Dowiedz się kim jest niedoszły zamachowiec
Gdyby plan 23-letniego Umara Farouka Abdulmutallaba się powiódł, lecący z Amsterdamu airbus A-330 linii Delta z 289 osobami na pokładzie runąłby w płomieniach kilkadziesiąt kilometrów od lotniska w Detroit. Nigeryjczyka obezwładniła załoga i współpasażerowie, którzy najpierw myśleli, że próbował odpalić fajerwerki.
Abdulmutallab rozpoczął swą podróż w Lagos w rodzinnej Nigerii, skąd poleciał do Amsterdamu i tam przesiadł się do airbusa. Zanim samolot po 19 godzinach lotu zaczął schodzić do lądowania, Nigeryjczyk poszedł do toalety. Wyszedł z niej owinięty kocem, tłumacząc, że boli go brzuch. W rzeczywistości w toalecie rozpiął spodnie, by dostać się do przymocowanej do nogi bomby. Gdy wrócił na miejsce sięgnął po strzykawkę, a jej zawartość po cichu wstrzyknął do ładunku wybuchowego, by ją w ten sposób zdetonować.
Pasażerowie opowiadali, że spod koca, którym przykryty był Nigeryjczyk, najpierw dobiegało bulgotanie, a potem dym. Później w kabinie rozległ się huk podobny do odgłosu pękającego balonu lub małej petardy. Bomba jednak nie wybuchła, tylko zaczęła się palić. - Co pan robi - krzyknęła jedna z pasażerek w kierunku Abdulmutallaba. - Pali się - zaczął krzyczeć ktoś inny.
Siedzący w tym samym rzędzie co Nigeryjczyk Jasper Schuringa, 32-letni Holender, w ułamku sekundy, przeskakując fotele, rzucił się na zamachowca. - Zobaczyłem, że facet się nie rusza, ma rozpięte spodnie a między nimi palący się przedmiot - opowiadał Schuringa CNN. Holender jedną ręką trzymał krzyczącego zamachowca, a druga próbował gasić płonącą bombą. Ogień zgasiła dopiero stewardesa, która przybiegła z małą gaśnicą.
Schuringa zdarł z obezwładnionego zamachowca ubranie i sprawdził, czy nie ma gdzie indziej ukrytych innych bomb. Terrorysta przez cały czas był dziwnie otumaniony, jakby nie dowierzał temu, że bomba, którą wiózł tyle godzin, nie wybuchła. Po wylądowaniu w Detroit został zatrzymany. W niedzielę został oficjalnie oskarżony o próbę dokonania zamachu, za co grozi w
USA nawet kara dożywocia.
Amerykańskie media podają, że terrorysta ma poważnie poparzone nogi, ale mimo to składa obszerne zeznania. Gdy airbus szczęśliwie wylądował w Detroit, cała Ameryka odetchnęła z ulgą, a Holendra Schuringę okrzyknięto bohaterem.
Szybko jednak pojawiły się niepokojące pytania o to, kto stoi za atakiem. Wiele wskazuje na to, że jest to rosnący w siłę odłam Al-Kaidy z Jemenu. To właśnie do tego kraju uciekają ścigani przez Amerykanów terroryści z Pakistanu czy Afganistanu. W Jemenie mogą liczyć za to na bezkarność. Do tej pory jemeńska Al-Kaida na celownik brała zagranicznych turystów zapuszczających się do ich kraju.
W listopadzie okazało się jednak, że jemeński terrorysta Anwar Al-Aulaki utrzymywał kontakt z majorem US Army, który zabił trzynastu kolegów - żołnierzy w Fort Hood w Teksasie. Al-Aulaki miał też znać Abdulmutallaba.
O tym, że młody Nigeryjczyk ma związki z terrorystami, Amerykanie wiedzieli od dawna. Według nigeryjskiej gazety "This Day" jego ojciec zaniepokojony narastającym fanatyzmem religijnym syna już w połowie roku pojechał do ambasady USA w Abudży, by przestrzec Amerykanów. Ostrzegł też nigeryjskie służby bezpieczeństwa. Amerykanie wpisali Abdulmutallaba na listę potencjalnych terrorystów, ale nie cofnęli mu wydanej w zeszłym roku wizy.
Bombę wraz z instrukcją niedoszły zamachowiec miał zresztą kupić również w Jemenie. - To bardzo skomplikowane urządzenie. Zaskoczyło nas - mówił w niedzielę o ładunku Peter King, republikański kongresman z komisji ds. terroryzmu.
Eksperci z laboratorium FBI w Quantico odkryli w jego resztkach ślady PETN, bardzo silnego materiału wybuchowego stosowanego m.in. w zapalnikach min przeciwczołgowych. W ten sam sposób równo osiem lat temu Richard Reid próbował wysadzić samolot lecący z Paryża do Miami. Ukryta w bucie bomba również nie wybuchła.
Nie wiadomo, w jaki sposób Abdulmutallabowi udało się przemycić ładunek wybuchowy na pokład samolotu. Jak się okazało, Nigeryjczyka kontrolowano jedynie na lotnisku w Lagos. Gdy już dotarł do Amsterdamu, nie opuszczał terminalu i w związku z tym nie musiał po raz drugi przechodzić przez bramki.
Nikt nie zwrócił uwagi na to, że Nigeryjczyk ma wykupiony bilet tylko w jedną stronę. Władze obydwu lotnisk odżegnują się od odpowiedzialności, ale wiadomo, że nieudany zamach zaciąży na ich reputacji. Holenderskie procedury bezpieczeństwa ma prześwietlić Komisja Europejska.
Nieudany zamach postawił na nogi siły specjalne w USA i Europie. Scotland Yard przeszukiwał
mieszkania w Londynie, w których mogli mieszkać znajomi Abdulmutallaba z czasów jego studiów na londyńskim University College. Na amerykańskich lotniskach od razu zaostrzono środki bezpieczeństwa.
Wczoraj na trasie Amsterdam - Detroit obsługiwanej przez Deltę znowu było niespokojnie. Załogę zaalarmował jeden z pasażerów, który podobnie jak Abdulmutallab na długi czas zamknął się w łazience, a potem zachowywał się agresywnie. Po wylądowaniu samolotu pasażera aresztowano.