Kodeks ma regulować relacje polityków PO z biznesem. To zbyt bliskie kontakty liderów Platformy - ministra sportu Mirosława Drzewieckiego i szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego - z przedsiębiorcami wpędziły partię w tarapaty. Po ujawnieniu sprawy hazardowego lobbingu kierownictwo klubu Platformy poleciło Jarosławowi Gowinowi przygotować kodeks etyczny. Propozycje ma przedstawić pod koniec stycznia.
- Musi być jasne, co politykom wolno, a czego nie - mówi "Gazecie" Gowin. - Jeśli poseł lub członek jego rodziny ma firmę, która ubiega się o publiczne kontrakty, ten fakt musi być ujawniony. Władze klubu zdecydują, czy poseł będzie mógł pracować nad ustawą, która może dotyczyć tego przedsiębiorstwa.
Jak wyjaśnia Gowin, kodeks będzie składał się z trzech części: kanonu wartości, które powinny przyświecać politykom PO, zbioru zasad, jak się powinni zachowywać parlamentarzyści, oraz reguł normujących relacje ze światem biznesu.
- Chodzi o to, by pokazać, jakie zachowania są niedopuszczalne, np. rozmowy na cmentarzu. Ale wskażemy też parlamentarzystom, że tworząc ustawy gospodarcze, mają obowiązek konsultować się z przedsiębiorcami. Przepisy nie mogą być oderwane od rzeczywistości - tłumaczy Gowin.
Jeśli jego propozycje zaakceptuje kierownictwo klubu, mogłyby wejść w życie wiosną.
Gowin proponuje, by wszystkie kontakty parlamentarzystów z lobbystami były rejestrowane. Do tej pory - zgodnie z ustawą lobbingową - musieli je ujawniać tylko ministrowie i wiceministrowie (adnotacją w Biuletynie Informacji Publicznej). Niewykluczone, że również parlamentarzyści zostaną dopisani do ustawy, której nowelizację zapowiedział w związku ze sprawą hazardowego lobbingu premier.
Jarosław Gowin chce też, by w klubie PO został powołany rzecznik ds. etyki. Posłowie musieliby mu zgłaszać przypadki rodzące podejrzenia konfliktu interesów, a także kontakty z lobbystami, np. udział w konferencjach organizowanych przez firmy, stowarzyszenia lub organizacje lobbystów. Chodzi o to, by uniknąć pułapek, które - według Gowina - zastawiają lobbyści.
- Sam zostałem wciągnięty w taką pułapkę, gdy rok temu zaproszono mnie na konferencję lekarzy dotyczącą zapłodnienia in vitro, którego regulacją się zajmowałem - opowiada Gowin. - Na miejscu w hotelu okazało się, że konferencję sponsoruje koncern farmaceutyczny. Co prawda moje stanowisko było przeciwne jego interesom, ale gdybym je zmienił, mogliby to wykorzystać - mówi krakowski polityk.
Pomysł powołania rzecznika budzi opór w klubie.
- Kodeks dobrych praktyk, który określi, co posłom wolno, a czego nie, to dobry pomysł. Już dawno mówiło się w klubie, że takie zasady powinny zostać przyjęte. Jeśli będą precyzyjne, supernadzorca od etyki nie będzie potrzebny - mówi nam Mirosława Nykiel, rzeczniczka ds. dyscypliny w klubie PO.
Podobnego zdania jest Iwona Śledzińska-Katarasińska, która przygotowała wewnętrzne regulacje dotyczące konfliktu interesów, gdy "Gazeta" ujawniła sprawę senatora PO Tomasza Misiaka. Pracował on nad specustawą stoczniową, a później firma, w której miał udziały, dostała bez przetargu zlecenie na pomoc zwalnianym stoczniowcom (w wyniku afery Misiak odszedł z PO, ale chce wrócić).
- Mamy kierownictwo klubu i mnożenie funkcji nie jest potrzebne - mówi Śledzińska-Katarasińska. - Pan poseł Gowin jest strasznie zinstytucjonalizowany. Posłowie nie są od śledzenia. Wystarczy stworzyć przejrzyste zasady i ich przestrzegać.
Śledzińska-Katarasińska proponowała, by do każdej ustawy dołączyć metryczkę, w której byłyby odnotowywane przypadki lobbingu podczas prac nad ustawą. Posłowie musieliby też wpisywać do niej, czy zgłaszają poprawkę z własnej inicjatywy, czy za czyjąś namową. Kolejną propozycją było, by posłowie mieli obowiązek informowania kierownictwa klubu nie tylko o obecnym miejscu zatrudnienia lub udziałach w firmie, ale też o tym, gdzie pracowali w przeszłości i czy byli właścicielami przedsiębiorstw. - Zgłosiłam moje propozycje już prawie rok temu, ale do tej pory nie zostały wprowadzone - zwraca uwagę posłanka PO.