Msza w Chojnie-Błotach Wielkich o godz. 15 była wczoraj wyjątkowa. Przed ołtarzem stanęła Wioletta Woźna (po mszy już Szwak) w garsonce i Władysław Szwak w garniturze. Wzięli ślub, a ich córka Róża została ochrzczona. Przyszli krewni i sąsiedzi. - I stacje telewizyjne, i dziennikarze z różnych gazet - dodaje sołtys Jarosław Mikołajczyk. Bo historię tej rodziny śledziła cała Polska. W sierpniu sześć dni po narodzinach pani Wioletcie odebrano córeczkę. Różę dostała rodzina zastępcza. Zdaniem sądu w domu były złe warunki, bałagan, matka nieporadna, a ojciec stary. Wiolettę i Władysława w walce o dziecko wsparli sąsiedzi, proboszcz, sołtys,
szkoła i opieka społeczna, interweniował rzecznik praw dziecka. Ludzie z całej Polski słali paczki. Po dwóch miesiącach sąd tymczasowo oddał rodzicom Różę.
Wczoraj przed ołtarzem Wioletta i Władysław cały czas się uśmiechali. - Po uroczystości jakby kamień spadł im z serca. Bo pani Wioletta od dawna namawiała Władka na ślub - zdradza sołtys Mikołajczyk. I dodaje: - Ksiądz proboszcz piękne, dobitne kazanie wygłosił. O roli rodziny, o szczęściu i wytrwałości pani Wioletty i Władka.
Po ślubie u Szwaków odbyło się skromne przyjęcie z obiadem. Najlepszym prezentem ślubnym byłaby dla nich decyzja sądu, że nikt już ich nie rozdzieli. Rodzinę nadzoruje kurator, nie ma jeszcze terminu rozprawy, która rozstrzygnie o losie Róży i trójki jej starszego rodzeństwa. - Obiad codziennie jest na czas, okna na święta umyte, dzieci zdrowe, idzie ku lepszemu - opiekunki z pomocy społecznej z Wronek chwalą Szwaków. Innego zdania są sądowe kuratorki. - Nadal bałagan. Rodzina nie jest wydolna i trzeba ją wspomagać - mówi rzecznik Sądu Okręgowego w Poznaniu Joanna Ciesielska-Borowiec. - Ale Różyczka jest zadbana, rozwija się dobrze, nikt tego nie kwestionuje - dodaje.