http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niegłupie przesłanie z Pandory

Wojciech Orliński
2009-12-25, ostatnia aktualizacja 2009-12-26 14:28

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Avatar"
Materiały prasowe

"Avatar" wzbudził we mnie taki sam dziecięcy zachwyt, jaki odczuwałem dziesiątki lat temu, po raz pierwszy oglądając "Poszukiwaczy zaginionej Arki", "Gwiezdne wojny" czy "Park Jurajski"

Avatar
Avatar
Avatar
Avatar plakat
Avatar plakat
Według Jamesa Camerona "Avatar" ma przyśpieszyć przesiadkę kina rozrywkowego do świata 3D. Kino dwuwymiarowe nadal będzie istnieć, ale - tak jak dziś taśma czarno-biała - będzie domeną specjalnych artystycznych projektów.

Szczerze mówiąc, nie jestem przekonany akurat do tego. "Avatar" nie przypomina tych filmów trójwymiarowych, które specjalnie widzowi podkreślają swoją trójwymiarowość tym, że na przykład nagle jakaś dzida wyfruwa z ekranu i pędzi prosto na widownię.

Przeciwnie, tutaj bardzo szybko o niej zapominamy - sprowadza się do dyskretnej obecności drugiego planu. Na przykład, gdy bohaterowie poruszają się jakimś pojazdem, to bardzo wyraźnie widać, że wnętrze pojazdu i widok za oknami pojazdu to dwa różne plany głębi optycznej. Jednak sama historia jest na tyle wciągająca, że szybko się o tym zapomina.

300 mln kosztowało stworzenie wspaniałego świata Pandory



Akcja dzieje się w roku 2154. Ludzkość odkryła planetę, na której nie tylko istnieje inteligentne życie - mieszkają tam humanoidalni Na'vi, dwa razy więksi od ludzi ze względu na mniejszą grawitację - ale są też bogate złoża minerału mającego ogromne znaczenie dla ziemskiej energetyki.

Szybko pojawia się konflikt interesów między naukowcami badającymi ekosystem planety (nazwanej przez ludzi Pandorą) a korporacją pragnącą po prostu optymalizować zyski. W ten konflikt wciągnięty jest przypadkowy człowiek z ulicy - główny bohater, inwalida wojenny, którego brat bliźniak należał do naukowców uczestniczących w badaniach Pandory.



Naukowcy prowadzą te badania za pomocą tzw. awatarów, swoich sztucznie wyhodowanych klonów łączących cechy ciała ludzkiego i ciała Na'vi. Sterują nimi zdalnie urządzeniami przypominającymi sprzęt do tomografii mózgu.

Niewiele się dowiadujemy o technicznych szczegółach, bo - zgodnie z najlepszą tradycją science fiction - poznajemy tę historię z punktu widzenia człowieka, który sam niewiele rozumie. Wciągnięto go do tego projektu tylko dlatego, że ma identyczne DNA jak jego zmarły brat.

Jake Sully właśnie dzięki temu, że brak mu profesjonalnej edukacji, potrafi się dogadać z Na'vi szybciej od swoich wykształconych kolegów. Szybko też uświadamia sobie, że cały ten projekt to jeden wielki szwindel: działalność naukowców finansowana jest przez korporację, dla której Na'vi są tylko przeszkodą w maksymalizacji zysków.

Fabuła filmu jest jedną wielką aluzją polityczną - metaforą naszego uzależnienia od paliw kopalnych, alegorią wojny w Wietnamie i wojny w Iraku. Pada tutaj nawet cytat o "zdobywaniu serc i umysłów", który dziś kojarzymy głównie z oficjalnym uzasadnianiem inwazji na Irak, ale w rzeczywistości pojawił się po raz pierwszy w przemówieniu prezydenta Lyndona Johnsona z 1964 roku uzasadniającym amerykańską obecność w Wietnamie.

Pierwsza dama science fiction i gwiazda znikąd, czyli kto jest kim w "Avatarze"



Wtedy też zresztą poszło to raczej średnio.

James Cameron nie broni się przed takimi skojarzeniami. - W czasach mojej młodości science fiction często niosła w sobie ostrzeżenia dotyczące świata, w którym żyjemy. Ostatnio jest już raczej czysto eskapistyczną rozrywką. Chciałem, żeby pod wpływem mojego filmu ludzie częś-ciej robili to, co mój główny bohater: kwestionowali oficjalną wersję wydarzeń - powiedział na konferencji prasowej po premierze filmu.

Polityczne przesłanie filmu skłóciło anglo-języcznych recenzentów. Paradoksalnie najbardziej niezadowoleni są krytycy związani z mediami lewicującymi, jak Jim Hoberman z "Village Voice" czy Andrew Pulver z "Guardiana". Nie tyle dlatego, że nie zgadzają się z przesłaniem filmu, co po prostu uważają, że jest zbyt oczywiste i łopatologiczne.

Zachwyceni filmem są głównie krytycy amerykańscy (według mierzącego ich reakcje serwisu Rotten Tomatoes tych zachwyconych jest 90 procent). Roger Ebert z "Chicago Sun" przyznaje "Avatarowi" najwyższą ocenę i pisze: "Jak to dobrze, że w Hollywood są jeszcze ludzie, którzy potrafią mądrze wydać 300 milionów dolarów".



Ten paradoks bierze się częściowo zapewne z tego, że pewne konstatacje oczywiste w Europie i w Nowym Jorku (owa tytułowa "wioska" w nazwie pisma "Village Voice" to Greenwich Village, czyli matecznik lewicowo-liberalnych intelektualistów) do dzisiaj nie są oczywiste dla przeciętnego Amerykanina. Takie na przykład jak to, że uzależnienie cywilizacji od paliw kopalnych to zły pomysł i nie należy mordować kogoś tylko dlatego, że ma inny kolor skóry i nie mówi po angielsku.

Z drugiej strony - wynika chyba z fundamentalnego nieporozumienia. Cameron ma rację, że mało mamy dziś fantastyki ostrzegającej przed współczesnymi zagrożeniami. Ale przecież gdy ją mieliśmy, te ostrzeżenia zawsze były trywialne.

Zabezpieczenia antypirackie zrujnowały przedpremierowe pokazy filmu "Avatar"



Że wojna atomowa przyniesie zagładę całej ludzkości i nie będzie w niej "zwycięzców" ani "pokonanych"? To było przesłanie filmów różnej klasy, arcydzieł takich jak "Dr Strangelove" albo dobrego kina rozrywkowego, jak "Terminator". Ale niezależnie od jakości filmu czy książki samo przesłanie było przecież trywialne.

Że telewizja ogłupia, a społeczeństwem ludzi nieczytających książek łatwiej jest manipulować? To też jakby banał, a przecież kto dziś potępi "451 stopni Fahrenheita" Bradbury'ego, sfilmowane przez Truffaut?

Dobre science fiction polega na tym, że facet biegnie z giwerą po powierzchni obcej planety i strzela do fantazyjnie wyglądających potworów. Jeśli przy tym pojawia się jakieś ważne przesłanie, to dobrze, ale nie może przesłaniać tego, za co ludzie zapłacili w kasie. Czyli potworów, giwery i ładnych pejzaży obcej planety.

Gdzie obejrzeć "Avatara"? - sprawdź repertuar kin w swoim mieście



Źródło: Duży Format
  • 1
  • 102 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    146 głosów