Agnieszka Kublik: Leszek Miller chce wrócić do SLD, a szef Sojuszu Grzegorz Napieralski chce go przyjąć. Miller twierdzi, że nie było afery Rywina tylko "nic nie znacząca historyjka, którą wymyślił Rywin". A to, że Rywin został skazany i siedział jest "kuriozalne", ponieważ "siedział za zamiar, bo nikt nikomu nie wręczył żadnych pieniędzy, nikt nie osiągnął żadnej korzyści". Prof. Tomasz Nałęcz: - Zrobiło mi się przykro, gdy oglądałem sobotnią konwencję SLD. Bo i w wystąpieniu przewodniczącego Napieralskiego, i innych członków Sojuszu lata 2001-2005 były przedstawiane jako
złote polskie lata. To gruba przesada. Dla mnie to lata bolesnego rozrachunku z rządami lewicy i rachunku sumienia.
Widząc to sobotnie widowisko, pomyślałem - Miller wraca do Sojuszu, Kwiatkowski i Czarzasty wrócili do publicznych mediów, skąd wylecieli po aferze Rywina. Tylko biedny Rywin pokutuje, ale pewnie i on wróci do robienia interesów z publiczną telewizją.
Sojusz liczy, że omami "ciemny lud", że afery Rywina nie było i wróci do władzy? - To kalka postępowania z PRL-u: problem nienazwany nie istnieje. To nie pasuje do realiów wolnej Polski. I nie będzie skuteczne. Ludzie pamiętają Rywinland, którym zarządzali ludzie Sojuszu.
Polacy są litościwi i skłonni do wybaczania. Ale jeśli grzesznik udaje, że grzechy są symbolem cnoty, odwrócą się od niego ze wstrętem.
Napieralski wtedy u władzy nie był, a też mówi, "afery Rywina nie było. Spotkało się dwóch kolegów, a jeden z nich naopowiadał bzdur". - Nie wiem, czy w tym jest więcej ignorancji czy bezczelności. Napieralski mógł przed 2002 r. nie znać afery Rywina, bo był drugorzędnym działaczem ze Szczecina. Ale jak został posłem, a potem szefem Sojuszu i zaczął się publicznie na ten temat wypowiadać, to powinien sięgnąć do dokumentacji. Te materiały każdemu politykowi, a zwłaszcza lewicowemu, każą o tej aferze myśleć ze wstydem.
Napieralski twierdzi, że pański raport czytał. I zrecenzował go tak: "Nie przekonał mnie. Dla mnie sprawa była dęta". - Nie da się deklarować uczciwej i sprawiedliwej Polski i twierdzić, że nie było afery Rywina. Bo to było jedno z większych świństw III RP, obciążające ludzi lewicy. To tak, jakby republikanie w
USA usiłowali przekonywać do siebie Amerykanów, że afery Watergate nie było. To się nazywa iść w zaparte!
Liczenie na amnezję Polaków jest wyrazem pogardy dla społeczeństwa, a zarazem świadectwem, co się sobą w polityce reprezentuje. Prawdziwszym niż strzeliste manifesty. Można zadrukować całe tony papiery deklaracjami o uczciwości. Ale jeśli się twierdzi, że afery Rywina nie było, to tylko nic nie warta makulatura.
Sąd uznał, że Rywina do Agory wysłała związana z SLD Grupa Trzymająca Władzę (GTW), ale nigdy nie wskazał, kto w niej był. Wie to tylko Rywin. Ale milczy. - Rywin jest przekonany, że ci, którzy posłali go po łapówkę, są tak wpływowi, że nic mu nie grozi. I niewiele się pomylił, jak się patrzy na działania prokuratury na początku.
Prokuratura tak szukała, żeby niczego nie znaleźć. Dopiero powstanie komisji śledczej zmusiło prokuraturę do prawdziwego śledztwa. Moim zdaniem Rywin nadal wierzy - i chyba nie bez racji - w to, że lojalność wobec tych ludzi bardziej mu się opłaca.
Ku czemu zmierza Sojusz? - Filozofia "nie było afery Rywina" świadczy o tym, w jak wielkiej matni znalazła się lewica. Bo jeśli Sojusz, największe ugrupowanie na lewicy, tak się zachowuje, to lewica nie ma przyszłości. Mam lewicowe przekonania, ale nie zagłosowałbym na Sojusz, który mówi tak oczywiste nieprawdy.
Będzie Pan konkurował ze Szmajdzińskim o prezydenturę? - Konwencja SLD przekonała mnie, że zrobiłem słusznie kandydując z ramienia PD i
SdPl. To wręcz nakaz chwili, by ludzie lewicy mogli wybierać między różnymi kandydatami, a nie tylko mogli głosować na kandydata wskazanego przez jedynie słuszną partię.
Podtrzymuję moją ofertę złożoną SLD o przeprowadzeniu swoistych prawyborów. Niech o tym, który lewicowy kandydat ma zawalczyć o prezydenturę, zdecydują wyborcy.
PiS walczył z Rywinlandem i tymi, którzy go symbolizują, czyli m.in. Kwiatkowskim i Czarzastym, którzy wedle raportu Zbigniewa Ziobro byli w GTW. A dziś PiS razem z tymi ludźmi dzieli łupy w mediach publicznych. - I to jest pytanie, które chciałbym zadać panu Ziobrze: Jak się czuje - jako człowiek inteligentny - obserwując ten układ SLD-PiS realizowany przez ludzi trzymających władzę? Bo dla mnie to obrzydliwe. To nie diabeł układa się z uczciwym człowiekiem o jego duszę, ale dwóch czartów handluje sobie bezwstydnie.
Jeśli wierzyć w nieoficjalne informacje, Ziobro czuje się w tym układzie całkiem nieźle, bo u Kwiatkowskiego i Czarzastego zabiegał o głosy dla swojego kandydata na prezesa TVP Jacka Karnowskiego. - Jeśli Ziobro widzi ten układ z ludźmi trzymającymi władzę, a nie reaguje, to żyruje tę transakcję. Napisał gruby raport o aferze Rywina. Czas, żeby go teraz zeżarł.
Afera Rywina * W lipcu 2002 r. producent filmowy Lew Rywin, związany z rządzącym wtedy SLD, przyszedł do spółki Agora, wydawcy "Gazety Wyborczej" z propozycją: powołując się na Grupę Trzymającą Władzę (nie podał żadnych nazwisk), zaproponował wprowadzenie takiego zapisu w przygotowywanej przez rząd Leszka Millera ustawie medialnej, która umożliwi spółce kupno telewizji komercyjnej. W zamian zażądał 17,5 mln dol. dla SLD, prezesurę w Polsacie dla siebie oraz nieatakowanie rządu SLD Leszka Millera przez media Agory. "Gazeta Wyborcza" propozycję ujawniła, powstała sejmowa komisja śledcza, Rywin został skazany na dwa lata więzienia.