Wątek współpracy szyfranta z wywiadem komunistycznych Chin "Dziennik" przedstawia jako najbardziej prawdopodobną hipotezę w śledztwie dotyczącym zaginięcia chorążego.
Zielonka - oficer ze stażem sięgającym jeszcze z czasów PRL zniknął wiosna tego roku. Jego poszukiwania zaczęto z opóźnieniem. Żona myślała, że jest na delegacji a w pracy sądzono, że przebywa na zwolnieniu lekarskim. Tymczasem chorąży zniknął bez śladu. Od momentu wyjścia z domu na warszawskim Bemowie jego telefon komórkowy jest wyłączony. Na koncie bankowym zostawił całe - dosyć duże - oszczędności.
Służby specjalne od ujawnienia informacji o poszukiwaniach szyfranta bagatelizują rolę jaką odgrywał w strukturach SWW. W rozmowach z dziennikarzami (zarówno oficjalnych jak i nieoficjalnych) ich przedstawiciele twierdzą, że jego praca miała charakter czysto techniczny. Rozszyfrowywał tajne depesze, ale - według nich- system w jakim pracują szyfranci nie pozwala na poznanie ich pełnych treści ani całego klucza szyfrowego. W maju tego roku zapewniano, że Zielonka nie miał unikalnej wiedzy na temat systemów przekazywania informacji w państwach NATO.
Natomiast b. szefowie służb- wśród nich generałowie Marek Dukaczewski i Gromosław Czempiński twierdzą, że zniknięcie szyfranta jest sprawą poważną i kompromitująca dla Polski.
Według źródeł "Gazety" SWW i pomagająca jej
policja oraz
ABW wyczerpały wszystkie możliwości odnalezienia chorążego. - Dalej obowiązuje wersja, że przyczyną były problemy osobiste i że Zielonka najprawdopodobniej nie żyje- opisuje nasz rozmówca z SWW. Pytany o "chiński trop" mówi: - To rzeczywiście jedna z hipotez w wątku, który dotyczy ewentualnej zdrady Zielonki. O tyle prawdopodobna, że chiński wywiad jest bardzo aktywny w Europie. Ale z drugiej strony badając wątek współpracy z obcymi służbami należy brać pod uwagę, że ci dla których pracował mogą naprowadzać nas na fałszywe tropy- tłumaczy i dodaje: - Jeśli chodzi o wątek zdrady to należy być bardzo ostrożnym. Zielonka miał nieskazitelny przebieg służby i takie informacje mogą być dla niego lub dla jego pamięci po prostu krzywdzące.
Chorąży przez wiele lat pracował na placówkach zagranicznych i przy polskich misjach wojskowych. Od rozwiązania
WSI w 2006r. czekał na weryfikację. Przez dwa lata mógł pracować bo był oddelegowany przez
MON do wykonywaniu obowiązków w SKW.
Oficjalnie nikt z SWW ani policji czy ABW nie zabierał dzisiaj w tej sprawie głosu.
"Badamy ten najmniej prawdopodobny scenariusz, czyli zdradę. Na dziś oceniamy go najwyżej na 1 promil, ale przyjmujemy taką tezę ze względu na ostrożność procesową i z uwagi na nasze zadania" - powiedział pułkownik Janusz Nosek, szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.