http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tacy jak my, ale inni

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2009-12-24, ostatnia aktualizacja 2009-12-24 08:54

Osoby niepełnosprawne intelektualnie są takie same jak my, tylko mniej sprawnie myślą - taką opinię podziela tylko 28 proc. Polaków

ZOBACZ TAKŻE
Większość z nas krzywdzi ich swoją oceną. Dla ponad połowy z nas, osoby niepełnosprawne intelektualnie to "upośledzeni umysłowo", "opóźnieni w rozwoju". Prawie 40 proc. utożsamia je z "chorymi psychicznie", co trzeci - z osobami o "niższym poziomie inteligencji", z "zespołem Downa", "uszkodzonym mózgiem". Często odpowiadamy też, że to osoby, które nie radzą sobie w życiu, nienormalnie się zachowują, a nawet - że mają widoczne deformacje ciała (8 proc. odpowiedzi).

Badania, jakie firma Millward Brown przeprowadziła dla organizatorów Europejskich Letnich Igrzysk Olimpiad Specjalnych, które w 2010 r. odbędą się w Polsce, wskazują, jak niewiele wiemy o ludziach niepełnosprawnych intelektualnie. A żyją przecież wokół nas i tak jak my muszą sobie radzić ze zwykłymi ludzkimi problemami. Aż 72 proc. ankietowanych odpowiada, że nigdy nie poznało kogoś niepełnosprawnego intelektualnie.

Miłosz Pawlik, wieloletni wolontariusz w Stowarzyszeniu Rodzin i Przyjaciół Osób z Upośledzeniem Umysłowym "Chata z pomysłami", prowadził tam zespół muzyczny: - Doświadczenie współpracy z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie jest dla mnie niezwykle ważne zarówno w sensie tworzenia muzyki, jak i spotkania z drugim człowiekiem - opowiada.

- Pasjonujący jest proces, w którym odkrywamy muzykę przez wspólne bycie, gdzie efekt w postaci brzmienia, utworu, jakiegoś tematu jest sumą wrażliwości i pasji. Wspólne muzykowanie z osobami niepełnosprawnymi, bycie razem na scenie to dla mnie momenty odkrywania takiego pozytywnego szaleństwa. Jest w nich zapał, energia. Oni robią wszystko z ogromnym zaangażowaniem Właśnie ta ich siła, witalność jest taka uderzająca. Żyją całym sobą - dodaje.

Według badań dla ELIOS Polacy dysponują całym wachlarzem uprzedzeń do osób niepełnosprawnych intelektualnie. 9 proc. badanych uważa wręcz, że są oni "karą za grzechy rodziców" albo, że "można się od nich zarazić". 19 proc. twierdzi, że rodzice się ich wstydzą. Co czwarty z nas ocenia, że zachowują się w odpychający sposób, są nieprzewidywalni, dziecinni i nie kontrolują emocji.

Przy okazji badań fundacja Europejskie Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych 2010 wydała kalendarz. Autorem zdjęć do niego jest Mikołaj Grynberg. - Praca nad kalendarzem to było wyjątkowe doświadczenie. Założyłem sobie, że udane zdjęcie to będzie takie, na którym nie będziemy wiedzieli, kto jest niepełnosprawnym, a kto sprawnym - mówi "Gazecie".

Opowiada, że podczas tej sesji było wiele trudnych momentów. - Ci nasi celebryci sprawni musieli pokonać swoje obawy i niepokoje związane z kontaktem z niepełnosprawnym. Upośledzeni sportowcy także mieli wiele wewnętrznych przeszkód do przebycia. I ja też miałem wysoko postawioną porzeczkę. Nie zamierzałem ingerować w spotkania bohaterów zdjęć. Chciałem się im przyglądać. Pamiętam pierwsze zdjęcia. Lidia Stadler i Maja Włoszczowska. Lidia, dziewczyna z zespołem Downa, gdy tylko zobaczyła Maję, od razu się do niej przytuliła. A sportsmenka od razu zaakceptowała tę bliskość i spontaniczność dziewczyny.



* Prawie połowa Polaków - 48 proc. - uważa, że życie niepełnosprawnych jest dla nich samych cierpieniem, a 46 proc., że są ciężarem dla rodziców.

Marek ma już prawie trzydziestkę.

- Moje upośledzenie jest niewielkie, skończyłem szkołę. Tylko matury nie mam. Ale i tak nikt nie chce do pracy "downa" - mówi. - Czasami dorabiam.

Teraz jednak nie ma na to czasu. Na ukochane seriale telewizyjne też. Pomaga chorej matce. Ojciec odszedł, gdy był mały. - Mama miała wypadek samochodowy. Chodzi o kulach - wyjaśnia Marek. - Teraz przestała nawet wychodzić na ulicę.

Marek rano wychodzi z psem, robi dla obojga śniadanie. Potem sprząta.

- Mama podpowiada mi co i jak. Nauczyłem się prasować, ale garnki ciągle przypalam. Postawie i pójdę do pokoju oglądać telewizję i już jest dym. Mama się nie złości. Przecież ja je myję - śmieje się Marek.

Obiady gotuje im ciotka. Musi jeździć do niej z warszawskiej Saskiej Kępy na Powiśle co drugi dzień.

- Zawsze dzwonię do domu, kiedy wracam. Żeby się mama nie denerwowała. Raz tylko się zagadałem. Ale się martwiła.

Do niedawna Marek chodził codziennie na warsztaty terapeutyczne. Teraz tylko dwa razy w tygodniu.

- Bardzo je lubię, ale mama, mówi, że jestem jej bardzo potrzebny. To dobrze. Nie chcę być taki nie wiadomo po co.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':