Według projektu każda z płci ma mieć gwarancję połowy miejsc na listach wyborczych już w trakcie najbliższych wyborów samorządowych.
Ustawa ma zmienić trzy ordynacje wyborcze - do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. Parytet nie obejmie wyborów do Senatu i do rad gmin do 20 tys. mieszkańców, bo tam jest ordynacja większościowa. Autorzy projektu proponują, by "liczba kobiet na listach nie mogła być mniejsza niż liczba mężczyzn". - To mit, że kobiety nie chcą iść do polityki. Chcą, ale czują się wykluczone. Dlatego nie godzimy się, by obecność kobiet na listach wyborczych zależała tylko od woli partyjnych liderów. Ustawowy parytet to zmieni - mówi "Gazecie" prof.
Magdalena Środa.
Popierany przez ''Gazetę Wyborczą'' był tworzony głównie z myślą o wyrównaniu szans kobiet, ale zyskał także
uznanie wśród mężczyzn, w tym prof. Zygmunta Baumana, Tomasza Lisa, prof. Józefa Czapińskiego, Zbigniewa Libery i Andrzeja Mleczki.
Komorowski: Sejm zagłosuje (prawdopodobnie) w lutym Projekt obywatelski w Sejmie Najprawdopodobniej w lutym obywatelski projekt ustawy wprowadzający parytety na listach wyborczych trafi pod obrady Sejmu - zapowiedział marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Marszałek Komorowski przyznaje, że w tej kwestii jest konserwatystą, stąd jego wątpliwości czy parytet to dobre rozwiązanie. "Polskie doświadczenie jest takie, że bez parytetów, które są trochę wymyślone w świecie zachodnioeuropejskim w Polsce jest tyle samo kobiet w parlamencie ile tam z parytetami, no więc należy postawić pytanie czy to jest najlepsza z możliwych metod" - powiedział.