-
Chiny mają długą historię odraczania egzekucji w ostatniej chwili - mówiła Sally Rowen, rzeczniczka organizacji Reprieve walczącej o życie Akmala Szaika. - Zdarza się, że skazańcy już prowadzeni na miejsce egzekucji są zawracani.
Wykonanie wyroku chińskie władze wyznaczyły na dziś rano. 53-letni Akmal Szaik, obywatel brytyjski pochodzenia pakistańskiego, miał zostać wyprowadzony z celi w Urumczi w zachodnich Chinach, zmuszony do uklęknięcia, a potem otwarcia ust. Jeśli egzekucja zostanie poprawnie przeprowadzona, kula wypadnie przez usta w chwili, gdy ciało straconego osunie się na ziemię.
Taka metoda sprawia, że twarz zabitego pozostanie nieuszkodzona. Chirurdzy natychmiast pobierają od niego rogówki oczu - w Chinach więźniowie są głównym źródłem organów na przeszczepy.
Jeśli dojdzie do egzekucji, Szaik będzie pierwszym obywatelem Europy straconym w Chinach od 50 lat. Dramat ma też polski wątek. Jak ujawniła wczoraj "Polska. The Times", Brytyjczyk skazany za handel heroiną od lat mieszkał w Lublinie, ożenił się z Polką i ma z nią dwójkę nieletnich dzieci. Kilka lat temu para rozstała się.
Szaik o czekającej go egzekucji dowiedział się od krewnych, ale "ma jeszcze nadzieję na ratunek" - powiedzieli kuzyni Akmala, którym wczoraj - po dwóch latach - pozwolono spędzić z nim godzinę w szpitalu w Urumczi. Szaik trafił tam w związku z podwyższonym ciśnieniem krwi.
"Błagamy chińskie władze o miłosierdzie i łaskawość, by pomóc w połączeniu się tej zrozpaczonej rodziny - oświadczyli kuzyni. - Jesteśmy głęboko przekonani, że nie działał on racjonalnie i potrzebuje leczenia".
Z raportu zamówionego przez Reprieve wynika, że Akmal cierpi na psychozę maniakalno-depresyjną. - W skrajnej postaci powoduje ona utratę kontaktu z rzeczywistością - tłumaczył rzecznik brytyjskiego stowarzyszenia pomocy chorym na psychozę.
W listopadzie chiński sąd najwyższy, ostatnia instancja, do której można się odwołać, uznał, że Szaik jest zdrowy na umyśle i wiedział, co robi, przemycając 4 kg heroiny. Według chińskiego prawa kara śmierci może być wymierzona już za posiadanie 50 g narkotyku.
Brytyjski
dziennik "Daily Mail", który prześledził sprawę Akmala, rysuje portret człowieka o skomplikowanym życiorysie, skłóconego z otoczeniem, popadającego w długi, kobieciarza. W Polsce, gdzie skończył jako bezdomny, stan jego zdrowia psychicznego miał się pogorszyć.
Rodzina Akmala, który jest muzykiem, tłumaczy, że w 2008 r. padł on ofiarą gangu przemytników, gdy mieszkał w Lublinie i nie miał grosza przy duszy. Dwa lata temu został zwabiony do Chin przez dwóch mężczyzn, którzy obiecali pomóc mu w nagraniu singla o pokoju na świecie oraz w karierze. Jeden z nich, Polak o pseudonimie Carlos, kupił mu bilet lotniczy do Tadżykistanu. Tam gangsterzy mieli poprosić go, by przewiózł walizkę do Urumczi. Jak się okazało, były w niej narkotyki.
Proces przed sądem w Urumczi trwał niecałe pół godziny, wyrok śmierci był pewny, bowiem Chiny bezwzględnie stosują zasadę "zero narkotyków", co roku skazując setki osób na najwyższy wymiar kary (statystyki są tajne).
- Handel narkotykami jest uważany za poważną zbrodnię na całym świecie, społeczeństwo żywi głęboką nienawiść do handlarzy - powiedział wczoraj rzecznik ambasady chińskiej w Londynie. - Heroina, jaką przemycał Szaik, mogła zabić 26 800 osób.
Dlatego Chiny są głuche na zabiegi brytyjskiego rządu od roku starającego się o ułaskawienie Szaika. Pekin właśnie odrzucił apel wystosowany przez premiera Gordona Browna.