Dopalacze to pigułki, najczęściej pobudzające. Na początku roku inspektorzy służby celnej i skarbówki weszli do 40 sklepów. Szukali nieprawidłowości w dokumentach, by zablokować handel. Z hurtowni pod Poznaniem
policja zabrała 60 tys. dopalaczy. Były spisywane cały rok.
W tym czasie posłowie nowelizowali ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii. Rozszerzyli listę zakazanych substancji. Ale gdy dopalacze konfiskowała policja, substancje były legalne. Po zmianie prawa pojawiły się kolejne o zmienionym składzie. Śledczy szukali więc innych paragrafów, np. stanowienie zagrożenia dla życia i zdrowia. Znaleźli chorych ze skutkami ubocznymi dopalaczy. Ale biegli orzekli: nie da się wykazać, że sprzedawcy sprowadzili zagrożenie. Bo pouczają, że dopalacze nie są do spożycia. Takie ostrzeżenia są na opakowaniach. Sanepid też więc nie może ich ścigać.
- W starciu z dopalaczami jesteśmy bezradni - podsumowuje prok. Jacek Bedryj, który dziś umorzy sprawę.