ponownie jak kandydatów. Opinia sejmowych prawników przesądza, że już samo wystąpienie w charakterze świadka komisji eliminuje posła z jej składu.
Wassermann powiedział, że "czegoś takiego się spodziewał".
Co teraz zrobi PiS? Rzecznik klubu tej partii Mariusz Błaszczak nie potrafił odpowiedzieć: - Zobaczymy. To kolejna polityczna zagrywka posłów PO. Skompromitowali się, przesłuchując Zbigniewa Wassermanna, więc znaleziono kolejny sposób, żeby komisja nie zajmowała się tym, czym powinna.
Wassermann: Przepraszam Polaków Wassermann był przesłuchiwany od godz. 13 do wieczora. Zaczął od oświadczenia.
Powiedział, że jako koordynator służb specjalnych w rządzie PiS miał ustawowy obowiązek opiniowania projektów ustaw, i mówił, że inni posłowie komisji również zetknęli się z pracami nad tą nowelizacją. - Uczestnictwo w procesie opiniowania ustaw nie jest przesłanką do wykluczenia. Może nią być tylko zarzut naruszenia bezstronności lub działania w czyimś interesie. Nie może być tak, że za wykonywanie swoich obowiązków wyklucza się posłów z komisji - mówił. - Zajmuję miejsce panów Chlebowskiego, Drzewieckiego i Sobiesiaka - oświadczył, nawiązując do polityków PO (Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego), których kontakty z przedstawicielem biznesu hazardowego Ryszardem Sobiesiakiem doprowadziły do powstania komisji.
Dalej Wassermann mówił: - Jestem gotów zeznawać, ale przy okazji chciałbym przeprosić Polaków, że nie dane mi było uczestniczyć w wyjaśnieniu tej sprawy, że nie mogłem zapobiec manipulacjom, że ci, którzy naprawdę powinni ponieść odpowiedzialność, chodzą z podniesionym czołem. Polacy są sądem, którego nie da się zastraszyć, przekupić i okłamać.
Wassermann i nowelizacja Przesłuchujący Wassermanna posłowie PO odpowiedzieli na te słowa. - Czy pan jest w stanie powiedzieć, w czyim interesie działali Chlebowski i Drzewiecki? Czy składali wnioski do nowelizacji? Na jakiej podstawie twierdzi pan, że został pan wyłączony z komisji niezgodnie z prawem? Czy przeprosi pan też Polaków za działania Przemysława Gosiewskiego [szef komitetu stałego Rady Ministrów za rządów PiS] wokół tej ustawy?- pytał Sławomir Neumann.
Potem pytali Wassermanna o sprawy, kiedy mógł mieć związek z nowelizacją ustawy.
Pierwsza dotyczy opinii o projekcie nowelizacji, jaką w 2007 r. miało CBA. W dokumencie ówczesny szef Biura
Mariusz Kamiński zwrócił uwagę, że w projekcie nie ma zapisu o zwolnieniu z podatków wideoloterii.
Wassermann jako koordynator specsłużb dostał dokument z CBA, ale uwagi nie przekazał do resortu finansów, które zbierało opinie. - Ta uwaga nie powinna się znaleźć w opinii CBA, dlatego jej nie uwzględniłem - odpowiedział. Dodał, że nie badał, skąd takie zdanie wzięło się w opinii CBA.
Druga sprawa dotyczy notatki Gosiewskiego z czerwca 2006 r. Stwierdza, że departament gier Ministerstwa Finansów (zajmujący się nowelizacją) jest "uwikłany". Notatka nie precyzuje, o co chodzi. Wiadomo tylko, że miało to wyjaśnić CBA. - Nigdy się z tą notatką nie spotkałem- mówił Wassermann.
Trzeci wątek to analiza CBA powstała rok później - w czerwcu 2007 r. Biuro skrytykowało sposób prowadzenia prac nad nowelizacją przez rząd PiS. Zwracało uwagę, że włączeni w nią są przedstawiciele Totalizatora Sportowego forsujący korzystne dla siebie zapisy. - Nie pokazywano mi tej analizy - powiedział Wassermann. I podważył wartość dokumentu, określając go jako "tak zwaną analizę".- To byłby raczej powód do wstydu niż do chwalenia się. To są wybrane fragmenty anonimów przesyłanych przez tych, którzy walczyli o pozycję na rynku hazardowym - ocenił.