Jak co roku kupimy i zjemy w Boże Narodzenie 20 tysięcy ton karpi. Większość zginie w męczarniach, bo tradycją jest kupowanie żywych ryb i ich zabijanie. By zaspokoić ten obyczaj zamiast być zabite po wyłowieniu odbywają makabryczną kilkudniową drogę przez mękę na nasz stół. Obrońcy zwierząt jak co roku apelują: nie kupujmy żywych karpi. "Lud lubi karpia, karp lubi lód" - to tegoroczne hasło Klubu Gaja. - Namawiamy ludzi, żeby oszczędzili rybom cierpień i kupili karpia z lodu - mówi Jacek Bożek, szef Gaji. Kampanie Gaji wsparł znany kucharz Robert Makłowicz. Przekonuje, że chociaż świeżość ryby, to w kuchni rzecz podstawowa, to jednak ryba, która została zamęczona doznając w ścisku obrażeń wewnętrznych jest produktem spożywczym nienajlepszej jakości.
Makłowicz zaznacza, że akcję kupowania karpia z lodu wspiera też z przyczyn moralnych.
Do rezygnacji z jedzenia ryb i do przyrządzenia zamiast nich tradycyjnych wigilijnych dań wegetariańskich namawiają fundacja Viva i stowarzyszenie Empatia. Viva zrobiła w sobotę w Warszawie heppening "Czy ryby rosną na drzewach?". Udekorowała drzewo kolorowymi rybkami, jak bombkami. - Chcemy uświadomić ludziom, że ryby to zwierzęta, nie owoce. To, że nie krzyczą nie znaczy, że nie czują bólu.
Empatia w niedzielę po raz siódmy obchodziła Dzień Ryby. Co roku kieruje list do Episkopatu Polski apelując o wsparcie idei, by radosne święta Bożego Narodzenia nie były okupione męką karpi. I że tradycja nie jest święta: powinna się zmieniać wraz z postępem wiedzy (reakcje ryb na ból są takie, jak u ssaków) i moralności. Jak co roku Empatia dokumentuje też traktowanie karpi na targowiskach, w sklepach i hipermarketach.
Kilka lat temu inspekcja weterynaryjna wydała obowiązującą sprzedawców opinię prawną, że żywych ryb nie wolno sprzedawać w folii czy papierze i że kupujący powinien je zabrać do domu w odpowiednio dużym naczyniu z wodą. Jednak inspekcja nie egzekwuje tego wymagania, bo nie kontroluje sprzedawców. A Straż Miejska,
policja i prokuratura nie traktują jako przypadku dręczenia zwierząt trzymania ryb stłoczonych w pojemnikach z niewielką ilością wody, nierzadko zakrwawionej. Od 2005 do 2008r. roku warszawska prokuratura bez konkluzji zajmowała się udokumentowanym zdjęciami i zeznaniami świadków doniesieniem Vivy w tej sprawie. Umorzyła ją motywując, że taka sprzedaż karpi jest powszechną praktyką, i że nie ma dowodów, iż sprzedawcy działają w zamiarze dręczenia ryb. Sąd to usankcjonował dodając, że ustawa o ochronie zwierząt ryb nie dotyczy.
Jednak w tym roku, dzięki kilkuletnim zabiegom obrońców zwierząt zmieniono tę ustawę tak, by nie było wątpliwości, że dotyczy także ryb. Dopisano, że obejmuje ochroną wszystkie "zwierzęta kręgowe". W zeszłym roku Klub Gaja przedstawił Ministerstwu Rolnictwa ekspertyzę prawną kancelarii prawnej Weil, Gotshal & Manges, że nie obejmując ryb ochroną (przez ustanowienie warunków ich hodowli i uboju) Polska łamie unijną dyrektywę 98/58/WE dotycząca hodowli zwierząt. Gaja groziła skargą do Trybunału w Luksemburgu.
- Teraz, kiedy nie ma już wątpliwości, że także ryb dotyczy zakaz dręczenia zwierząt złożymy nowe doniesienia o przestępstwie. Mamy tegoroczny materiał dowodowy z piętnastu sklepów. Niestety, tylko groźba kary zmusi handlowców do humanitarnego traktowania ryb - mówi Czarek Wyszyński.
Jednak nadal nie ma szczegółowych przepisów dotyczących warunków hodowli, transportu i uboju ryb, więc egzekwowanie ich humanitarnego traktowania może być nadal trudne.