Złapanie sprawców kradzieży zajęło policji niespełna trzy dni. Piątkę sprawców zatrzymano w niedzielę ok. godz. 23. Wszyscy pochodzili z podtoruńskich miejscowości - Andrzej S. i Marcin A. z Czernikowa, bracia Radosław i Łukasz M. oraz Paweł S. z Lipna. Mają od 20 do 39 lat. Wszyscy zatrzymani byli już karani m.in. za kradzieże, pobicia i bójki. Wiadomo, że Andrzej S. miał kłopoty finansowe. W internetowym portalu handlującym długami ktoś wystawił na sprzedaż jego zobowiązania warte ponad 2 tys. zł. Plan kradzieży miał opracować Marcin A.
Kradzież, której dokonali w ostatni piątek, planowana była od jesieni. Na teren byłego nazistowskiego obozu weszła czwórka złodziei. Nad ranem, dokładnie pomiędzy jednym a drugim obchodem wartowników, udało się im odkręcić tablicę. Tego momentu nie wychwyciły kamery monitoringu muzeum. Marcin A. instruował wspólników przez telefon.
Złodzieje wpadli dzięki informatorom. Policja nie ujawnia, ilu ich było. Zweryfikuje, które wiadomości w największym stopniu przyczyniły się do wyjaśnienia sprawy, i wtedy wypłaci nagrodę w wysokości 115 tys. zł.
Zatrzymani zeznali, że tablicę ukradli dla pieniędzy. Dwóch z nich w momencie zatrzymania miało szukać w Gdyni kontaktu z tajemniczym zleceniodawcą. Nie wiadomo, ile proponował za kradzież napisu ani jak w ogóle skontaktował się z zatrzymanymi.
Czterem mężczyznom, którzy brali bezpośredni udział w kradzieży, krakowska prokuratura postawiła wczoraj zarzuty. Za kradzież i uszkodzenie napisu "Arbeit macht frei" - jako dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury, znajdującego się na liście światowego dziedzictwa UNESCO - grozi im do dziesięciu lat więzienia. Marcin A. czeka na postawienie osobnych zarzutów, m.in. nakłaniania do przestępstwa.
Samą tablicę - pociętą na trzy części - odnaleziono zakopaną w lesie w Czernikowie, niedaleko posesji Andrzeja S. Przestępcy przyznali, że pocięli napis tuż po kradzieży, bo nie mieścił się im w samochodzie.
Śledczy przeprowadzą na miejscu kradzieży wizję lokalną. - Sprawdzimy też, skąd złodzieje mieli tak szczegółowe informacje o systemie zabezpieczeń na terenie dawnego obozu - dodaje Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji. Chodzi m.in. o to, że niektóre z kamer nie miały funkcji nagrywania.
Może już dziś napis "Arbeit macht frei", wykonany na przełomie lat 1940-41 przez polskich więźniów Auschwitz i stanowiący obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Zagłady, wróci do muzeum. Wczoraj badano go w laboratorium kryminalistyki.
- Oprócz pocięcia napisu nie stwierdziliśmy innych uszkodzeń - zapewnia Marek Woźniczka, zastępca komendanta małopolskiej policji.
Dyrekcja muzeum chciałaby, by tablica wróciła na miejsce jeszcze przed 65. rocznicą wyzwolenia obozu, która przypada na koniec stycznia.
- Wisząca obecnie nad bramą kopia pozostanie na swoim miejscu do momentu, kiedy możliwe będzie przywrócenie oryginału, to jest po jego scaleniu, przeprowadzeniu niezbędnych prac konserwatorskich oraz opracowaniu nowych metod zabezpieczenia - informuje Jarosław Mensfelt, rzecznik muzeum.
Piotr M.A. Cywiński, dyrektor muzeum, po odnalezieniu tablicy oświadczył: - Waga tego wydarzenia jest ogromna, bowiem napis ten jest jednym z najważniejszych symboli tragedii II wojny światowej, Zagłady i cierpienia ofiar obozu koncentracyjnego Auschwitz. Dziękuję wszystkim osobom, które w tych najtrudniejszych dla nas dniach były razem z nami i okazywały nam solidarność. Wśród nich było wielu byłych więźniów, dla których te wydarzenia są chyba najbardziej bolesne.
Podziękowania do policji napłynęły wczoraj z Polski i z zagranicy. Wystosowali je m.in. Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, i społeczność żydowska: Piotr Kadlczik, przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich, i Michael Schudrich, naczelny rabin Polski.
Źródło: Gazeta Wyborcza