http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ratujmy szpital w Korei

Marcin Wojciechowski
2009-12-24, ostatnia aktualizacja 2009-12-24 13:32

Choć minęło ponad 50 lat, miejscowi nadal nazywają go "polskim szpitalem". Polska Akcja Humanitarna chce odbudować założony przez naszych lekarzy szpital w Korei Północnej

Janina Ochojska spotyka się z pracownikami szpitala w Hamhung w 2008 roku
Janina Ochojska spotyka się z pracownikami szpitala w Hamhung w 2008 roku
Ponad 30 lat temu Janina Ochojska poznała dr. Lecha Wierusza. Jeszcze nie śniło się jej, że kiedyś zajmie się działalnością charytatywną. Marzyła tylko, by zacząć chodzić. A dr Wierusz dosłownie stawiał ludzi na nogi w stworzonym przez siebie ośrodku w Świebodzinie dla dzieci z porażeniami kończyn. - To był niezwykły człowiek i lekarz - mówi Ochojska.

Dr Wierusz był dla małych pacjentów nie tylko lekarzem. Podczas długich pobytów w szpitalu próbował zastępować ojca, był wychowawcą, dbał, żeby dzieci się nie nudziły. Czasem puszczał pacjentom filmy z małego terkoczącego projektora na taśmę 16 mm. Pokazywały polskich lekarzy na wojnie w Korei na początku lat 50.

- Był przez dwa lata w Korei, bardzo przeżywał to, co tam się dzieje - mówi Ochojska.

Dr Wierusz od kilku lat nie żyje. Cztery lata temu do Korei Północnej po raz pierwszy pojechała Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej. Postanowiła odwiedzić miejsce, o której opowiadał jej ulubiony lekarz z dzieciństwa. - Pomyślałam, że troska o szpital w Hamhung to najlepszy sposób okazania wdzięczności dr. Wieruszowi za to, co dla mnie zrobił - mówi szefowa PAH.

Ri Miong Su mówi "psieplasiam"

Wszystko zaczęło się w 1953 r., gdy Polska postanowiła pomóc bratnim Koreańczykom z północy, wysyłając tam szpital polowy. Cel był polityczny, ale polscy lekarze pracowali z poświęceniem, rodziły się międzynarodowe przyjaźnie. Dr J.M. Miller, jeden z uczestników ekspedycji, pisał w „Słowie Polskim”: „Wysiłek naszego zespołu z doc. B. na czele widzą i rozumieją zarówno koreański chirurg dr Czo, zręcznie asystujący przy operacji, jak i reszta koreańskich pracowników. Świetna koreańska instrumentariuszka Ri Miong Su swymi małymi, dziecięcymi niemal dłońmi szybko i zręcznie obsługuje operujących. Przy każdym uchybieniu (a jest ich mało i zupełnie nieznaczne) szepce rozbrajającym, dziecinnym głosem: »Psieplasiam «. Felczerka Kim Han Jor prowadzi narkozę, uważnie słuchając wskazówek naszej narkotyzerki dr W.”.

Po półtora roku szpital przestał pełnić funkcję zaplecza dla żołnierzy na froncie. Rozejm okazał się trwały. W Warszawie zapadła decyzja, by zbudować w Korei Północnej prawdziwy szpital, wyposażyć go w polski sprzęt i przynajmniej na początku pomóc koreańskim lekarzom w pracy.

Szpital zlokalizowano w Hamkung, drugim co do wielkości mieście Korei Północnej. Składał się z kilku drewnianych baraków. Specjalizował w ortopedii, przyszywaniu skóry, kończyn, dopasowywaniu protez i rehabilitacji. Te zabiegi były najbardziej potrzebne po wojnie. Polscy lekarze pracowali w nim jako doradcy jeszcze przez kilka lat. Tej pomocy od samego początku patronował Polski Czerwony Krzyż, który dostał na to środki od państwa.

Made in Poland

Szpital wciąż działa. I wciąż jest nazywany "polskim szpitalem" albo "niebieskim szpitalem", choć niedawno rozebrano ostatni z drewnianych baraków, niegdyś w kolorze błękitnym. Chorzy przenieśli się do budynków murowanych. Mają powstać następne, ale katastrofalna sytuacja gospodarcza w Korei Północnej sprawia, że budowa idzie wolno.

Brakuje też sprzętu. W niektórych salach są jeszcze urządzenia sprzed pół wieku z tabliczkami "Made in Poland". W większości z powodu braku części zamiennych i serwisu nie działają. Brakuje dosłownie wszystkiego: lamp bezcieniowych do przeprowadzania operacji, aparatów rtg., w szpitalu nie ma ani jednego USG. Chirurg dowiaduje się o stanie pacjenta dopiero, gdy go otworzy.

Mimo tragicznych warunków - w szpitalu notorycznie wysiada prąd, nie ma bieżącej wody, którą trzeba nosić z podwórka - tamtejsi lekarze dokonują cudów. Samodzielnie robią lekarstwa, kroplówki podają ze szklanych butelek po napojach, bo nie ma innych naczyń. Ręcznie ostrzą igły do zastrzyków, bo jednorazówki to na razie luksus.

W tak spartańskich warunkach przeprowadzają skomplikowane operacje, ratując ludziom życie. Szpital ma nadal profil ortopedyczno-urazowy, choć zajmuje się po trosze wszystkim. - W stosunku do warunków tamtejsi lekarze są mistrzami, zresztą podobnie jak kiedyś lekarze w Polsce - mówi Ochojska. Na przywiezionych przez nią zdjęciach widać ludzi z przyczepionymi protezami, po amputacjach, którzy uczą się chodzić o kulach. Wielkim problemem Korei Północnej są wypadki przy pracy oraz wypadki drogowe, w których auta potrącają pieszych.

Bez kontekstu politycznego

Zorganizowanie pierwszej wyprawy było trudne, bo Korea Północna jest odizolowana od świata. Ale po wielu perturbacjach się udało. Ochojska ma konkretny plan, jak pomóc szpitalowi w Hamkung. Z kolejną misją była w 2008 r. rok temu i jak dobrze pójdzie, to za kilka miesięcy ruszy z następną. - Polskim szpitalom pomagano w czasach komunistycznych, nie bacząc na sytuację polityczną w naszym kraju - mówi Ochojska. - Proponuję, by na sprawę szpitala w Hamkung spojrzeć podobnie, oddzielając ją od szerszego kontekstu politycznego. W końcu pomagamy konkretnym ludziom, a nie systemowi.

Plan Ochojskiej to zawieźć do Hamkung używane urządzenia z Polski w dobrym stanie. Nowy sprzęt naszpikowany elektroniką nie wytrzymałby ciągłych spadków napięcia, nie byłoby go też jak serwisować. Druga sprawa to doprowadzenie do szpitala bieżącej wody i budowa stacji oczyszczania wody, by można było robić na niej lekarstwa.

Trzeci cel to budowa agregatu, który pozwoliłby szpitalowi zabezpieczyć się przed spadkami napięcia, np. w czasie operacji. - Liczę na ofiarność Polaków i współpracę polskich placówek medycznych, które mogą oferować sprzęt - mówi Ochojska. W zbiórce sprzętu pomaga PCK, który nadal czuje się współodpowiedzialny za szpital w Korei.



Polska Akcja Humanitarna chce wyposażyć szpital w sprzęt medyczny (rentgen, USG, inny drobny sprzęt medyczny), wyremontować urządzenia sanitarne i podłączyć do bieżącej wody. Pomóż szpitalowi w Hamkung. Numer konta: Bank BPH SA, 60 1060 0076 0000 3310 0015 5130

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 21 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    39 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':